Pokazywanie postów oznaczonych etykietą żel pod prysznic. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą żel pod prysznic. Pokaż wszystkie posty

3 stycznia 2014

Łagodzący żel do mycia ciała *AA sensitiv*

Dziś o żelu absolutnie idealnym!

Łagodzący żel do mycia ciała
kokos
nature spa
Oceanic


Pojemność: 200 ml
Cena: 31,23 zł (klik)



Informacja na opakowaniu:
Skład:

Żel zachwycił mnie już od pierwszego "powąchania", a dlaczego? Przede wszystkim jest to kokos, a ten zapach ubóstwiam, poza tym on rzeczywiście ma zapach owocu kokosu. Nie jest przesłodzony, ulepszony, to odzwierciedlenie naturalnego zapachu. Zazwyczaj w kosmetykach spotykam zapach kokosowy w słodkiej otoczce, tutaj takiego dodatku nie ma. Bez dwóch zdań jest to dla mnie aromat idealny i zarazem bardzo uniwersalny, mogłabym go używać dosłownie cały rok!

Kosmetyk przeznaczony jest dla skóry wrażliwej, skłonnej do alergii i choć moja skóra nie jest taka, to jestem przekonana, że będzie idealny dla "wrażliwców". Używała go przez jakiś czas i moja czteroletnia córka (także bardzo polubiła ten zapach), której skóra jest znacznie bardziej wymagająca. Żel absolutnie nie podrażnia, a myje przy tym świetnie. Nie powoduje ściągnięcia czy napięcia skóry, jest delikatny. Dla mnie to idealne połączenie fantastycznego zapachu, delikatnego oczyszczania i komfortowego uczucia na skórze po prysznicu.

Używany w rozsądnych ilościach potrafi być całkiem wydajny, ale nie zaprzeczę, że bardzo kusi wylewanie większej ilości, by uzyskać mocniejszą pianę. Pojemność jest standardowa, a opakowanie bardzo praktyczne i mocne. Tubka z żelem dodatkowo zapakowana jest w kartonowe pudełko, na którym to widnieją wszelkie informacje o kosmetyku.

Jednoznacznie stwierdzam ( co dość rzadko mi się zdarza), że absolutnie zgadam się z każdym elementem opisu na opakowaniu.


Przy wszystkich tych zaletach muszę jednak wspomnieć o jednej wadzie- w moim odczuciu jest on jednak dość drogi. Dostałam go do testów i wiem, że pewnie sama nie zdecydowałabym się na zakup. Niemniej jednak jest to fantastyczny produkt i z cała pewnością "będzie za mną chodził" przez długi czas, jeśli uda mi się go poszukać w atrakcyjnej cenie, to skusze się  z pewnością.


Pozdrawiam,

Dorota

1 stycznia 2014

Balsam do ciała pod prysznic *AA Oceanic*

I mamy Nowy Rok! Mam nadzieję, że sylwestrowa zabawa Wam się udała i mimo dzisiejszego lenistwa tak samo jak ja macie mnóstwo zapału, by uczynić ten rok lepszym niż poprzedni. Ja głęboko wierzę w to, że sami mamy wpływ na to, co się w życiu wydarzy i jak się pewne ważne i ważniejsze dla nas rzeczy potoczą, dlatego bierzemy sprawy w swoje ręce i działamy, życząc sobie przy tym wytrwałości i odwagi. 

Żeby ciekawie rozpocząć styczniowe recenzowanie, dziś notka o Balsamie pod prysznic AA Oceanic, który to pokazałam w grudniowych nowościach i spora cześć czytelników była nim żywo zainteresowana. 



Pojemność: 400 ml
Cena: ok. 16 złotych

Informacja na opakowaniu i skład:


Kosmetyk jest szalenie ciekawy, bo bardzo ułatwia i niesamowicie przyspiesza etap nawilżania ciała. Nakładamy go na umytą i jeszcze wilgotna skórę, po chwili spłukujemy- ot, wszystko! Nie ukrywam, że bardzo mi się podoba taki sposób dbania o ciało, lubię rozwiązania, które pozwalają zaoszczędzić czas, dając przy tym dobre efekty.

