7 lutego 2014

Pro Blending Sponge, INGLOT

Cześć! 
Dostałam dziś bardzo miły i całkiem interesujący prezent- "jajko" do podkładu marki Inglot. Oglądałam je wcześniej, ale ciężko mi było wydać na nie 42 złote, bo to jednak cena dość wysoka jak na, co tu dużo mówić, gąbkę do makijażu. Zatem niespodzianka wielka, przyjemność  z tego także.







Nie mam porównania z Beuty Blenderem, bo nigdy go nie miałam w rękach. Używam jednak zwykłych gąbek lateksowych oraz jajek-podróbek z ebay i tu różnica jest bardzo widoczna już na pierwszy rzut oka. Zaczynam więc testy Pro Blending Sponge i zobaczymy, co z tego wyniknie. 

Pozdrawiam,

Dorota


Hipoalergiczna emulsja do mycia twarzy, Biały Jeleń

Hej!
Pokazywałam ten żel już jakiś czas temu, byłyście wtedy ciekawe, jak działa i czy dobrze oczyszcza. Całkiem niedawno zużyłam go do końca, więc mogę wydać ostateczny wyrok na jego temat.

Hipoalergiczna emulsja do mycia twarzy
seria Prebiotic
Biały Jeleń



Emulsja jest przeznaczona dla skóry wrażliwej, podrażnionej, z oznakami zmęczenia. Działa oczyszczająco, nie wysusza i przygotowuje skórę do dalszej pielęgnacji. Wpływać ma pozytywnie na kondycję skóry twarzy i chronić ją przed negatywnym wpływem środowiska. 

Zawiera składniki aktywne: ksylitol, laktitol, ekstrakt z czerwonej koniczyny, alantoinę. 

Opakowanie jest bardzo proste i praktyczne, butelkę z pompką zapakowano dodatkowo z kartonik, na którym znajdują się wszelkie informacje o produkcie. 


Pojemność: 200 ml
Cena: ok. 14 złotych

Skład:

Emulsję zakupiłam zupełnie przypadkiem i bez wcześniejszego rekonesansu; uznałam, że to będzie świetna rzecz do porannego oczyszczania twarzy. I nie myliłam się, bo spisała się u mnie bardzo dobrze i z ogromnym zadowoleniem sięgałam po nią każdego ranka.

Konsystencja i zapach są całkiem w  porządku, każdy kto choć raz używał jakiegokolwiek produktu  Białego Jelenia wie, że są to kosmetyki bardzo do siebie podobne, szczególnie jeśli o zapach chodzi. Emulsja pieni się delikatnie i jest stosunkowo wydajna, to zapewne zasługa pompki.


Szczególnie zadowala mnie fakt, że jest to kosmetyk niezwykle delikatny, mogłam nim umyć nawet oczy i nie odczuwałam absolutnie żadnego dyskomfortu. Skóry nie ściąga i nie powoduje wysuszenia, rzekłabym nawet, że jest szalenie neutralny i przyjazny dla cery. Do porannego oczyszczania spisał się rewelacyjnie, delikatnie skórę oczyścił i odświeżył, faktycznie przygotował ją do dalszej pielęgnacji. Nie lubię rano mocno ingerować w skórę twarzy, ma być delikatnie, skutecznie i szybko.

Nie poleciłabym jednak tego żelu do usuwania makijażu czy dogłębnego oczyszczania, bo absolutnie się do tego nie nadaje; jest po prostu za delikatny. Próbowałam nim kilka razy zmyć makijaż i efekt był mizerny. Można go jednak łączyć z korundem lub bambusem do peelingu, nadaje fajny poślizg i nie pieni się aż tak mocno. 

Początkowo wydawał mi się drogi, można przecież kupić żel taniej. Stwierdzam jednak, że wart jest swojej ceny i zapewne skuszę się na niego raz jeszcze. Mam także ochotę na Olejek do kąpieli z tej serii, zapowiada się ciekawie i muszę się za nim rozejrzeć!


Pozdrawiam,

Dorota

6 lutego 2014

Masełko do ust "Troskliwa brzoskwinia", Bielenda

Hej.
Mamy zimę, bez dwóch zdań. Niby jest coraz cieplej, ale jednak mróz nie ustępuje. W moim przypadku najgorzej niskie temperatury znoszą usta i dłonie, dlatego staram się o nie dbać ze zdwojoną siłą. 

