Pokazywanie postów oznaczonych etykietą AA Oceanic. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą AA Oceanic. Pokaż wszystkie posty

5 lutego 2014

Zakupy...

Cześć. 
Ponownie zrobiłam sobie przerwę w blogowaniu... Co tu dużo mówić, życie pędzi, czas ucieka. Zanim się człowiek otrząśnie, to już mija kilka dni, zanim zbierze- kolejne dni umykają. I tak się po czasie orientuję, że już miesiąc nie było posta... Mam nadzieję, że moje zabieganie zostanie mi wybaczone. 

Prawda jest taka, że nawet jeśli nie bloguję, to zakupy robię (która z nas nie robi:)), zatem pokazuję. 



Bielenda, CC Cream, peeling drobnoziarnisty Eveline z serii Argan Oil oraz maseczki Ziai. To moje ostatnie łupy, z Rossmanna oczywiście. Krem i peeling są obecnie w promocyjnej cenie, więc postanowiłam spróbować.


Kremu Bielendy jestem szalenie ciekawa, to coś w rodzaju bazy pd makijaż  w kolorze zielonym. Mam nadzieję, że dobrze poradzi sobie z  zaczerwienieniami.


Olej arganowy ze Starej Mydlarni i odżywka Eveline. O uniwersalności tego oleju wspominać nie muszę, ja stosuję głównie do włosów (swoją drogą muszę się chyba w najbliższym poście pochwalić włosami, bo całkiem sporo urosły).


Żel do twarzy AA z serii nawilżającej ( przypadła mi ta seria do gustu) oraz krem do rąk. 


Korektor Bell, swoją drogą całkiem przyjemnie się zapowiada oraz drobiazgi z Inglota: maskara wydłużająca, cień w kolorze delikatnego fioletu, cudowny zresztą oraz czarne puszki do pudru. 


Ten cień (nr 487) jest w stałej sprzedaży, a ja dostrzegłam go dopiero niedawno. Jest subtelny, ale charakterystyczny i wspaniale się komponuje z odcieniami różu i brązu. To mój faworyt, odkąd kupiłam  codziennie po niego sięgam. Wrzuciłam go do mojej palety z kolorami, których używam najczęściej. Jak widać, miejsca w niej niewiele.


Udało mi się także kupić kilka innych drobiazgów, ale nie wiem, czy zamęczać Was zupełnie niekosmetycznymi zakupami.  Jak na razie chyba wystarczy, nie można przecież  przesadzać.

Pozdrawiam i życzę miłego wieczoru.

Dorota

3 stycznia 2014

Relaksujące masło do ciała *AA sensitiv*

Nie było w zeszłym miesiącu ulubieńców, gdybym jednak taki post stworzyła, to masło AA znalazłoby się na pierwszym miejscu listy z ukochanymi kosmetykami grudnia!


Relaksujące masło do ciała
kokos
nature spa
Oceanic


Pojemność: 200 ml
Cena: 52,31 zł (klik)


Skład:


Informacja na opakowaniu:


Relaksujące masło do ciała używałam jednocześnie z Łagodzącym żelem do mycia ciała. Taka dawka kokosowego zapachu jest dla mnie bardzo relaksująca i cały ten proces był dla mnie faktycznie namiastką zabiegu spa, który mogłam sobie sama zafundować w domowym zaciszu. Mocny peeling, potem łagodzący żel, a na koniec to masło! Mówię Wam, marzenie!!!

Masło ma zadziwiającą konsystencję, bo w opakowaniu i podczas nabierania przypomina piankę (kokosową i bardzo apetyczną), natomiast zaraz po nałożeniu na ciało i rozsmarowaniu ujawnia się prawdziwe masło, gęste, treściwe i bardzo odżywcze. Nietrudno je jednak wetrzeć w skórę, nie pozostawia też tłustej warstwy, choć czuję przez jakiś czas delikatną ochronną otoczkę. Poczucie wygładzenia, głębokiego nawilżenia utrzymuje bardzo długo, dla mnie wystarczy nim się posmarować raz na dwa-trzy dni, by poziom nawilżenia mojego ciała był odpowiedni. Tak więc jest to dla mnie kosmetyk bardzo ekonomiczny i nie udało mi się go jeszcze zużyć do końca (żel już się  skończył:( Nie lubię tego, że jak się ma serię produktów do ciała z jednej linii zapachowej, to żel zawsze kończy się szybciej niż balsam lub masło).

