30 marca 2013

Wesołego Alleluja!


Zdrowych i pogodnych Świąt Wielkiej Nocy!

29 marca 2013

Akademia Makijażu, Katarzyna Kozłowska-Kołodziejska

Witam.
Blogi i strony intranetowe poświęcone tematyce makijażu są świetnym źródłem inspiracji, ale od czasu do czasu warto sięgać po książkę.


"Akademię Makijażu" Katarzyny Kozłowskiej- Kołodziejskiej otrzymałam jako dodatek do magazynu "Make-up terndy". Za 14,99 mam ciekawą gazetę i książkę o makijażu; kto by nie skorzystał z takiej oferty. Oczywiście książkę można kupić samodzielnie w drogerii Natura, ale wtedy kosztuje około 30 złotych.


Książka jest podzielona na dwie części: teorię i praktykę. Myślę, że pierwszy rozdział jest kierowany do osób bardzo początkujących z makijażem, mamy tu bowiem garstkę bardzo podstawowych informacji o akcesoriach potrzebnych do makijażu, o rodzajach produktów dostępnych na naszym rynku, o dopasowaniu makijażu do karnacji i stroju. Nic, czego blogerka urodowa  by nie wiedziała:)

Cześć druga natomiast jest fantastyczna, mnie się przynajmniej bardzo podoba. 24 makijaże na różnych typach urody i na wszelkie okazje, bardzo inspirujące i szalenie miłe w odbiorze. Propozycje makijaży są bardzo różnorodne, mniej i bardziej skomplikowane, efektowne i stonowane, i co najważniejsze- na kobietach w różnym wieku. Prawda jest taka, że zazwyczaj widujemy jednak ładne i młode dziewczyny, którym w zasadzie każdy make up pasuje, a sztuka  polega na tym, by umiejętnie  poprawić makijażem mankamenty urody, ukryć to, co nieładne i uwydatnić to, co przyjemne dla oka.


Katarzyna Kozłowksa- Kołodziejska jest dyrektorem kreatywnym ds. makijażu marki Kobo, cała książka jest więc "jedną wielką reklamą" tychże kosmetyków. Nie przeszkadza to aż tak bardzo, raczej mocno skłania do bliższego zapoznania się z kosmetykami Kobo.


Jest to przyjemna lektura, szczególnie dla tych poszukujących różnorodnych inspiracji makijażowych.

Pozdrawiam.

Dorota

28 marca 2013

Krem matujący ANTI ACNE *FlosLek*

Witam,
wczoraj pokazałam Wam krem nawilżający, dziś będzie słów kilka o kremie matującym marki FlosLek. 

ANTI ACNE
krem matujący
skóra tłusta, trądzikowa i mieszana
FlosLek Pharma




Pojemność: 50 ml
Cena: 20,30 zł (klik)

Skład:

W pielęgnacji skóry tłustej ze skłonnością do zmian trądzikowych ważne jest zachowanie odpowiednich proporcji pomiędzy nawilżaniem, a  walką ze zmianami skórnymi. Kiedy mnie kilka lat temu dopadł trądzik, to skupiałam się głównie na jego zwalczaniu, a zupełnie nie myślałam o innych rzeczach. Ze skutkami, jak się pewnie domyślacie, walczyłam bardzo długo.
Rzadko sięgam po kremy matujące, moja cera tak czy siak się przetłuszcza, a matujące specyfiki często działały na mnie zupełnie odwrotnie i w rezultacie skóra przetłuszczała się szybciej i mocniej. 



Krem matujący z FlosLeku to dla mnie pierwszy tego typu od bardzo długiego czasu, dlatego zaczęłam z wielka ostrożnością. Początkowo tylko na miejsca najbardziej sie przetłuszczające, to jest brodę , nos i czoło, dopiero potem na cała twarz. Nie stosowałam go codziennie, wolę nie ryzykować przesuszeniem.

I o efektach.
On faktycznie matuje. Policzki właściwie na cały dzień, strefę T na ładnych parę godzin. W połączeniu z mocno matującym podkładem potrafi utrzymywać twarz bez błysku przez większość dnia. Porów nie zapycha, nie spowodował wysypu, a to już jest bardzo dużo. Po nałożeniu wchłania się do matu absolutnego, tak więc skóra jest błyskawicznie przygotowana do nałożenia makijażu. Właściwe to jestem nawet zaskoczona, że nie wywołał skutków ubocznych,a jednak trochę zdziałał. Miłe zaskoczenie. Nadal jednak nie używam co dzień, wciąż jestem odrobinę sceptyczna.

