31 stycznia 2013

Ulubione w styczniu...

Kilka uprzyjemniających ten zimny miesiąc kosmetyków.


*Lakiery Wibo, Extreme Nails. Spróbowałam wielu lakierów Wibo i wiem, że ta seria jest najlepsza. Bardzo lubię ten szeroki pędzelek, szybkość wysychania i łatwość aplikacji. Zdecydowanie najlepsze lakiery Wibo.  Na zdjęciu nr 62, nr 493, nr 177.



* Diamond Top Coat, Inglot. Wspaniały produkt utwardzający i nabłyszczający lakier. 



*SpectacularMe, Lovely. Tusz do rzęs pogrubiająco- wydłużający z gumową szczoteczka. Nie używam go długo, a już zdobył moje serce.


 * Zmywacz do paznokci, Inglot. Jest to małe opakowanie o pojemności 25 ml, które kupiłam za chyba 3 zł przy okazji innych zakupów. Dawno nie używałam tak dobrego zmywacza, będę się rozglądać za większą pojemnością. 



* Dermogal A+E, Gal.  Co tu dużo mówić, najlepsze dla mocno wysuszonej skóry, tanie i bardzo skuteczne. 



*Krem do rąk i paznokci, Exclusive, Świt Pharma. Krem, który nosiłam w torebce i używałam niezmiernie rzadko. Teraz zużywam i jestem z niego niesamowicie zadowolona. Nie pachnie przyjemnie, ale działa wspaniale. 


* Nawilżająca pomadka Eliksir, Wibo. Mój ulubiony kolor to nr 07. Delikatny róż, bardzo naturalny, dobrze do mnie pasuje. Pomadka ma też całkiem dobre właściwości ochronne.

Poza kosmetykami raczyłam się też słodkościami. Bardzo lubię piec (chyba bardziej niż gotować), a w styczniu sprawiłam sobie foremkę do muffinek. Przepisem, który najbardziej eksploatowałam był ten klik-klik.


Do kremu używam czekolady mlecznej i mocno go jeszcze ubijam mikserem, jest wtedy bardziej puszysty. Same babeczki są mocno czekoladowe, wilgotne i aromatyczne.

Pozdrawiam.

Dorota

30 stycznia 2013

Szampon lniany *Farmona*

Witam.
Dziś udało mi się zużyć do ostatniej kropli ten właśnie szampon, tak więc chciałabym słów kilka na jego temat powiedzieć.

Szampon lniany
włosy suche i łamliwe
Herbal Care
*Farmona*


Pojemność: 300 ml
Cena: ok. 6zł

Informacja na opakowaniu:


Skład:

To nie jest mój pierwszy szampon Farmony, miałam już styczność z innymi rodzajami i wniosek nasuwa mi się jeden: one wszystkie są bardzo do siebie podobne. Niby mają inne składniki i przeznaczone są do różnych rodzajów włosów, ale w użyciu wypadają niemal identycznie.

Szampon lniany ma łagodnie myć, oczyszczać i pielęgnować, ma zapobiegać łamaniu i rozdwajaniu się włosów oraz chronić przed uszkodzeniami podczas ułatwionego rozczesywania. Tak w zasadzie to w mojej opinii on wszystko robi na odwrót: oczyszcza mocno i agresywnie, plącze włosy, przez co trudniej je rozczesać, trochę wysusza i wcale nie pielęgnuję. Jednak nie nazwałabym go kosmetykiem nieudanym, który nie nadaje się do użytku. Mimo wszystko szampon zużyłam, bo fantastycznie oczyszczacza skórę głowy  i włosy z olejków, które staram się regularnie nakładać. Nie stosowałam go przy każdym myciu, ale od czasu do czasu jednak po niego sięgałam, bo wspaniale odświeża włosy i przygotowuje na przyjęcie mocno działającej maski. Ja mam włosy przetłuszczające się u nasady i lekko przesuszone na końcach; ktoś z bardzo suchymi włosami raczej nie będzie z zadowoleniem z niego korzystał.


Uważam, że opis na opakowaniu jest nieadekwatny do działania szamponu; chyba kosmetyk ten nie został sprawdzony w działaniu, stąd te różnice.

