30 listopada 2012

Tonik odświeżajaco- matujący *Lirene*

Bez toniku nie wyobrażam sobie pielęgnacji swojej twarzy; zazwyczaj sięgam po coś do skóry delikatnej, wrażliwe (mimo iż posiadam skórę tłustą), te matujące moim zdaniem są zbędne, bo rzadko są w stanie cokolwiek zdziałać. 

Tonik odświeżająco- matujący
cera mieszana i tłusta
*Lirene*


Pojemność: 200 ml
Cena: ok. 12 zł

Informacja na opakowaniu:

Skład:

Tonik przeznaczony jest do skóry tłustej i mieszanej. Ma odświeżać, zwężać pory, normować pracę gruczołów łojowych. Skusiłam się na niego ze względu na kwas salicylowy, który już od dawna w mojej pielęgnacji wiedzie prym. 

Jest to kosmetyk bardzo przyjemny, ma delikatny zapach. Spodziewałam się może odrobinę lepszego działania, ale i tak jestem zadowolona. Oczywiście on skóry nie matuje, porów też nie zwęża, ale przyjemnie odświeża i oczyszcza skórę (mam tu na myśli na przykład  resztki płynu micelarnego). Jest  łagodny dla skóry, nie odczułam żadnych nieprzyjemnych uczuć podczas używania. Stosowałam też na okolice wokół oczu, więc zdecydowanie mogę stwierdzić, że to delikatny kosmetyk. Skóra po przetarciu wacikiem jest gładka i miękka, nie napięta czy wysuszona. Tonik też nie pozastawia lepkiej warstwy.

Innych pozytywnych skutków gołym okiem na skórze nie zaobserwowałam. Moja cera ma się dobrze, ale to oczywiście nie jest zasługa jednego toniku, a kompleksowej pielęgnacji. Wierzę jednak w to, że takie pozornie nieważne kosmetyki używane regularnie dają w rezultacie dobry efekt.



Pozdrawiam.

Dorota

26 listopada 2012

Trzeci Wibo- Box

Witam.
Dotarł do mnie trzeci już Wibo-Box. A w nim:



* trzy pomadki błyszczykowe Lovely;

nr 07, nr 02, nr 03
 * podkład Lovely Matte&Fresh skin, kolor soft beige;


*lakiery Trend Edition z trzech serii: Arctic Expression, Plant Life, Vintage Garden;




nr 5, nr 5, nr 2, nr 3

nr 5, nr 1, nr 6, nr 4
 * pędzel do różu Lovely;

*torba ekologiczna od portalu Zszywka.pl, której niestety nie sfotografowałam.

Tak prezentuje się kolejny Wibo-Box. Szczególnie ciesze się  z lakierów, kolory są interesujące, nie mam w swoich zbiorze podobnych, wiec wszystkie z pewnością zagoszczą na moich paznokciach.

Pozdrawiam.

Dorota

Kokosowy mus do ciała *Farmona*

Słodki kokos... banany... w postaci musu... 
Musiałam spróbować, bo wszystkie te rzeczy uwielbiam, a połączone w jedno z pewnością mogą uszczęśliwić.

Kokosowy mus do ciała
słodki kokos i banany
Sweet Secret
*Farmona*


Pojemność: 225 ml
Cena: 13 zł


Skład:
Aqua, Isopropyl Myristate, Cyclomethicone, Propylene Glycol, Glyceryl Stearate Citrate, Paraffinum Liquidum, Parfum, Glyceryl Stearate, Cetearyl Alcohol, Musa Sapienta Friut Extract, Cocos Nucifera Oil, Butyrospermum Parkii, Phenoxyethanol, Methylparaben, Ethylparaben, Butylparaben, Propylparaben, Panthenol, Allantoin, Xanthan Gum, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Disodium Edta, Sodium Hydroxide, Limonene, Bha, Eugenol, Alpha Methyl Ionone.


Ten mus to jedna  z tych rzeczy, które bardzo poprawiają mi nastrój. Zapach jest boski, słodki, kuszący, intensywny. Na pierwszy plan wysuwa się tu aromat dojrzałych bananów, kokos ledwo wyczuwam. Nie ukrywam, że nie jest to naturalny zapach, chemię czuć, ale jakoś mi ona nie przeszkadza, zapach mi pasuje, nie męczy, nie jest natrętny.

