21 grudnia 2011

Bawełna peeling enzymatyczny + maseczka kojaca *Bielenda*

 Dziś na tapecie maseczka od Bielendy


BAWEŁNA PEELING ENZYMATYCZNY + MASECZKA KOJĄCA





Od producenta:


bezpieczny, wygodny w użyciu zabieg o silnym działaniu nawilżającym i regenerującym; błyskawicznie przynosi ulgę i odświeżenie oraz widocznie poprawia stan skóry suchej i wrażliwej.
ZABIEG OCZYSZCZA, NAWILŻA I CHRONI SKÓRĘ.

Krok 1: PEELING ENZYMATYCZNY niezwykle delikatnie, ale równocześnie wyjątkowo skutecznie złuszcza martwe komórki naskórka, eliminuje szorstkość, pobudza mikrocyrkulację. Wygładza, zmiękcza i odświeża skórę.

Krok 2: MASECZKA KOJĄCA z ALANTOINĄ błyskawicznie łagodzi podrażnienia i likwiduje uczucie napięcia i pieczenia skóry. Dzięki zawartości KWASU HIALURONOWEGO intensywnie nawilża, nawet głębokie warstwy skóry, skutecznie hamuje ucieczkę wilgoci z naskórka. Wzmacnia i regeneruje skórę, wygładza, przywraca jędrność i elastyczność.

Stosowanie:

PEELING rozprowadzić na wilgotnej skórze twarzy, szyi i dekoltu. Delikatnie masować skórę przez ok. 2 minuty, następnie dokładnie spłukać. Krok 2: MASECZKĘ nałożyć na osuszoną skórę i pozostawić do wchłonięcia. Najlepsze efekty uzyskuje się stosując zabieg kompleksowo 2 razy w tygodniu.



Nie ukrywam, że jestem fanką maseczek od Bielendy. Są to dla mnie zdecydowanie najlepsze produkty tej firmy. 
Peelingi bardzo lubię, jak dotąd enzymatycznych nie używałam za często. Od czasu jednak, gdy mam problem z suchymi skórkami, częściej sięgam po taki właśnie rodzaj peelingu.
I w tym właśnie duecie peeling sprawdza się całkiem dobrze. Tuż po zmyciu czuję się różnice, skóra jest gładka i miękka. Fajne jest to, że nie trzeba go jakoś długo na twarzy trzymać, jest to szybki zabieg. Podczas masowania twarzy czułam lekki zapach samoopalacza! Dziwne to trochę, ale to najprawdopodobniej dowód na to, że działa. W  moim przypadku się sprawdził, ale zaznaczam, że suche skórki na mojej twarzy są przejściowe i nie tak bardzo dokuczliwe. Nie wiem, jak poradziłby sobie z większą ilością suchych skórek. Zdecydowanie jest łagodny, nie podrażnia, nie piecze.

Jeśli chodzi o maseczkę, to mam mieszane uczucia. Używałam naprawdę niewielką ilość, bo bałam się, że zapcha mi pory. Na szczęście nic takiego się nie stało. Po ok. 15 minutach zmywałam ją z twarzy, mimo innych zaleceń producenta. Nawilżenie średnie, bez rewelacji. Określiłabym ją jako średnio dobrą maseczkę.

Całość wystarczyła mi na 3 zastosowania.

Myślę, że warto spróbować tego duetu ze względu na peeling. Może to też być dobre rozwiązanie na  wyjazdy jeśli spędzamy poza domem jedną-dwie noce, można by wtedy podarować sobie krem na noc.

Pozdrawiam.


6 komentarzy:

  1. Hasło "peeling enzymatyczny" i mi się oczy świecą... To fajne połączenie - z maseczką. Trzeba się rozejrzeć. Tym bardziej iż moja skóra kapryśna bywa...

    OdpowiedzUsuń
  2. nie znam maseczek bielendy bo nigdy ich nie używałam, ale znam za to peelingi enzymatyczne, ja najbardziej lubię ten z biochemii urody, całkowicie naturalny. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. To chyba jakaś nowość, bo bawełnianej jeszcze nie widziałam.
    Śmiało zgapiaj, ale tak jak piszę każdej, jak raz się przejdziesz na wyspę, czy do salonu, kupisz jedne czy dwa, to potem możesz chcieć więcej - taki niegroźny nałóg :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Ciekawa maseczka, jeszcze nie próbowałam. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. niedawno odkryłam, że Lirene stosuje w swoich kosmetykach olej bawełniany - żel pod prysznic jest super!

    OdpowiedzUsuń
  6. Nigdy nie miałam peelingu enzymatycznego (notabene do tej pory z pamięci nie umiem wymówić tej nazwy :D), chciałabym spróbować, ale nie wiem za bardzo który byłby najlepszy :P

    OdpowiedzUsuń

Serdecznie dziękuję za każdy komentarz, cenię je bardzo i wiem, że każdy pisany ze szczerością i chęcią zwrócenia mi uwagi na pewne kwestie pomaga mi jeszcze lepiej prowadzić tę stronę. Cieszą mnie "komentarzowe" rozmowy i dyskusje, wymiana doświadczeń i poglądów jest najwspanialszym doświadczeniem płynącym z blogowania.

Jeśli masz ochotę zaprosić mnie do siebie, bo także prowadzisz bloga, a ja jeszcze nie miałam okazji go czytać, nie krepuj się i daj mi znać, chętnie zajrzę.