Zdarzyło się Wam używać kosmetyku, który miał zupełnie inne działanie niż to opisane na opakowaniu? Koniecznie napiszcie w komentarzach.

Pozdrawiam.

Dorota

28 stycznia 2013

Malinowe masełko do torebki * Balneokosmetyki*

To małe, ale bardzo urokliwe masełko dostałam od Balneokosemtyków wraz ze świątecznymi życzeniami. 

Malinowe masełko do torebki
eko formuła
*Balneokosmetyki*


Pojemność: 50 ml
Cena: 18 zł (klik)

Informacja na opakowaniu i skład:


Masełko zachwyca od pierwszego użycia. Przede wszystkim cudnie pachnie malinami i jeżynami, trochę słodko, jednak nie przesadnie. Jest geste i treściwe, wspaniale nawilża dłonie, usta i ciało. Szkoda go używać do całego ciała, bo w opakowaniu jest go jednak mało, najlepiej więc nosić w torebce lub delektować się nim podczas wieczornej pielęgnacji wybranych obszarów ciała. 

Nawilża i chroni bardzo dobrze, zmiękcza skórę, pozostawia ją aksamitną i pięknie pachnącą. Zapach utrzymuje się na skórze bardzo długo, nawet kilka godzin. Jest gęste, ale bardzo dobrze się nakłada i rozsmarowuje. Otula skórę delikatną warstwą, ale absolutnie się nie lepi, nie jest też tłuste. To taka przyjemna kołderka , chroniąca przed wysuszeniem.


Opakowanie jest też bardzo ładne i stosunkowo praktyczne. Taki z tego masełka drobiazg, ale jaki przyjemny. Jestem zdecydowanie na tak!

Pozdrawiam.

Dorota

27 stycznia 2013

Express Growth nr 480 *Wibo*

Paznokcie na weekend.

 Express Growth nr 480
*Wibo*







Lakier jest fantastyczny! Różowołososiowy kolor z dodatkiem złotych drobinek, które sprawiają, iż całość staje się interesująca i niezwykła. Komfort malowania ogromy: szybko i równo się nakłada, wysycha błyskawicznie, kryje przyzwoicie po dwóch warstwach. Jest stosunkowo trwały, trzy dni bez żadnego uszczerbku.

Bardzo, ale to bardzo go lubię. Jestem przekonana, że będzie świetny szczególnie na lato. Oczyma wyobraźni widzę, jak wspaniale się komponuje  z opalenizną.

Pozdrawiam.

Dorota

26 stycznia 2013

Naklejki na paznokcie *Lovely*

Podejście nr 1 do naklejek na paznokcie Lovely.


Bałam się ich odrobinę, bo z naklejkami kiepsko sobie radzę, efekt rzadko kiedy wygląda na tyle ciekawie, bym zdecydowała się nosić je dłużej. Na pierwszy ogień poszły naklejki z gwiazdkami ( nr 2), ponieważ te byłam skłonna spisać na starty w razie porażki.


Wyszło niedokładnie, bo dopasować jest je trudno. Poza tym ja kiepsko sobie radzę z "dekorowaniem" paznokci czymkolwiek, ktoś bardziej wprawny z pewnością poradzi sobie lepiej. Popełniłam także drugi błąd- pomalowałam na koniec lakierem bezbarwnym i zdaje się, że wcześniej nie wygładziłam należycie powierzchni naklejki.



Jako że naklejki są bardzo długie, nadmiar obcięłam i wykorzystałam do przyklejenia na końcówki. Myślę, że jest to ciekawy sposób na wykorzystanie resztek lub wzorów, które w całości na paznokciach nie wyglądają dobrze.


Moje wnioski z pierwszej próby "naklejkowej": 

* naklejki można odrobinę naciągać, są miękkie i lekko "gumowate" (odkryłam to za późno, dlatego końcówki nie przylegają odpowiednio),
* trzeba mocno wygładzić powierzchnię po naklejeniu wzoru,
* lakier nawierzchniowy nałożyć grubszą niż zwykle warstwą.

Mam nadzieje, że za drugim razem pójdzie mi zdecydowanie lepiej, trening przecież czyni mistrza.  