Balsam ma bardzo delikatny zapach, lekko kwiatowy, ale przede wszystkim taki kremowo-balsamowy, subtelnie ciepły. Konsystencję ma typową dla balsamu, nie ma tu nic zaskakującego. Nakłada się go bardzo łatwo, podczas rozcierania owa kremowość zanika i balsam przyjemnie wchłania się w wilgotną  skórę. Butla ma 400 ml, więc zapewniam, że kosmetyk jest bardzo wydajny i na długo wystarczy.



Stopień nawilżenia trudno jest jednoznacznie określić, bo nie jest to balsam, który na skórze pozostaje, więc efekt będzie zależny od tego, jak długo będziemy go wcierać. Ja nie potrzebuję dużego nawilżenia, więc chwilę po rozprowadzeniu go spłukuję i to mi w zupełności wystarcza. Przy skórze bardzo suchej należałoby dłużej go "potrzymać", a nie wiem, czy komuś chciałoby się stać pod prysznicem dłużej niż 3-4 minuty? Tak więc przy stosowaniu  "na szybko" ogromnego nawilżenia nie oczekujcie, choć oczywiście efekt odprężenia i ukojenia suchej skóry na pewno jest. 

Z moich obserwacji wynika także, że balsam może się dobrze spisać jako kremowy produkt do golenia przy użyciu maszynki. Niejednokrotnie polecamy sobie niezużytą odżywkę do włosów jako kosmetyk do depilacji, ten balsam działa identycznie. Świetnie włosy zmiękcza i rewelacyjnie chroni skórę przed podrażnieniami, używam go w tej roli równie często jak balsamu nawilżającego pod prysznic. Jeśli macie problemy z podrażnioną skórą po depilacji, to polecam skorzystać  z tej metody, sprawdza się rewelacyjnie na delikatnej skórze.


Balsam AA jest dla mnie swego rodzaju eksperymentem, a jak to z tego typu nowościami bywa, nie jest idealny. Z pewnością nie daje on głębokiego odżywienia (jak to na opakowaniu jest napisane), nawilżenia głębokiego też się nie spodziewajcie. Jest to jednak przyjemny balsam, który zastosowany po kąpieli skórę odpręża i sprawia, że nie jest napięta i sucha, a zrelaksowana i milsza w dotyku.

Wiem, że AA proponuje jeszcze dwie wersje: Jedwabiste wygładzenie i Intensywne nawilżenie. Myślę, ze nie różnią się od siebie znacznie, ale chętnie je wypróbuję, tak w ramach porównania.

Pozdrawiam,

Dorota

28 maja 2013

Od Lirene...

Witam.
Każda z nas ma takie kosmetyki, które są dobre, ale nie rewalcyjne, których przyjemnie się używa, ale zachwytów przy tym nie wywołują.  Warto o nich wspomnieć, ale cała recenzja takiego kosmetyku to strata czasu, zarówno mojego, jak i Waszego. Dlatego "wpakowałam" trzy takie "zwyklaczki" w jedną notkę i beż większego owijania w bawełnę "wyłożę kawę na ławę (swoją drogą, ja dziś już jestem po kawie, al przy takiej pogodzie to pewnie skuszę się na jeszcze jedną). Wszystkie, tak się złożyło, są od Lirene.


Tonik nawilżająco- oczyszczający


 Informacja na opakowaniu:
 Skład:

Kupiłam go ze względu na ekstrakt  z ogórka w składzie (choć nie zwróciłam uwagi, na którym jest miejscu:() . Liczyłam na efekt odświeżenia, ale on nie do końca tak na mnie działa. Rzeczywiście, jest bardzo delikatny i przyjemny w użyciu, minimalnie odświeża i nawilża. Przede wszystkim nie powoduje ściągnięcia skóry, powiedziałabym nawet, że ją relaksuje. Bardzo dobrze spisuje się po wszelkich peelingach, bo odrobinę koi. Spełnia dobrze zadanie tonizowania, a to po to przecież sięgam po tonik. W moim odczuciu najlepszy będzie dla cery tłustej i mieszanej, także normalnej.