Komfort stosowania tego kosmetyku określiłabym jako bardzo wysoki; konsystencja jest lekka, jedwabista, bardzo łatwo nałożyć i rozsmarować go na ciele. Wchłania się błyskawicznie, nie lepi się i nie jest ciężki. 

Nawilżenie nie jest wybitne, nie jest nawet dobre, a szkoda. Mus wchłania się szybko, równie szybko znika uczucie nawilżenia. Myślałam, że po kilku dniach stosowania odczuję jakąś poprawę, ale niestety nic takiego nie nastąpiło. Na szczęście nie mam problemów z suchą skórą na ciele, więc doraźne działanie mi wystarczyło. Obawiam się jednak, że osoby wymagające więcej pod tym względem nie będą z tego musu zadowolone.


U mnie opakowanie już prawie puste, przyznam jednak, że mimo braku dobroczynnego działania na skórę zużywam je z przyjemnością. Lubię otaczać się zapachami, które są dla mnie przyjemne, które poprawiają mój nastrój. Tak więc "egzotyczny deser" zadziałał zdecydowanie bardziej na moje zmysły niż na ciało, ale kto powiedział, że kosmetyki muszą być tylko użyteczne:)

Pozdrawiam.

Dorota

25 listopada 2012

Ostatnio ulubione...

Od dwóch miesięcy nie robiłam postów z ulubionymi kosmetykami w roli głównej. Pora nadrobić zaległości, pora pokazać te rzeczy, które umilały mi ponure jesienne dni.

Maska do włosów Gloria, tu już w nowym opakowaniu. Używam regularnie od trzech miesięcy, bardzo przyjemny kosmetyk, racze odżywka niż maska, ale bardzo dobra.


Żel do mycia twarzy Lirene.  Delikatny, nie wysusza. Idealny na taka pogodę i na podrażniona cerę.


Podkład Revisage Dermika. Bardzo dobry podkład, jasny i trwały, dodaje blasku i ukrywa zmęczenie. Nie jest to mocno kryjący podkład, to także w nim lubię. 



Korektor rozświetlający Dax Cosmetics.  Przyjemny korektor o delikatnie różowym zabarwieniu. Nie kryje mocno cieni pod oczami, jest lekki i prawie niewyczuwalny, ale cudnie rozświetla, nie tylko okolice wokół oczu.



Puder brązujący- w ogóle. Nie pokażę konkretnego, bo używam ostatnio kilku. Zaczął podobać mi się efekt opalenizny na moje twarzy, a może po prostu w końcu trafiłam z kolorami:)


I ulubione w ogóle, zupełnie z kosmetykami nie związane.

Mój nowy nagłówek, nad którym dość długo rozmyślałam. Prawda jest taka, że co chwila mam inny pomysł na wygląd bloga i podjęcie decyzji na dłuższy czas jest chyba w moim przypadku niemożliwe. Na chwilę obecną zostaje tak. Ciekawe, kiedy ponownie będę miała ochotę na zmianę?



Ukochany zestaw ubrań:


Ja i buty bez obcasów- to raczej nowość. Postawiłam tej jesieni na komfort, stąd strój bardzo prosty i wygodny. Sweterek jest z Reserved, spodnie z Mohito, buty ze zwykłego sklepu. Wisiorek to prezent, pierścionek chyba z Parfois, ale nie jestem pewna. 
Buty z płaską podeszwą są też dobre do jazdy samochodem, jeszcze w obcasach prowadzić nie potrafię.

A Wy co polubiłyście tej jesieni?

Pozdrawiam.

Dorota

24 listopada 2012

Puder brązujący w kulkach *Mariza*

Kolejny puder brązujący, kolejny z Marizy. Tym razem jednak wersja w kulkach.

Puder w kulkach
Soft&Colour
brązujący, kolor złota opalenizna
*Mariza*



Pojemność: 17 g (pełnowymiarowe opakowanie)
Cena: 18,80 zł w nowym katalogu



Otrzymałam dzięki uprzejmości p. Mirki tester tego produktu, bardzo chciałam go wypróbować, bo mam ciągoty do brązujących kosmetyków. Pani Mirka, która przygotowała dla mnie paczkę z kosmetykami Marizy, doradzając mi w wyborze zasugerowała, że jest to dość mocny kolor i może być nieco dla mnie za ciemny.  Wybrałam więc z poprzedniego katalogu puder rozświetlająco- brązujący (klik), a ten dostałam w takiej oto wersji, na spróbowanie.