Pozdrawiam.

Dorota

25 stycznia 2013

A Ty jesteś BOSKA?

Witam.
Dość często zdarza mi się ulec w kwestii kosmetyków i kupuje coś, na co zostałam namówiona przez blogerkę lub youtubową vlogerkę. Myślę, że nie tylko ja tak mam, to taki skutek uboczny częstego przebywania na bloggerze. Pierwszy raz pokusiłam się o zakup czegoś innego, a mianowicie książki. Rzadko kupuje poradniki, dawno z tego zrezygnowałam. Często tego typu książki nie wyczerpują tematów, są bardzo ogólnikowe i powierzchowne. Co więcej, jest Internet. To dopiero kopalnia wiedzy(tak, wiem, należy korzystać  z niego rozsądnie).

W tym wypadku zadziałał marketing, kilka osób pokazało tę książkę, na monitorze mignęło sporo reklam i pognałam do Empiku, by wydać 29,99 na książkę o co tu dużo mówić, banalnym tytule. Zasiadłam w domu na kanapie, zrobiłam sobie kawkę i zabrałam się za lekturę. Po godzinie skończyłam studiowanie i tak naprawdę niczego, czego bym wcześniej nie wiedziała, nie znalazłam. Po prostu nie jest to książka dla mnie i choć faktycznie może być pomocna, to ja nie czuję, żebym wzbogaciła się o jakąś zaskakującą, magiczną wiedzę z zakresu mody, ubioru, stylu czy czego tam innego. Mama 32 lata, moje ciało w niewielkim stopniu się zmienia, tak więc zdołałam sobie już pewne rzeczy wypracować metoda prób i błędów, ta książka mogłaby mi pomóc jakieś 10-15 lat temu, teraz jest mi zupełnie niepotrzebna. 



Co zatem postanowiłam? Jako że mam mało miejsca i wolę przechowywać coś,  z czego jednak będę korzystać, książki chcę się pozbyć. Jeśli jesteście zainteresowane, to zostawcie komentarz pod tym postem, jeśli zgłosi się więcej niż jedna osoba, to losowanie zadecyduje, do kogo trafi. Mam nadzieje, że znajdzie nową, bardziej z niej zadowoloną posiadaczkę.

Książki nie potrzebuję, bo i tak jestem boska!!!


Pozdrawiam.

Dorota

24 stycznia 2013

Maseczka nawilżająca z miodem i cytryną *Joanna*

Witam.
Bardzo lubię serię Joanna Naturia, na moich włosach te kosmetyki bardzo dobrze się sprawdzają do codziennej pielęgnacji.

Maseczka nawilżająca
z miodem i cytryną
do włosów suchych i zniszczonych
seria: Naturia
*JOANNA*


Pojemność: 250 g
Cena: 7 zł

Informacja na opakowaniu:


Skład:


Maseczka to może niewłaściwa nazwa dla tego kosmetyku, dla mnie to raczej odżywka do spłukiwania, którą można nałożyć na szybko, by włosy wygładzić i ułatwić ich rozczesywanie. Ponownie, jest to kosmetyk doraźny, nie odżywi i nie zregeneruje włosów bardzo zniszczonych.

Opakowanie jest wygodne i solidne, sam kosmetyk bardzo wydajny. Aplikacja łatwa, choć maska jest dość rzadka i trzeba ostrożnie z nią postępować. Nie ma większego znaczenia długość trzymania jej na włosach, minuta, dwie czy dziesięć- efekt końcowy zawsze jest taki sam.

Głównym rezultatem jest piękny połysk, żywy błysk dostrzegam zaraz po wysuszeniu. Bardzo to lubię, błyszczące włosy wyglądają pięknie i zdrowo. Poza tym stają się łatwe w rozczesywaniu i układaniu oraz przyjemnie pachną. Nie jest to może zaskakujące działanie, bo po maseczce do włosów spodziewać by się należało odżywienia, nawilżenia, tu takiego działania nie należy oczekiwać. Ale czasem potrzeba natychmiastowego efektu i choć jest on tylko na chwile, to i tak cieszy.


Jestem bardzo zadowolona z tej maseczki, to kolejny kosmetyk z serii Naturia, który wpisuję na moja listę "ulubionych". 