Krem, oprócz właściwości matujących, ma także za zadanie redukować zmiany trądzikowe.  Poza pojedynczymi wypryskami nie borykam się teraz z rozległym trądzikiem, więc trudno mi go pod tym katem oceniać, ale jest w nim coś "leczniczego". Nałożony punktowo na wyprysk potrafi go nieco zmniejszyć i zlikwidować zaczerwienienie w jedną noc, czyli chyba tak potocznie mówiąc, potrafi "zasuszyć" wykwit. Nie działa jednak zupełnie na przebarwienie, które po pryszczu pozostaje.


Jestem zadowolona, że zaczęłam go używać. Z pewnością będę się do niego uśmiechać wtedy, gdy czeka mnie trudny dzień w pełnym makijażu, a czasu na poprawki nie będzie.

Pozdrawiam.

Dorota

27 marca 2013

EMOLEUM krem nawilżajacy *FlosLek*

Ponad miesiąc temu otrzymałam paczkę z kosmetykami marki FlosLek, a w niej między innymi ten krem. 

Krem nawilżający
Emoleum
do skóry suchej, bardzo suchej, atopowej
mocznik 5%, kompleks lipidów OMEGA 7,5%
FlosLek Pharma


Pojemność: 75 ml
Cena: 27,60 zł (klik), (klik)

Skład:

Informacja na opakowaniu:

Pojemność kremu jest ogromna, tuba spora, ale całkiem poręczna. Wszelkie informacje o kosmetyku oraz skład widnieją na kartonowym opakowaniu, wewnątrz znalazłam także ulotkę informującą o całej serii EMOLEUM i specyfice pielęgnacji skóry suchej, bardzo suchej i atopowej. Lubię, kiedy oprócz samego produktu otrzymuję potrzebne informacje, mogę w ten sposób czerpać wiedzę  z różnych źródeł.

Krem w zasadzie nie ma zapachu, co w tego typu produkcie jest jak najbardziej zrozumiałe. Fantastycznie się rozprowadza i znakomicie wchłania. Jest lekki i delikatny dla skóry, zupełnie nietłusty. Sama najchętniej stosuję go na noc, żeby skórę nawilżyć i ukoić, rano budzę się z wypoczętą i odżywioną cerą. Czuję, że ładnie nawilża, ale nie zostawia tłustej warstwy, czuję po prostu, że moja skóra nadal oddycha i nie dusi się pod jego ciężarem; nałożony nawet  w dużej ilości wchłania się prawie do zera. 

Odkryłam, że bardzo dobrze spisuje się jako baza pod makijaż, bo wygładza i zmiękcza skórę tak, że podkład na niego nałożony świetnie się prezentuje. Miałam ostatnio okazję malować kilka  koleżanek i każdej zaaplikowałam ten krem, żadnych sprzeciwów nie usłyszałam, co więcej, były bardzo zadowolone. Krem ładnie zmiękcza skórę, co powoduje też wygładzenie i suche skórki nie są wtedy aż tak widoczne. Makijaż trzyma się na nim bardzo dobrze. Sama mam ochotę i tak go stosować, ale posiadam jeszcze dwa inne kremy na dzień, które wypadałoby zużyć.


Krem może powodować lekkie mrowienie, a nawet pieczenie; to zasługa mocznika. Ja tego nie odczułam, ale jedna z moich koleżanek tak. Mrowienie jednak ustąpiło i nie towarzyszyło temu ani zaczerwienienie, ani podrażnienie. Po prostu sucha i podrażniona skóra może tak na niego reagować i dobrze jest o tym wiedzieć.

Jest świetny i choć ja nie mam cery suchej, to jestem z niego szalenie zadowolona. Każda skóra potrzebuje dobrego nawilżenia, nawet ta skrajnie tłusta. Przyznam też, że używam go od czasu do czasu do rąk; tak wiem, to marnotrawstwo, ale on i na nie świetnie działa, od razu przynosi ulgę i ukojenie.

Cała seria EMOLEUM zapowiada się dobrze, mnie bardzo intryguje jeszcze  Olejek  myjący do ciała 2w1 (klik).

Pozdrawiam.

Dorota

26 marca 2013

Płyn micelarny do mycia twarzy i oczu *Tołpa*

Płyny micelarne lubię, ale jakoś nie miewam do nich szczęścia. Nie znoszę, kiedy się pienią i sprawiają podczas demakijażu wrażenie mycia twarzy mydłem, jest to dla mnie absolutnie nie do przyjęcia. Do płynu Tołpy podeszłam  z ogromnym dystansem, byłam prawie pewna, że to będzie kolejne rozczarowanie, a tu proszę, bardzo miła niespodzianka. 