Na dłoni widać, że kolor jest mocny. Kuleczki są w ogóle bardzo miękkie i łatwo się je nabiera na pędzel. Trzeba aplikować ostrożnie, bo można przesadzić, przynajmniej ja tak muszę, bo mam bardzo jasną cerę. Rozcieram go pędzlem z Maestro 22 nr 150. Jest to najgorszy pędzel, jaki w życiu używałam, ale jego kształt najlepiej nadaje się do nakładania i rozcierania takiego pudru, wiec musiałam się z nim przeprosić. 

Tak wygląda na mojej twarzy, aparat oczywiście zjadł nieco koloru. Staram się też  nakładać odrobinę, żeby nie wyglądać jak brązowa pudernica, więc wyszło raczej subtelnie. 


Puder jest miękki, dobrze się rozciera, można nałożyć nawet prostą krechę i bez problemu uda się ją wyrównać i stworzyć z tego mgiełkę koloru. Można nałożyć więcej lub mniej, jak kto woli. Kolor, w moim odczuciu, jest bardzo ładny, nie wypada pomarańczowo i na twarzy też wygląda raczej neutralnie. Wykończenie jest satynowe, delikatnie błyszczące, ale zupełnie bez drobinek czy brokatu. Bardziej widać to na dłoni, na  twarzy nie zauważyłam błysku. 



Jeśli chodzi o trwałość, to jest zaskakująco dobrze. Puder trzyma się czasem i nawet cały dzień, ale to jest też zależne od "nastroju" mojej cery. Standardowo wytrzymuje sześć godzin, to dla mnie bardzo dużo. 

Kosmetyki Marizy zaskoczyły mnie bardzo pozytywnie: żel o zapachu grejpfruta był świetny, pudry też dobrze mi służą, błyszczyk uwielbiam. Jeśli macie jakieś swoje hity z tej marki, to piszcie, mam ochotę coś jeszcze sobie zamówić.

Pozdrawiam.

Dorota

22 listopada 2012

Naturalna oliwkowa maska do włosów *Ziaja*

Witam,
przeżywam w ostatnim czasie blogową niemoc.  Zdjęć i pomysłów na notki mam całą masę, ale weny na opisy brak. Niby wiem, co bym chciała przekazać, ale jak siadam do pisania, to mi kompletnie nie idzie. Mam nadzieję, że to się zmieni, bo zaczynam się już męczyć sama ze sobą. 

Dziś, w ramach przełamywania blokady twórczej, recenzja maski do włosów. Wpierw muszę wyjaśnić, że Ziaja to moja "najmniej ulubiona" polska marka kosmetyczna. Wiem, że jest to dość popularna firma, a pośród kosmetyków wybór bardzo przyzwoity. Mnie jednak w przeciągu kilku miesięcy spotkało sporo rozczarować ze strony ziajowych kosmetyków, tak więc z dużą ostrożnością i dystansem podochodzę do tych produktów. Tę maskę dostałam do testów od drogerii kosmetykipolskie.com, tak więc musiałam jej dać szansę. Obiecałam sobie, że jeśli po pierwszym użyciu okaże się beznadziejna, to ją oddam w dobre ręce, ale spróbować tak czy siak  muszę.


Naturalna oliwkowa maska do włosów
regenerująca
do każdego rodzaju włosów
*Ziaja*


Cena:6,08 zł w sklepie kosmetykipolskie.com
Pojemność: 200 ml

Informacja na opakowaniu:


Skład:

Przede wszystkim maska pachnie świetnie, jest to dla mnie ogromny plus, bo tego w zasadzie bałam się najbardziej; zaliczyłam kiedyś zapachową wtopę z wygładzającą maseczką do włosów Ziai. Jest to delikatny, kremowy aromat, taki trochę fryzjerski, a trochę kulinarny. Trudno go opisać, ale wącha się bardzo miło.

Konsystencja także świetna, rzadka i łatwa w aplikacji, świetnie nakłada się ją na splątane włosy, bo wnika w  kołtuniaste zakamarki  i w sekundzie je wygładza. Nakładam ją na całą głowę, wcieram też odrobinę w skórę głowy. Po kilku minutach spłukuję, jeśli mam więcej czasu, to zostawiam na minut kilkanaście.