Pozdrawiam.

Dorota

22 stycznia 2013

Ostatni Wibo- Box...

Witam.
Dziś dostałam ostatni już Wibo-Box. Przyznam, że trochę mnie to smuci, bo bycie Ambasadorką Wibo jest ciekawe, a możliwość wypróbowania tak wielu kosmetyków tej marki to ogromna frajda. Niestety, dobre szybko się kończy:(

Ostatnie pudełko zawiera zarówno nowości, jak i produkty, z których Wibo słynie, które cieszą się ogromna popularnością, nie tylko wśród blogerek. 


* Puder Sun Touch- puder brązujący w kulkach. 
* Bibułki matujące.


 *Fashion Stickers- naklejki na paznokcie - nr 1, nr 2, nr 3.


* Lovely Magic Pen- korektor maskujący przebarwienia i niedoskonałości cery, korektor maskujący przebarwienia i popękane naczynka.


* Make Me Happy- błyszczyk z molekułami szczęścia.
* Spicy lip gloss- błyszczyk z ekstraktem z papryczek chili.

 
* Growing Lashes Stimulator Mascara- tusz pogrubiający i stymulujący wzrost rzęs.
* Extreme Lashes- pogrubiający tusz do rzęs.
*Lovely Spectacular Me- tusz pogrubiający i wydłużający rzęsy.


Najbardziej zaintrygował mnie błyszczyk z molekułami szczęścia i naklejki na paznokcie. Błyszczykiem zachwycona jest moja córka, jak tylko zdecyduje mi się go oddać, to go wypróbuję. 

Pozdrawiam.

Dorota



21 stycznia 2013

Wibo- Box trafia do...


Witam serdecznie!
Cieszę się ogromnie, bo dziś Wibo-Box ucieszy jedną  z moich czytelniczek. Serdecznie dziękuję wszystkim za zainteresowanie, za liczne komentarze i zgłoszenia pod rozdaniowym postem. 


Zgłoszeń było ponad sto, zwyciężczyni może być tylko jedna, tym razem szczęście uśmiechnęło się do: 


Serdecznie gratuluję!

Mam nadzieję, że pudełko z kosmetykami Wibo Cię ucieszy, że chętnie będziesz ich używać i oczywiście podzielisz się z nami swoimi opiniami na ich temat.

Pozdrawiam.

Dorota

20 stycznia 2013

Odżywka do włosów wzmacniająca *Joanna*

Wczoraj pokazałam Wam szampon z tej samej serii, dziś przyszła pora na odżywkę.

Odżywka do włosów
wzmacniająca
włosy cienkie, delikatne i skłonne do wypadania
zawiera ekstrakt ze skrzypu i rozmarynu
seria "Z Apteczki Babuni"
*Joanna*


Pojemność: 300 g
Cena: ok. 7 zł

Informacja na opakowaniu:

Skład:

Niestety, odżywka stosowana w połączeniu z szamponem wzmacniającym nie spowodowała, że moje włosy są mocniejsze i mniej wypadają. Ich stan nie uległ ani poprawie, ani pogorszeniu. 

Odżywka ma bardzo rzadką konsystencję, przez co cały czas miałam wrażenie, że za mało jej nakładam. Miało to spory wpływ na wydajność, nie żałowałam jej i zużywałam dość dużo przy każdej aplikacji. Świetne było to, że nie ważne, jak dużo jej nałożyłam, bo włosów nie obciążała nawet w najmniejszym stopniu. To właśnie lubiłam najbardziej, bo mogłam potraktować nią całe włosy. 

Moim zdaniem jest to kosmetyk o działaniu doraźnym, głębokiego nawilżenia czy wzmocnienia włosów nie zaobserwowałam. Jednak stosowanie jej nie było takie zupełnie bezcelowe. Mogę zgodzić się  z tym, że rzeczywiście włosy lepiej się rozczesują i układają, staja się bardziej gładkie, puszyste i lśniące tuż po użyciu, na dłuższą metę nie spodziewałabym się spektakularnych efektów. Tak więc do codziennego użytku jest w porządku, do zadań specjalnych warto jednak wybrać coś zdecydowanie bardziej treściwego i odżywczego.