Żele pod prysznic
kusząca gruszka, rajski granat


Informacje na opakowaniu, składy:

Żele wyglądają bardzo intrygująco, kuszą "kuszącą gruszką" i "rajskim granatem". Nie powiem, zużyłam do końca oba i polubiłam, choć nie sądzę, by podbiły one serca wymagających osób. Zapachy są przyjemne, ale mało intensywne i takie bardzo przypominające inne zapachy Lirene. Tak to już jest, że niektóre firmy mają specyficzne nuty zapachowe, które wyczuwa się w rożnych produktach marki; gdybym przelała je do innych butelek i dała Wam powąchać, to jestem pewna, że większość odgadłaby producenta; trochę to schematyczne, ale  z drugiej strony buduje wizerunek marki, bo konsument kupując te kosmetyki wie, czego się może mniej więcej spodziewać. 
Bardzo komfortowo się ich używa, mają odpowiednią konsystencję, świetnie się pienią i są całkiem wydajne. Do codziennego użytku nadają się jak najbardziej, bo nie wysuszają skóry, mojej oczywiście.


Kosmetyki Lirene to dla mnie taki stały punk, zawsze mam coś tej firmy w łazience. 

Mam nadzieję, że polubicie  taka forma minimalistycznej prezentacji kosmetyków. 

Pozdrawiam,

Dorota.

3 lutego 2013

Żel + oliwka pod prysznic *Lirene*

Witam.
Przez jakiś czas odpoczywałam od żeli Lirene, ale zatęskniłam za nimi i ponownie sięgnęłam po sprawdzoną serię z oliwką.

żel + oliwka pod prysznic
oliwka z mango
*Lirene*


Pojemność: 250 ml
Cena: ok. 8 zł

Informacja na opakowaniu:


 Skład:


Bardzo lubię ten zapach, jest świeży i pobudzający. W tego typu kosmetykach aromat jest dla mnie istotny, musi mi się po prostu podobać. Właściwości myjące żelu są dobre, komfort używania wysoki i w zasadzie większość obietnic producenta zostało spełnionych. Nie zgodzę się tylko z jedną rzeczą- on nie nawilża skóry. Wprawdzie nie wysusza, ale też nie daje poczucia bardzo mocno nawilżonego ciała. Zupełnie mi to nie przeszkadza, bo ja po żelach nie spodziewam się takiego działania, ale warto o tym wspomnieć.

Cóż więcej mogłabym na jego temat dodać, chyba tylko to, że dobrze się pieni, ma odpowiednią konsystencję i jest całkiem wydajny.  Żele Lirene są stałym punktem w mojej pielęgnacji ciała i nie sadzę, by to się zmieniło.


Bardzo cenię sobie kosmetyki Lirene, jest to dla mnie marka, którą darzę ogromnym zaufaniem. 

Pozdrawiam.

Dorota

15 listopada 2012

Energetyzujązy żel pod prysznic *Mariza*

Wzięło mnie już we wrześniu na ciepłe i słodkie zapachy zimowe. Ale wiecie, że nadmiar nikomu nie służy, wiec gdy poczułam się już nieco zmęczona tą słodyczą, w odwecie przybył żel Marizy.

Energetyzujący żel pod prysznic
z bawełną i d-panthenolem
linia Spa Grejpfrut
*Mariza*


Dostępność:   nowy katalog Marizy

Informacja na opakowaniu:

Skład:

Ten żel do przykład porządnego i niedrogiego kosmetyku. Pachnie bardzo przyjemnie, rzeczywiście grejpfrutowo. To oczywiście świeży i mocno orzeźwiający zapach, który daje  zastrzyk energii i pobudza zmysły. Uwielbiam tę nutę goryczy, która towarzyszy cytrusowym aromatom, nie znam lepiej pobudzającego zapachu. 

Żel jest gęsty, wiec przy okazji i bardzo wydajny. Dobrze się pieni i skutecznie oczyszcza. Rewelacyjnie sprawdza się z gąbką Syrena, szczególnie z  tą peelingującą częścią. Okazał się też dobrą bazą do peelingu kawowego, który od czasu do czasu przygotowuję. Pięknie podbił zapach kawy i bardzo ułatwił drobinkom ścieranie- niezwykle przyjemne połączenie. Zdaje się, że w ogóle świetny będzie do mocnego złuszczania przy użyciu rękawicy czy gąbki.

