6 grudnia 2011

Lirene- samoopalajacy mus nawilżający

I mamy już 6 grudnia! A jak grudzień w toku, to myślimy o świętach i o zabawie sylwestrowej. W związku z tym chciałabym dziś przypomnieć kosmetyk, który był dość popularny latem i myślę, że warto go wspomnieć tuż przed karnawałowym szaleństwem. Teraz jest jeszcze czas, by popróbować z samoopalaczem i na ostatniego grudnia być już w pełni przygotowanym.

Lirene Dermoprogram
samoopalający mus nawilżający do twarzy i ciała


Informacja na opakowaniu:
  • mus zawiera kompleks PRO-Bronze-Care  bogaty w składniki aktywne sprawia, że samoopalacz doskonale pielęgnuje delikatną skórę twarzy, jak i całego ciała,
  • intensywnie i długotrwale nawilżające, ujędrniające oraz odżywcze właściwości musu, w wyraźny sposób poprawiają elastyczność i miękkość naskórka,
  • 100% badanych potwierdza skuteczność i właściwości pielęgnacyjne produktu, jak i komfort jego stosowania.

Efekt:
  • naturalna i złocista opalenizna,
  • równomierne rozprowadzanie,
  • szybkie wchłanianie,
  • efekt widoczny już w godzinę po aplikacji i utrzymuje się do 6 dni,
  • nie pozostawia śladów na ubraniu.
Stosowanie:
Rozprowadzić równomiernie produkt na skórze. Po aplikacji umyć ręce. Stosować 1-2 razy w tygodniu (lub częściej) w zależności od pożądanej intensywności opalenizny.

Pojemność 150 ml.
Cena: 16 zł


Samoopalacz ten jest w postaci pianki, która bardzo szybko, ładnie i bardzo równomiernie rozprowadza się na skórze. Właściwie tuż po aplikacji już go  nie czuć i można spokojnie się ubrać. Nigdy nie zabrudził mi piżamy , zawsze używałam go na noc. Ani razu nie porobił mi zacieków czy plam, opalenizna wychodziła równa, wręcz idealna (trzeba  oczywiście być  dokładnym podczas aplikacji). Zapach ma typowy dla samoopalacza , dlatego rano zmywałam go, by nie czuć go było w ciągu dnia. Co do właściwości nawilżających to mam mieszane uczucia, z pewnością nie wysuszył skóry, natomiast odczuwalnego nawilżenia też nie było. Nie odważyłam się go użyć na twarz, więc w tej kwestii się nie wypowiem. Co też dla mnie dość ważne nie opalał na pomarańczowo, tylko dawał delikatny, złocisty brąz.  Używałam go co trzy dni, by ten kolor utrzymać. Sześć dni, które obiecuje producent, to gruba przesada.
Byłam z niego niezwykle zadowolona i namiętnie używałam go latem i wczesną jesienią.To dobry samoopalacz, który  gorąco polecam. Złocisty kolor skóry z pewnością będzie bardziej podkreślał wystrzałową kreację sylwestrową.

Pozdrawiam.

10 komentarzy:

  1. Mam ten samoopalacz :) Bardzo Go lubię :) Fajnie pachnie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. jeszcze go nie zmęczyłam od wakacji, ale chyba się z nim "przeproszę", bo bez słońca wyglądam jak oskubana kura na rosół:/

    OdpowiedzUsuń
  3. też go mam, używam do twarzy, bo stosuję wysokie filtry i twarz mam niewspółmiernie białą, jest naprawdę fajny, a do tego polski :)

    Dziękuję za miłe słowa :))

    OdpowiedzUsuń
  4. Osobiście baaardzo boję się używać samoopalaczy, nawet balsamów brązujących i chyba nigdy się nie przekonam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Szczerze pisząc pierwszy raz go widzę na oczy :) Jakoś po kilku natknięciach się na samoopalacze nie mam do nich zaufania :( a jak wyglądała skóra po peelingu? nie ścierał się jakoś w dziwny sposób ten samoopalacz?

    OdpowiedzUsuń
  6. Serdecznie dziękuję za wszystkie komentarze.

    wizażownia- schodził bardzo równo, nie "plackami". Nie zauważyłam, by po peelingu kolor był nierówny.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja się boję wszystkiego co brązujące. Czuję jakoś wewnętrznie że narobię sobie smug, albo coś.

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie ma co sie bac naprawde ten samoopalacz latwo sie rozprowadza i nie ma slug.... :))

    OdpowiedzUsuń
  9. Używam balsamu brązującego z tej serii. Zawsze nazwa samoopalacz mnie odstraszała, ale chyba pora spróbować ; )

    OdpowiedzUsuń

Serdecznie dziękuję za każdy komentarz, cenię je bardzo i wiem, że każdy pisany ze szczerością i chęcią zwrócenia mi uwagi na pewne kwestie pomaga mi jeszcze lepiej prowadzić tę stronę. Cieszą mnie "komentarzowe" rozmowy i dyskusje, wymiana doświadczeń i poglądów jest najwspanialszym doświadczeniem płynącym z blogowania.

Jeśli masz ochotę zaprosić mnie do siebie, bo także prowadzisz bloga, a ja jeszcze nie miałam okazji go czytać, nie krepuj się i daj mi znać, chętnie zajrzę.