Pozdrawiam.

Dorota
 

19 stycznia 2013

Szampon wzmacniający *Joanna*

Nie przywiązuję się szczególnie do szamponów, cały czas próbuję czegoś nowego. Dla mnie jest to kosmetyk, który ma przede wszystkim dobrze włosy oczyszczać, dobrze się pienić i nie wysuszać zarówno skóry głowy, jak i samych włosów.

Szampon wzmacniający
włosy cienkie, delikatne, skłonne do wypadania
zawiera ekstrakt ze skrzypu i rozmarynu
seria "Z Apteczki Babuni"
JOANNA


Pojemność: 300 ml
Cena: ok. 6 zł

Informacja na opakowaniu:


Skład:

Moje włosy nie są cienkie i delikatne, ale wypadają. Zdecydowałam się więc na ten szampon, żeby trochę wspomóc inne środki przeciw wypadaniu włosów, których używałam; kompleksowe działanie zawsze przynosi lepsze efekty. Niestety nie zauważyłam ewidentnego wzmocnienia, włosów wypada mi mniej więcej tyle samo.

Poza tym nie mam absolutnie żadnych negatywnych uwag względem jego działania i komfortu używania. Zapach jest bardzo przyjemny, ziołowy; konsystencja w sam raz, a i pienienie się bardzo dobre. Szampon skutecznie oczyszcza i odświeża włosy oraz skórę głowy, zmywa odżywki i olejki, których używam przed myciem. Nie powoduje łupieżu, a zdarzało się, że niektóre ziołowe szampony go u mnie wywoływały. Potrafi odrobinę splątać włosy, ale to akurat można opanować nakładając potem lekką odżywkę, a dzięki bardzo porządnemu oczyszczeniu, ta zdecydowanie lepiej się wchłonie (zawsze po umyciu włosów nakładam na nie odżywkę!). Wydajność i opakowanie są także bez zastrzeżeń.


Często sięgam po produkty do włosów Joanny. Seria "Z Apteczki Babuni" jest ciekawa, ale moim zdecydowanym faworytem pozostaje nadal linia Naturia.

Pozdrawiam.

Dorota

16 stycznia 2013

Żel do mycia twarzy *Lirene*

Marka Lirene to jedna z moich ulubionych, bardzo rzadko zdarza się, że te kosmetyki mnie zawodzą. Jeśli potrzebuję na szybko coś kupić i kręcę się po drogerii, to zazwyczaj sięgam po  Lirene. Ceny są przystępne, wybór duży, jakość bardzo dobra- z pewnością jest to marka godna zaufania.

Żel do mycia twarzy
delikatnie kremowy
wyciąg z owocu noni, gliceryna
*Lirene*


Pojemność: 150 ml
Cena: ok. 13 zł

Informacja na opakowaniu:


Skład:

Żel nie jest może odpowiedni do mojego typu skóry, ale i tak uważam, że świetnie się u mnie sprawdził. Nie zawsze kieruje się tym, do jakiego rodzaju cery żel jest przeznaczony, zwracam raczej uwagę na to, czego akurat mi trzeba i wedle tego kupuję w danym momencie.

Zapach jest bardzo kremowy, trochę ciężkawy, ewidentnie perfumowany; nie jest to jednak nieprzyjemne. Podczas używania dość mocno się pieni, tak więc należy do wydajnych i faktycznie, starcza na długo. Skuteczność określiłabym jako średnią, bo pełnego makijażu nie zmywa, ale z pozostałościami po demakijażu płynem radzi sobie znakomicie.

Najważniejsze jest jednak dla mnie to, że żelem można umyć także oczy bez obawy o podrażnienia (jest delikatny, tak więc i do tego się nadaje). Skóry nie wysusza, nie powoduje niemiłego ściągnięcia; odświeża i odrobinę zmiękcza naskórek. Świetnie się sprawdza głównie na zimę (nie wiem dlaczego, ale zimą jakoś przyjemniej jest myć twarz kremowym żelem), stosowałam go zarówno rano, jak i wieczorem. Używałam go także jako bazy do peelingu bambusowego, dzięki jego kremowej konsystencji drobinki ładnie się skóry trzymały i były jakby delikatniejsze.