Płyn micelarny
do mycia twarzy i oczu
łagodzi podrażnienia i przywraca komfort
TOŁPA
dermo face, physio



Pojemność: 200 ml
Cena: 36,09 zł (klik)


Płyn na wacik wylewa się przez dozownik ukryty w nakrętce, nie za bardzo przepadam za takim rozwiązaniem, bo trochę mało płynu wylewa się na raz, a jak potrząsnę butelką, to wypłynie o wiele za dużo. Ogólny wygląd opakowanie bardzo mi się podoba.

Poniżej także skład:

Jak zwykle sporo informacji o kosmetyku i filozofii Tołpy. Lubię tę dbałość o szczegóły, porządne opisy, sensowne i bez zbędnego "bajkopisarstwa".


Płyn jest rzeczywiście bardzo delikatny, nawet w największych okresach wrażliwości mojej cery służył mi znakomicie. Od grudnia do końca lutego stosowałam RetinA, moja skóra była bardzo podrażniona, zaczerwieniona i okropnie wrażliwa na kosmetyki. Ten płyn w tym okresie używałam z wielką przyjemnością i ulgą, bo zapewniał mi łagodny demakijaż, bez efektu ściągnięcia, pieczenia i jakiegokolwiek podrażnienia.

Najbardziej lubiłam w nim to, że się nie pienił! Nareszcie płyn polskiej marki, który nie zachowuje się jak żel do mycia twarzy i faktycznie nie wymaga ponownego zmywania twarzy. Po oczyszczeniu nie postawiał klejącej warstwy, która sprawia, że czuję się bardziej brudna. Dość łatwo zmywał makijaż, z lekkim podkładem i pudrem radził sobie znakomicie, natomiast z linerem i tuszem gorzej. Plus jest jednak taki, że  i dla oczu był delikatny, więc mogłam pokusić się o delikatne potarcie, wtedy szybciej usuwał mocny makijaż.


Płyn ten ujął mnie swoją delikatnością, nie spowodował wysuszenia cery, wręcz pomagał w łagodzeniu podrażnień. Stosowałam go także w roli toniku, nie napinał bowiem skóry, nie powodował niemiłego ściągnięcia.  Zapach też jest całkiem przyjemny, delikatny, kojarzy mi się  z czystością i lekko kwiatową świeżością; raczej większości powinien przypaść do gustu.

Trochę odstraszać może wysoka cena, ale widziałam go kilka razy w promocji. Myślę jednak, że jeśli będę się jeszcze zmagać z podrażnioną przez zabiegi kosmetyczne skórą, to chętnie po niego sięgnę, warto wydać na niego i taką kwotę.


Pozdrawiam.

Dorota

Masło do ciała *FlosLek*

Cześć!
Mam masę zaległych recenzji, jakoś mi nie idzie w tym miesiącu pisanie, wena chyba mnie opuściła. Za to mam ochotę na makijaże, jak już pewnie zauważyłyście, te zaczęły się u mnie pojawiać. Ale dziś nie będzie o kolorówce, tylko o masełku do ciała. 

Masło do ciała
mango i marakuja
FlosLek


Pojemność: 240 ml
Cena: 22,60 zł (klik)


 Skład:

Informacja na opakowaniu:


Masełko przykryte jest dodatkowym wieczkiem; zdecydowanie wolę to od foliowych zabezpieczeń, bo jest wygodne i trwałe. 


Zaraz po otrzymaniu paczki od marki FlosLek zabrałam się właśnie za to masło. Jestem już od jakiegoś czasu bardzo systematyczna w pielęgnacji ciała i każdy nowy kosmetyk przeznaczony do tego celu bardzo mnie cieszy. Od razu zauważyłam ten uroczy żółto- pomarańczowy kolor, a moje nozdrza wychwyciły bardzo subletalny zapach. Myślę, że to właśnie zapach jest dużym atutem, bo jest delikatny, owocowy i zupełnie nie męczy. Dla mnie może nawet za delikatny, bo uwielbiam mocne i wyraziste aromaty, ale wiem, że nie każdy w takich gustuje, poza tym miło posmarować się na wieczór czymś nienachalnym. Dlaczego na wieczór? W związku z bardzo treściwą konsystencją i ochronnym filtrem, który na skórze to masło pozostawia, ja stosowałam je tylko i wyłącznie na wieczór.