Opakowanie jest bardzo wygodne, trwałe i praktyczne. Zamkniecie jest mocne i porządne, dla mnie to istotne, bo moja córka lubi się dobierać do żeli i oliwek stojących blisko wanny i wlewa prawie całą butelkę do wody (wczoraj na przykład zużyła oliwkę Hipp, jak widać moda na olejowanie dopadła i moją trzylatkę). Zwracam  więc ostatnio uwagę na ten drobiazg, który okazuje się dość istotny w moim wypadku:)

Żel nie wysusza skóry, nie powiedziałabym jednak , że nawilża czy koi. W tym względzie jest powiedzmy przeciętny: myje, oczyszcza, odświeża. Nie odczuwam po nim ogromnej potrzeby nawilżenia skóry, więc jest w porządku. Nigdy nie oczekiwałabym, że żel nawilży skórę, od tego mam balsam albo masło. 


 

Niestety moja butelka już pusta, ale jak będę miała okazje, to kupię inne zapachy z tej serii. Możecie coś szczególnie polecić?

Pozdrawiam.

Dorota

23 października 2012

Czekoladowy żel do mycia ciała *Farmona*

Czekoladę lubi chyba każdy, ja ją wprost uwielbiam, właściwie w każdej postaci. Jedzenie czekolady jest ogromną przyjemnością, mycie się czekoladą to już istna rozpusta!

Czekoladowy żel do mycia ciała
ciemna czekolada i orzech pistacji
Sweet Secret
*Farmona*

Pojemność: 225 ml
Cena: 11,40 zł kosmetykipolskie.com

Informacja na opakowaniu:
 Skład:

Żel pachnie cudnie, tu nie mam żadnych wątpliwości; delikatne podszycie chemią zupełnie mi tu nie przeszkadza (wcinam właśnie mleczna Goplanę, która pewnie z prawdziwą czekoladą nie ma nic wspólnego, tak więc takie drobiazgi raczej mnie nie zniechęcają). Podczas używania tego żelu, który ja bym raczej nazwała kremem pod prysznic ze względu na bardzo aksamitną i kremowa konsystencję, zapach dominuje i zupełnie odsuwa uwagę od innych właściwości tego kosmetyku. To zapach przyciągnął moje dwa szkodniki (szkodniki= dzieci), które  używały go do kąpieli, no i dla mnie zostało tak naprawdę niewiele. Musiałam się podzielić, czekoladowe przysmaki ograniczam im dość mocno, więc chociaż żelu do mycia nie chciałam im skąpić. Dążę do tego, by Wam uzmysłowić, że ten żel naprawdę pachnie kusząco, smakowicie, słodko...

Na opakowaniu mamy informacje moim zdaniem mocno przesadzone: " wyszczuplenie, ujędrnienie, blask, wygładzenie, gładkość, natłuszczenie"- no nie wiem, aż tak zachwycający moim zdaniem raczej nie jest. Przyjemnie myje, nie wysusza, obłędnie pachnie- ja tak bym podsumowała działanie tego żelu. Tylko tyle i aż tyle, każdy może sam określić, czego od żelu oczekuje i czy ten jest w stanie spełnić jego oczekiwania.

Myślę sobie, że ten zapach jest tak dominujący, że może wpływać na błędy odbiór, bo jak pięknie pachnie, to pewnie też pięknie działa. Taki to chyba chwyt marketingowy, a opis działania trochę zbyt przesadny. Żel to tylko żel, ma myć i nie wysuszyć skóry, cudów bym się tu nie spodziewała.

Ciesze się, że spróbowałam. Mam ochotę na inne, równie ciekawe kompozycje zapachowe. Może Wy możecie coś polecić? Jesień sprzyja takim ciepłym i słodkim zapachom.

Pozdrawiam.
Dorota.