Żel zdecydowanie mogę polecić, nie tylko posiadaczki skóry suchej i wrażliwiej będą miały z niego pożytek, cery tłuste i mieszane także go polubią. 

Ciekawi mnie, czy Wy także darzycie zaufaniem Lirene?

Pozdrawiam.

Dorota


15 stycznia 2013

Gotowa na ..kurację tretynoiną

Witam.
Ponad trzy tygodnie temu zaczęłam używać kremu z tretynoiną, należąca do leków z grupy retynoidów. Oczywiście cała kuracja za zgodą dermatologa, do którego przynajmniej raz w roku się wybieram. Nie pozwalam sobie na to, by moja cera była  w stanie krytycznym, staram się dbać o nią jak najlepiej, żeby ponownie nie walczyć z trądzikiem; oprócz zatem odpowiedniej pielęgnacji, korzystam także z porad dermatologa. 

Krem ten powoduje ogromne wysuszenie skóry, łuszczenie się, zaczerwienienie i nadwrażliwość na silnie działające kosmetyki. Dla mnie to oczywiście coś nowego, nazwałabym to miła odmianą od ciągle tłustej i mało odpornej na wszystko skóry. Dlatego też i moja pielęgnacja wygląda teraz inaczej, przejściowo bowiem moja cera wymaga zupełnie innego traktowania.

Zdecydowanie najbardziej pomaga mi ostatnio Dermogal, kapsułki z witaminą A+E.

Wszystkie opinie o tym, że nieładnie pachną, są moim zdaniem mocno przesadzone; zapach jest absolutnie do zniesienia. Używam ich dwa lub trzy razy w tygodniu, kiedy widzę, że moja skóra jest ekstremalnie wysuszona. 

Peelingi i krem, bez tego ani rusz. Złuszczanie i nawilżanie to podstawa nie tylko w "szczególnej" pielęgnacji. 

* TOŁPA, dermo face hydrativ, nawilżający krem odprężający na dzień, SPF 15. 
Jest to bogaty krem, ale świetnie nadaje się pod podkład. Skutecznie nawilża i łagodzi podrażnienia. 

* LIRENE, peeling drobnoziarnisty. 
Używam go w zasadzie cały czas, wychwalałam go już wiele razy. Dla mnie jest niezastąpiony.

* LIRENE, peeling enzymatyczny. 
Bardzo skuteczny i bardzo delikatny, odświeża i wygładza. 

Czasem korzystam też z bardziej natłuszczającego kremu, obecnie mam Bawełnę Bielendy. Ten spisuje się bardzo dobrze, można go stosować zarówno na dzień, jak i na noc.


Dobrym rozwiązaniem na okres innej pielęgnacji są także saszetki, nie trzeba kupować dużego opakowania jeśli się wie, że to tylko chwilowa potrzeba.

*PERFECTA, peeling drobnoziarnisty.
Lubię go prawie tak samo jak ten z Lirene.

*BIELENDA, Bawełna, peeling enzymatyczny+ maseczka kojąca.
Peeling skutecznie usuwa skórki, a maseczka nawilża. Bardzo dobry duet. 


Aby jeszcze bardziej pomóc wysuszonej cerze, sięgam po maski. Moje ulubione ostatnio to  maski Tołpy:

*maska-opatrunek wzmacniająco- łagodząca na twarz, szyje i dekolt;
* maska- peeling hydroenzymatyczny na twarz, szyje i dekolt;
* maska- kompres nawilżająco- odprężająca na twarz, szyję i pod oczy.


Wszystkie działają świetnie, szczególnie zadowolona jest z maski- peelingu hydroenzymatycznego. 

Myślę, że osoby ze skórą suchą i wrażliwą także mogą zaczerpnąć nieco inspiracji kosmetykowych z tego posta. Ja zazwyczaj pokazuję  to, co przeznaczone jest do skóry tłustej, bo z taką się borykam na co dzień. 

Jeśli możecie coś jeszcze polecić, to koniecznie piszcie w komentarzach; może rozszerzę swoja pielęgnacje o inne elementy.

Pozdrawiam.

Dorota