 


Samo nakładanie masła jest przyjemne, fajnie się rozprowadza i dobrze rozsmarowuje. Delikatnie wnika w skórę, ale całkiem długo czuć ochronny, natłuszczający film, na szczęście jednak nie jest to uciążliwe, koszula nocna nie przyklejała mi się do ciała:). Faktycznie można by je zastosować do masażu, bo jest tłustawe i daje dobry poślizg. Ma bogatą konsystencję i fantastycznie przynosi ulgę skórze. Natłuszcza wyśmienicie, zmiękcza także suche łokcie i świetnie pielęgnuje stopy  oraz dłonie! Znakomicie sprawdza się też po depilacji, bo przynosi ulgę i chroni skórę. 

Jestem bardzo zadowolona  z jego działania, dla mnie to aż nadto, bo moje ciało nie jest tak wymagające, ale każda kobietka z suchą i odwodnioną skórą będzie  z tego masła szczerze zadowolona.


Bardzo lubię to, że efekt odżywienia skóry utrzymuje się bardzo długo. Aplikuję masło wieczorem, a jeszcze rano czuję, że skórę mam miękką i aksamitną  w dotyku. 

Pozdrawiam.

Dorota

25 marca 2013

Zielono mi...

Witam cieplutko ( a właściwie zielono...)!


Zieleń to zdecydowane nie mój ulubiony kolor, ale i takie należy oswajać. Na środkowej części powieki cień Kobo o numerze 125 (Tropikalna zieleń), w zewnętrznym kąciku i w załamaniu brąz, także Kobo (nr 116). 







Ot, tyle...

Pozdrawiam.

Dorota

21 marca 2013

Odżywczy krem regenerujący pod oczy *Tołpa*

Witam serdecznie.
Co tu dużo mówić, w moim wieku krem pod oczy to podstawa pielęgnacji. Od takiego kosmetyku wymagam przede wszystkim nawilżenia, wszelkie inne działania uznam za miły dodatek.

Odżywczy krem regenerujący pod oczy
uelastycznia i odżywia, redukuje cienie pod oczami
*Tołpa*


Pojemność: 10 ml
Cena: 33,25 zł  (klik)

Opakowanie jest bardzo bogate w informacje o kosmetyku. 


Skład:

Opakowanie, w którym znajduje się krem, jest bardzo wygodne w użyciu.  Aluminiowa tubka pozwala wycisnąć wszystko do samego końca i jak informuje notka na pudełku :"...nie zasysa powietrza i bakterii. I dzięki temu krem jest dłużej bezpieczny". Zdaje mi się, że jest to ciekawe rozwiązanie. 


Krem nawilżał doskonale i za to bardzo go lubiłam. Rzeczywiście zaraz po wklepaniu odczuwałam dużą ulgę, widziałam, że skóra wchłaniała go błyskawicznie i wyglądała na zrelaksowaną. Używałam go zarówno na dzień, jak i na noc, choć w tym drugim przypadku aplikowałam zdecydowanie większą ilość, żeby mocniej na te okolice zadziałać. Świetnie spisywał się  pod makijaż, bo ekspresowo się wchłaniał i dobrze współgrał z korektorami. Dość długo utrzymywał nawilżenie, ale nie były to 24 h- tu Tołpa trochę przesadziła. 

Poza nawilżeniem krem ma także za zadanie uelastyczniać i odżywiać skórę oraz redukować cienie pod oczami. Niewielkie odżywienie jest chyba konsekwencją dobrego nawilżenia (tak dedukuję, ale może się mylę?), w takim więc razie i takowe odczułam, jeśli chodzi natomiast o uelastycznienie i redukcję cieni, to nic takiego nie spotkało mojej skóry wokół oczu. Szkoda, bo każdy nowy krem wywołuje we mnie nadzieję na rozjaśnienie cieni, a tak naprawdę żaden jeszcze tego nie zrobił. Niby jestem rozsądna i wiem, jakich efektów mogę oczekiwać,  a jednak czuje się rozczarowana. Niemniej jednak krem był całkiem dobry, z chęcią spotkam się  z nim  ponownie latem.

Krem jest wydajny,  tubka ma tylko 10 ml, a ja używałam go przez ponad dwa miesiące- to całkiem dobry wynik. Zauważyłam też ( a o tym nie ma informacji na opakowaniu), że ten krem (jak żaden do tej pory) fantastycznie wpłynął na jakość moich rzęs i brwi. Rzęsy mam bardziej podatne na działanie zalotki, trochę też mniej mi ich wypada, brwi natomiast rosną mi jak szalone, odrastają nawet w tych miejscach, w których wcześniej było pusto. Zdaje się, że jednak nakładanie tego kremu na całą okolicę wokół oczu, czyli górną powiekę i brwi także, przynosi bardzo dobre efekty.