Masełko do ust
"troskliwa brzoskwinia" 
Bielenda


Pojemność: 15 g
Cena: ok. 8 złotych


Zastanawiam się, dlaczego nazwano ten kosmetyk masełkiem, bo dla mnie to od masła jest on daleki. Konsystencja przypomina wazelinę, tyle że bardziej miękką i łatwiej "topiącą się" pod wpływem ciepła. Nakłada się je całkiem przyjemnie i łatwo, choć oczywiście balsam w słoiczku stawia pewne ograniczenia, bo nie zawsze można po niego sięgnąć. Smak ma słodki (przy tym jednak bardzo chemiczno- nienaturalny), ale nie brzoskwiniowy; zapach już jakby z brzoskwinią miał coś wspólnego. Koloru nie daje, pozostawia jedynie subtelny błysk. 

W moim odczuciu nie nosi się komfortowo, nałożony w niewielkiej ilości słabo nawilża i nie chroni, natomiast przy grubszej warstwie rozlewa się. I tu "troskliwa brzoskwinia" zawiodła mnie najbardziej, bo oczekiwałam nawilżenia i ochrony, a tak naprawdę obeszłam się smakiem. Masełko nie nawilża i nie chroni, szybko  z ust znika i ma nieprzyjemną konsystencję. I żeby jeszcze dobić ten kosmetyczny wytwór dodam, że jest piekielnie wydajny, co przy tych wszystkich wadach jest kolejnym przekleństwem, bo jak to zużyć, kiedy jest tak niedopasowane do moich potrzeb?

Jeśli miałyście je w posiadaniu, to koniecznie dajcie znać, jak Wam się spisało. Ja tymczasem wracam do ulubionego balsamu Tisane.


Pozdrawiam,

Dorota

5 lutego 2014

Zakupy...

Cześć. 
Ponownie zrobiłam sobie przerwę w blogowaniu... Co tu dużo mówić, życie pędzi, czas ucieka. Zanim się człowiek otrząśnie, to już mija kilka dni, zanim zbierze- kolejne dni umykają. I tak się po czasie orientuję, że już miesiąc nie było posta... Mam nadzieję, że moje zabieganie zostanie mi wybaczone. 

Prawda jest taka, że nawet jeśli nie bloguję, to zakupy robię (która z nas nie robi:)), zatem pokazuję. 



Bielenda, CC Cream, peeling drobnoziarnisty Eveline z serii Argan Oil oraz maseczki Ziai. To moje ostatnie łupy, z Rossmanna oczywiście. Krem i peeling są obecnie w promocyjnej cenie, więc postanowiłam spróbować.


Kremu Bielendy jestem szalenie ciekawa, to coś w rodzaju bazy pd makijaż  w kolorze zielonym. Mam nadzieję, że dobrze poradzi sobie z  zaczerwienieniami.


Olej arganowy ze Starej Mydlarni i odżywka Eveline. O uniwersalności tego oleju wspominać nie muszę, ja stosuję głównie do włosów (swoją drogą muszę się chyba w najbliższym poście pochwalić włosami, bo całkiem sporo urosły).


Żel do twarzy AA z serii nawilżającej ( przypadła mi ta seria do gustu) oraz krem do rąk. 


Korektor Bell, swoją drogą całkiem przyjemnie się zapowiada oraz drobiazgi z Inglota: maskara wydłużająca, cień w kolorze delikatnego fioletu, cudowny zresztą oraz czarne puszki do pudru. 


Ten cień (nr 487) jest w stałej sprzedaży, a ja dostrzegłam go dopiero niedawno. Jest subtelny, ale charakterystyczny i wspaniale się komponuje z odcieniami różu i brązu. To mój faworyt, odkąd kupiłam  codziennie po niego sięgam. Wrzuciłam go do mojej palety z kolorami, których używam najczęściej. Jak widać, miejsca w niej niewiele.


Udało mi się także kupić kilka innych drobiazgów, ale nie wiem, czy zamęczać Was zupełnie niekosmetycznymi zakupami.  Jak na razie chyba wystarczy, nie można przecież  przesadzać.

Pozdrawiam i życzę miłego wieczoru.

Dorota