Efekty są całkiem przyzwoite, może nie jest to pełna regeneracja i odnowa, ale naprawdę jestem zadowolona. Włosy są zdecydowanie gładsze, śliskie i przyjemne w dotyku. Pięknie się rozczesują, zdaje się też, że są bardziej sprężyste. Mam wrażenie, że to zasługa  niezłego nienawilżenia, bo włoski są błyszczące i wyglądają bardzo zdrowo. Najlepsze jest jednak to, że ta maska zupełnie nie obciąża i nie zabiera włosom objętości. Przy tym sporym wygładzeniu (które uwielbiam, bo mam świra na punkcie prostych i gładkich włosów) fryzura nie jest oklapnięta, przylizana, a włosy całkiem ładnie odbijają się od skóry głowy nawet wtedy, gdy nie wysuszę ich suszarką. 

Tak więc jest nieźle, czuję się mocno zaskoczona i jednoznacznie stwierdzam, że uprzedzenia (te życiowe i kosmetyczne też) są złe! Zamierzam więc z nimi walczyć i z otwartym umysłem, wolnym od niechęci, sięgnę jeszcze po kosmetyki Ziai.

Pozdrawiam.

Dorota

20 listopada 2012

Przyjemności...

Wczoraj dostałam dwie paczki. Oczywiście nie mogę o nich nie wspomnieć, tym bardziej, że przywędrowały do mnie od przemiłych blogerek.

W pierwszej znalazłam uroczą bransoletkę, wykonała ją dla mnie Sabina z bloga Pigeon's Beauty. Taką sobie wybrałam i taką Sabina dla mnie zrobiła, jestem nią oczarowana. Sabino, dziękuję Ci bardzo i z przyjemnością będę tę bransoletkę nosić.





W drugiej, niespodziankowej paczce, znalazłam kosmetyki od Anety z bloga http://milena81.blogspot.com/. Szampon i odżywka Timotei z serii Organic Delight. Jestem bardzo ciekawa, nie pamiętam, żebym kiedykolwiek w życiu miała kosmetyki Timotei do włosów. Tak więc dziękuję Ci Aneto:))



Lubię takie przesyłki, umilają ponurą aurę. 
Dziękuję dziewczyny!

Pozdrawiam.

Dorota

18 listopada 2012

Puder brązująco- rozświetlający *Mariza*

Lato się skończyło, jesień też odchodzi, a z nią resztki opalenizny. Ja mam jasną karnację, ale staram się trochę twarz "podrasować" kolorem, może to być róż lub puder brązujący.

Puder brązująco- rozświetlający
złocisty beż nr 2
*Mariza*


Pojemność: 8 g
Cena: 15,80 zł
Dostępność: katalog Marizy


Kolor jest całkiem ciekawy, nie jest to klasyczny brąz, ma odrobinę ciepłych tonów, trochę żółci i pomarańczy. Nie jest mocno błyszczący, drobinki są delikatne i subtelne, nie udało mi się ich nawet uchwycić na zdjęciu.



Puder jest delikatny, kolor jasny. Na mojej twarzy wygląda naturalnie, prawie go nie widać.  Mnie to bardzo odpowiada, mogę go używać do dziennych makijaży i nie wyglądam dziwnie. Wszystkim osobom o jasnej karnacji trudno jest znaleźć puder brązujący, który nie wygląda na twarzy przesadnie i nienaturalnie. 

Rozkłada się na policzku równo, nie robi plam i nie błyszczy się nadmiernie.  Jest w miarę trwały, dopiero po kilku godzinach wymaga delikatnej poprawki (opakowanie jest solidne, ma też lusterko, więc spokojnie można je wrzucić do kosmetyczki i zabrać do pracy). 

Przyznam, że kiedy go dostałam, to byłam bardzo sceptycznie do niego nastawiona. Bałam się pomarańczy i błysku. Puder okazał się jednak bardzo delikatny i o dziwo mało błyszczący. On nie nadaje mojej cerze koloru, a delikatnie ją ociepla, bardzo mi to odpowiada.


Używam go teraz codziennie i zdaje się, że to najlepszy tego typu kosmetyk, jaki do tej pory miałam okazję stosować. Jeśli poszukujecie czegoś delikatnego i brązującego, to warto się temu pudrowi przyjrzeć.

 


Pozdrawiam.

Dorota

16 listopada 2012

Glamour Nails nr 4 *Wibo*

Najgorszy z całej kolekcji Wibo Glamour Nails... nr 4.