Jestem zdecydowanie na tak i kupię go na cieplejsze dni. Może uda się trafić na jakąś promocję, bo normalna cena jest trochę wysoka.

Pozdrawiam.

Dorota

20 marca 2013

Akcent na dolnej powiece...

Witam serdecznie!
Od czasu do czasu mam ochotę bardziej podkreślić dolną powiekę. Taki makijaż jest korzystny dla oczu z opadającą powieką (czyli takich jak moje). Jest to też szybki sposób na podkreślenie oczu, bez nadmiernego wysiłku i przy użyciu minimalnej ilości cieni. Wystarczy tylko wybrać ulubiony kolor i rozetrzeć go delikatnie, ja zazwyczaj wcześniej maluje linię wodną i linię dolnych rzęs kredką, żeby całość miała szansę dłużej się utrzymać. 






To chyba mój ulubiony sposób na urozmaicenie makijażu dziennego.

Pozdrawiam.

Dorota

17 marca 2013

Kolorowe cienie...

Marzę o wiośnie (zresztą, kto jej nie wyczekuje?)...
Z utęsknieniem więc czekam na bardziej przychylną pogodę i nastrajam się kolorowymi cieniami. W Naturze ( w której rzadko bywam), kupiłam kilka kolorowych cieni Kobo; obecnie trwa promocja, wkład kosztuje 6,99. Uzupełniłam moją paletę kolorowych cieni i mogę się już cieszyć wiosennymi barwami na powiekach. 
 









 Moim zdecydowanym faworytem jest Rosy Coral, pięknie wygląda na powiece! 


Wszystkie kółka umieściłam w palecie Inglota, nic tylko łączyć kolory w szalone wariacje. 


Cienie Kobo są bardzo dobre, dają mocny kolor i na bazie są dość  trwałe. Jeśli macie na nie ochotę, to teraz jest dobra okazja, by je wypróbować.

Pozdrawiam.

Dorota

15 marca 2013

Orzeźwiający peeling-maska *Tołpa*

Witam serdecznie.
To cudeńko to chyba mój najukochańszy kosmetyk Tołpy i najlepszy peeling myjący, jaki miałam okazję używać w ogóle. 

Spa eco
vitality
orzeźwiający peeling- maska
*Tołpa*


Pojemność: 250 ml
Cena: 38, 69 zł (klik)

Opakowanie nie tylko praktyczne, ale też bogate w opisy i informacje na temat peelingu.



Skład:


Peeling- maska ma postać gęstej pasty, która naszpikowana jest delikatnymi drobinkami ścierającymi. Fantastycznie się ją nabiera i rozprowadza na ciele, zdecydowanie czuję zarówno efekt mycia, peelingowania i odżywienia skóry. Za to właśnie kompleksowe działanie, za uniwersalność, lubię ten kosmetyk najbardziej. Poza tym zapach jest obłędny, świeży, orzeźwiający, lekko cytrusowy- prawdziwe spa w domu. Już po otwarciu słoika czuć relaks i pełne odprężenie. 

Skóra po zastosowaniu jest delikatna i bardzo miękka, jednocześnie oczyszczona , nawilżona i odprężona. Produkt rozprowadzony na ciele zmienia się w delikatny krem ze ścierającymi drobinami, dzięki którym masaż staje się przyjemny. Nie jest to typowy "zdzierak", to raczej delikatny kosmetyk, z pewnością nie podrażni. Kremowa baza (czyli owa maska) fantastycznie skórę otula i łagodzi, pielęgnuje i nawilża.  Nie za bardzo wiem, jak to się dzieje, ale to naprawdę działa jak namiastka zabiegu spa. Bardzo cieszy mnie to, że nie muszę potem nakładać balsamu czy masła, bo skóra tego nie potrzebuje, poza tym nie chciałabym pozbywać się wspaniałego zapachu.


Zdecydowanie jest to mój faworyt w kategorii "pielęgnacja ciała", daje mojej skórze wszystko, czego potrzebuje, zapewnia przyjemne doznania zapachowe i jest piekielnie wydajny. Zazwyczaj kosmetyki wielofunkcyjne nie do końca spełniają swoje zadania (mówi się, że jak coś jest od wszystkiego, to jest tak naprawdę do niczego), tego kosmetyku to zdecydowanie nie dotyczy.

Pozdrawiam.

Dorota