30 kwietnia 2012

Podsumowanie kwietnia *zużycia*

W kwietniu skończyły się:


1. Balsam Body Arabica Lirene- świetny, delikatnie brązujący balsam. Używam często, bo lubię efekt delikatnej opalenizny. 

2. Krem wyszczuplająco- ujędrniający Eveline- walka z cellulitem nadal trwa. Używałam z przerwami, teraz mam zamiar kupić kolejne opakowanie i stosować regularnie. 

3. Żel do mycia twarzy do cery normalnej i mieszanej Kolastyna- bardzo przyjemny żel, dobry do codziennego stosowania. Zdecydowanie wart uwagi.





4. Balsam antycellulitowy Lirene- przyjemny:)

5. Peeling antycellulitowy Lirene- bardzo dobry!

5. Żel do mycia ciała antycellulitowy Lirene- przeciętniak. 






7. Zimowy krem do rąk Cztery Pory Roku- bardzo dobry krem, na lato też będzie świetny. 

8. Odżywka do paznokci 8w1 Eveline - nie wiem, co o niej sądzić. Skończyłam na początku miesiąca buteleczkę i nie jestem jeszcze w stanie powiedzieć, czy moje paznokcie są mocniejsze. Niby jest lepiej, ale tak jak pękały wcześniej, tak to robią nadal.

9. Balsam do ust Tisane- niezastąpiony. Lubię i sztyft i wersję w słoiczku.

Góra maseczek i innych "saszetkowych" wynalazków:


Tak naprawdę o większości z nich już pisałam. Na szczególną uwagę zasługują maski Dermaglinu. To naprawdę dobre kosmetyki, naturalne i przede wszystkim świetnie działające. Jeśli nie próbowałyście, koniecznie to zróbcie. Maski są dostępne w Rossmanie za ok. 6 zł.





Jak to napisała kiedyś jedna z Was pod postem ze zużyciami:  "I do kosza!"

Pozdrawiam.


29 kwietnia 2012

Body anticellulite program *Lirene*

Lato tuż, tuż.... Pora zadbać o ciało i choć spróbować pozbyć się cellulitu. Ja zaczęłam z 

Lirene DermoProgram
Body Anticellulite Program


1. Balsam antycellulitowy- redukcja cellulitu i wygładzenie nierówności.
2. Żel antycellulitowy pod prysznic- uelastycznienie skóry, redukcja cellulitu.
3. Peeling- masaż myjący antycellulitowy- ujędrnienie skóry, wygładzenie nierówności.

Postanowiłam używać tych trzech kosmetyków jednocześnie, żeby zwiększyć ich ewentualne działanie. Naprzemiennie stosowałam żel z peelingiem, balsam codziennie- na miejsca strategiczne czyli brzuch, uda i pośladki, ale też na resztę ciała.


Cała ta seria pięknie pachnie pomarańczami, a to zdecydowanie zwiększa komfort używania. Opakowania są całkiem praktyczne. Jeśli chodzi o wydajność, to balsam zużywa się najwolniej, żel i peeling wystarczyły na trzy tygodnie używania.


Peeling jest dość ostry i może podrażniać , ale za to świetnie ściera, oczyszcza i przygotowuje  skórę na przyjecie balsamu. Nie używałam go codziennie, bo nie miałam takiej potrzeby, co drugi dzień zupełnie wystarczyło. I to on z całej tej serii spodobał mi się najbardziej, bo faktycznie ładnie wygładzał. Zdecydowanie jeszcze kiedyś go spróbuje. 

Żel pod prysznic natomiast nie wyróżnił się niczym specjalnym. Ot taki zwykły żel. Dobrze się pienił, ładnie pachniał. Ja lubię żele Lirene i zużyłam go z przyjemnością, ale nie jest to nic szczególnego, nie spodziewajcie się więc jakiegoś cudu.