Lakier jest fatalny: słabo kryje, rozwarstwia się w butelce i bardzo trudno go wymieszać, ciągnie się i nierówno maluje. 


Kolor też okropny, zielony ze złotymi drobinkami, tyle że jest to zieleń przypominająca glutowatego... nie dokończę, bo to obrzydliwe.  Fatalny odcień!


Krycie okropne, tu mam trzy warstwy i jeszcze paznokieć nie został dobrze pokryty. O trwałości się nie wypowiem, bo nie miałam tego lakieru na paznokciach dłużej niż kilka godzin.  Kolor skutecznie odstraszam, zmyłam i już. 


Absolutnie odradzam, to najsłabsze ogniwo tej kolekcji.

Pozdrawiam.

Dorota

Polskie marki kosmetyczne- pomysł MuStories

Witam.
Jedna z moich blogowych koleżanek, MuStories, wpadła na bardzo ciekawy pomysł, który i mnie swego czasu chodził po głowie. Przyznam jednak, że jest to ogromne wyzwanie, bardzo czasochłonne i wymagające  uwagi i zaangażowania. Ja niestety nie podjęłam się takiego zadania, ale całym sercem wspieram MuStories i w związku z tym proszę Was, byście zajrzały na jej bloga i wypełniły ankietę. 


Zachęcam, dzięki tej ankiecie będziemy mogły dowiedzieć się, które z rodzimych kosmetyków są najlepsze, które marki cenimy, a które zupełnie do nas nie przemawiają. Bardzo chętnie przyłączam się do akcji, ankietę już wypełniłam i z ogromną niecierpliwością będę oczekiwać na wyniki.

Pozdrawiam.

Dorota

15 listopada 2012

Energetyzujązy żel pod prysznic *Mariza*

Wzięło mnie już we wrześniu na ciepłe i słodkie zapachy zimowe. Ale wiecie, że nadmiar nikomu nie służy, wiec gdy poczułam się już nieco zmęczona tą słodyczą, w odwecie przybył żel Marizy.

Energetyzujący żel pod prysznic
z bawełną i d-panthenolem
linia Spa Grejpfrut
*Mariza*


Dostępność:   nowy katalog Marizy

Informacja na opakowaniu:

Skład:

Ten żel do przykład porządnego i niedrogiego kosmetyku. Pachnie bardzo przyjemnie, rzeczywiście grejpfrutowo. To oczywiście świeży i mocno orzeźwiający zapach, który daje  zastrzyk energii i pobudza zmysły. Uwielbiam tę nutę goryczy, która towarzyszy cytrusowym aromatom, nie znam lepiej pobudzającego zapachu. 

Żel jest gęsty, wiec przy okazji i bardzo wydajny. Dobrze się pieni i skutecznie oczyszcza. Rewelacyjnie sprawdza się z gąbką Syrena, szczególnie z  tą peelingującą częścią. Okazał się też dobrą bazą do peelingu kawowego, który od czasu do czasu przygotowuję. Pięknie podbił zapach kawy i bardzo ułatwił drobinkom ścieranie- niezwykle przyjemne połączenie. Zdaje się, że w ogóle świetny będzie do mocnego złuszczania przy użyciu rękawicy czy gąbki.

Opakowanie jest bardzo wygodne, trwałe i praktyczne. Zamkniecie jest mocne i porządne, dla mnie to istotne, bo moja córka lubi się dobierać do żeli i oliwek stojących blisko wanny i wlewa prawie całą butelkę do wody (wczoraj na przykład zużyła oliwkę Hipp, jak widać moda na olejowanie dopadła i moją trzylatkę). Zwracam  więc ostatnio uwagę na ten drobiazg, który okazuje się dość istotny w moim wypadku:)

Żel nie wysusza skóry, nie powiedziałabym jednak , że nawilża czy koi. W tym względzie jest powiedzmy przeciętny: myje, oczyszcza, odświeża. Nie odczuwam po nim ogromnej potrzeby nawilżenia skóry, więc jest w porządku. Nigdy nie oczekiwałabym, że żel nawilży skórę, od tego mam balsam albo masło. 


 

Niestety moja butelka już pusta, ale jak będę miała okazje, to kupię inne zapachy z tej serii. Możecie coś szczególnie polecić?

Pozdrawiam.

Dorota