Co do balsamu to mam mieszane uczucia. Jest dość rzadki i kiepsko się rozprowadza. Wchłania się długo i pozastawia na skórze delikatny film. Ale z drugiej strony dzięki temu, że trzeba się napracować przy jego wcieraniu wykonuje się masaż, który z pewnością dobrze działa na usuwanie cellulitu, a delikatny film sprawia, że długo odczuwa się nawilżenie i ochronę skóry. Tak więc trudno mi jednoznacznie stwierdzić, czy to wady, czy zalety tego balsamu. Z pewnością jednak nawilżenie jest bardzo dobre i wydaje mi się, że zadowoli nawet osoby z bardzo suchą skórą. Poza tym jego zapach utrzymuje się długo i to jest przyjemne, bo zapach jest przyjemny. 

I to, co najważniejsze... działanie antycellulitowe! Niestety czuję się lekko rozczarowana, bo myślałam, że będzie lepiej. Nie zauważyłam spektakularnych efektów, właściwie nie zauważyłam w ogóle jakiejkolwiek redukcji cellulitu. Poza delikatnym wygładzeniem skóry ( które tak naprawdę daje każdy peeling, niekoniecznie antycellulitowy) nic się nie zmieniło. Cellulit jak był, tak jest. No niestety, aby się pozbyć tego paskudztwa, kosmetyki nie wystarczą, trzeba sięgnąć po bardziej drastyczne metody- ćwiczenia!!! Dla mnie to naprawdę nic przyjemnego, bo zdecydowanie nie lubię sportu.


Jeśli szukacie dobrego nawilżenia skóry, to mogę polecić. Jeśli chcecie redukcji cellulitu, to raczej nie ma się co  łudzić.

Pozdrawiam. 



12 kwietnia 2012

Olejek do kąpieli *Bielena*

Natknęłam się kiedyś na kilka pochlebnych opinii olejków do kąpieli i pod prysznic Bielendy. A że ta akurat marka zazwyczaj się u mnie sprawdza, postanowiłam skusić się i na ten olejek. Dostępna była tylko ta kombinacja zapachowa, więc po prostu wrzuciłam do koszyka i już.

Olejek do kąpieli
Ylang -Ylang
erotyczny
*Bielenda*


Cena: ok. 13 zł

Informacja na opakowaniu:


Hmmm, cóż.... Jakoś mało erotyczny wydaje mi się ten olejek. Zapach jest naprawdę bardzo specyficzny, korzenny, ziołowy; taki po prostu wytrawny? Tak mi się przynajmniej kojarzy. Wylewając go na rękę (bo używam tylko pod prysznic) mam wrażenie, jakbym wchodziła do sklepu zielarskiego. Mało to przyjemne doznanie, bo ja nie przepadam za takimi aromatami. Wąchanie go nie jest przyjemne, używanie też nie poprawia nastroju, więc stanów nerwicowych i przygnębienia to się raczej można przez niego nabawić, niż nim je złagodzić. Ukojenie, relaks czy rozluźnienie też nie spłynęły na mnie z tym olejkiem.

W ogóle sama konsystencja jest już mało "olejkowa". To po prostu (w konsystencji) zwykły żel pod prysznic, który całkiem nieźle się pieni. Nie wysusza i nie podrażnia skóry, ale nawilżenia i bariery ochronnej też nie zapewnia. Jego zapach, choć dość intensywny, nie utrzymuje się długo na skórze i w tym przypadku uważam to za plus, ponieważ nie zniosłabym go na dłuższą metę.

Mam mieszane uczucia, nie wiem, czy to produkt godny uwagi.  Jeśli macie ochotę wypróbować, to zdecydowanie powąchajcie! Ja rozejrzę się jeszcze za innymi zapachami z tej serii, może one będą lepsze. 


I na to "pobudzenie sfery seksualnej zbliżające do siebie partnerów" też nie liczcie!

Pozdrawiam.



3 marca 2012

Podsumowanie lutego * zużycia *

Ten tydzień był długi, pracowity i ciesze się, że wreszcie mam dwa dni wolnego. Zabrałam się więc czym prędzej za podsumowanie lutego, co by już wyrzucić zużyte opakowania i zapomnieć o tym zimowym i mroźnym miesiącu.


1. Lirene kremowy żel pod prysznic z oliwką z jojoby i żel pod prysznic z oliwką z ryżu. Pisałam już o nich tu. Robię sobie teraz przerwę z żelami Lirene, pora coś zmienić. 

2. Lirene płyn micelarny. Bardzo przyjemny kosmetyk, lubię i z pewnością kupię ponownie. Kilka słów o nim tu i tu.

3. Delia żel do mycia twarzy. Najlepszy, jak dla mnie, żel w takiej cenie. Bardzo delikatny, a zarazem skuteczny. Jak najbardziej polecam. Notka tu.

4. AA Wrażliwa Natura krem na dzień 30+. Dobry, ale bez rewelacji. Najważniejsze dla mnie, że nie zapychał porów. Nawilżenie nawet niezłe, natomiast dla suchej cery myślę , że będzie niewystarczające.



I arsenał maseczkowy:

1. Perfecta hydrożelowe płatki pod oczy. Bardzo polubiłam ten wynalazek. Coś więcej na ich temat tu. 

2. Marion Spa hydrożelowe płatki pod oczy. Dostałam je w BlogBoxie od Belli. Mają trochę inny kształt niż te z Perfecty, działanie jest natomiast takie samo. Ja nie widzę między nimi większej różnicy.

3. Bielenda EcoCare glinka biała. Maseczka ta jest delikatna, lekko nawilża i oczyszcza cerę. Dobra, choć myślę, że aby osiągać widoczne rezultaty, trzeba by ją stosować częściej.

4. Bielenda Bawełna peeling enzymatyczny+ maseczka kojąca. Duet świetny na mrozy. Delikatne złuszczanie (krok 1), a potem całkiem przyzwoite nawilżenie i ukojenie (krok 2). Maseczkę mogę spokojnie zostawić na twarzy na noc bez obawy, że zapcha pory. Rano skóra jest w zdecydowanie  lepszej kondycji. Używam tego duetu w zasadzie cały czas.

5.  Perfecta peeling drobnoziarnisty. Jestem nudna, pokazuje go już któryś raz. To naprawdę świetny i skuteczny peeling, używam go regularnie. Kolejna saszetka czeka na otwarcie. Polecam każdemu! Notka tu.

Pozdrawiam.


26 lutego 2012

Pod prysznic...

Przywiązałam się ostatnio do żeli pod prysznic Lirene, zużyłam trzy pod rząd. Pierwszym z nich jest:

żel+oliwka pod prysznic
oliwka z ryżu


Kupiłam ze względu na obietnicę natłuszczenia skóry,  którą ma zapewnić olejek z ryżu ( że też cały czas daję się nabierać na takie chwyty!). Oczywiście wcale takiego efektu nie ma, ale żel nie wysusza skóry i faktycznie ciut ją zmiękcza. Ma bardzo przyjemny zapach, dość zwartą konsystencję i świetnie się pieni. Bardzo przyjemny żel do codziennego stosowania. 


Kolejnym jest 
kremowy żel pod prysznic o zapachu irysa
zawiera oliwkę z jojoby


Ten skusił mnie swoim dość mocnym, kremowym zapachem. W opakowaniu wydawał się bardzo przyjemny, na skórze już taki nie był. Ale tragedii nie było, przyzwyczaiłam się. Żel tak samo jak poprzednik świetnie się pieni i dobrze myje. Nie powoduje przesuszenia, ale też nie nawilża- taki zwyklaczek.

Ostatnim jest 
pielęgnujący żel pod prysznic
egzotyczna kraina Brazylii


Ten zużyty został już w zeszłym miesiącu, opakowanie dawno wyrzucone, więc posiłkuje się jakimś wyciętym zdjęciem. Zaintrygował mnie w jego przypadku zapach egzotycznej kuruby- owocu dojrzewającego w Brazylii. I faktycznie aromat bardzo kuszący, zmysłowy i tropikalny. Właściwości tego żelu takie przeciętne, właściwie identyczny w użytkowaniu jak poprzednie, ale zapach cudowny. Powąchajcie, warto. Ja takie zapachy lubię bardzo!


Trzy żele pod prysznic z rzędu od Lirene, chyba już wystarczy. Muszę koniecznie sięgnąć po coś nowego, co by nie być taką monotonna w tym temacie.

Pozdrawiam