Zapach jest fenomenalny, naturalny kokos bez słodkiej  otoczki- zdecydowanie w mojej ulubionej gamie zapachów. Utrzymuje się dość długo na skórze, ale nie jest przy tym męczący, bez wątpienia mogłabym używac takich perfum!


To masło to dla mnie strzał w dziesiątkę, używam go z ogromnym zadowoleniem. Odpowiada mi jego zapach i konsystencja oraz sposób działania. Niestety muszę się poskarżyć na cenę, bo jest wysoka, ale moim zdaniem odzwierciedla jakość kosmetyku.

Pozdrawiam,

Dorota

Łagodzący żel do mycia ciała *AA sensitiv*

Dziś o żelu absolutnie idealnym!

Łagodzący żel do mycia ciała
kokos
nature spa
Oceanic


Pojemność: 200 ml
Cena: 31,23 zł (klik)



Informacja na opakowaniu:
Skład:

Żel zachwycił mnie już od pierwszego "powąchania", a dlaczego? Przede wszystkim jest to kokos, a ten zapach ubóstwiam, poza tym on rzeczywiście ma zapach owocu kokosu. Nie jest przesłodzony, ulepszony, to odzwierciedlenie naturalnego zapachu. Zazwyczaj w kosmetykach spotykam zapach kokosowy w słodkiej otoczce, tutaj takiego dodatku nie ma. Bez dwóch zdań jest to dla mnie aromat idealny i zarazem bardzo uniwersalny, mogłabym go używać dosłownie cały rok!

Kosmetyk przeznaczony jest dla skóry wrażliwej, skłonnej do alergii i choć moja skóra nie jest taka, to jestem przekonana, że będzie idealny dla "wrażliwców". Używała go przez jakiś czas i moja czteroletnia córka (także bardzo polubiła ten zapach), której skóra jest znacznie bardziej wymagająca. Żel absolutnie nie podrażnia, a myje przy tym świetnie. Nie powoduje ściągnięcia czy napięcia skóry, jest delikatny. Dla mnie to idealne połączenie fantastycznego zapachu, delikatnego oczyszczania i komfortowego uczucia na skórze po prysznicu.

Używany w rozsądnych ilościach potrafi być całkiem wydajny, ale nie zaprzeczę, że bardzo kusi wylewanie większej ilości, by uzyskać mocniejszą pianę. Pojemność jest standardowa, a opakowanie bardzo praktyczne i mocne. Tubka z żelem dodatkowo zapakowana jest w kartonowe pudełko, na którym to widnieją wszelkie informacje o kosmetyku.

Jednoznacznie stwierdzam ( co dość rzadko mi się zdarza), że absolutnie zgadam się z każdym elementem opisu na opakowaniu.


Przy wszystkich tych zaletach muszę jednak wspomnieć o jednej wadzie- w moim odczuciu jest on jednak dość drogi. Dostałam go do testów i wiem, że pewnie sama nie zdecydowałabym się na zakup. Niemniej jednak jest to fantastyczny produkt i z cała pewnością "będzie za mną chodził" przez długi czas, jeśli uda mi się go poszukać w atrakcyjnej cenie, to skusze się  z pewnością.


Pozdrawiam,

Dorota

1 stycznia 2014

Balsam do ciała pod prysznic *AA Oceanic*

I mamy Nowy Rok! Mam nadzieję, że sylwestrowa zabawa Wam się udała i mimo dzisiejszego lenistwa tak samo jak ja macie mnóstwo zapału, by uczynić ten rok lepszym niż poprzedni. Ja głęboko wierzę w to, że sami mamy wpływ na to, co się w życiu wydarzy i jak się pewne ważne i ważniejsze dla nas rzeczy potoczą, dlatego bierzemy sprawy w swoje ręce i działamy, życząc sobie przy tym wytrwałości i odwagi. 

Żeby ciekawie rozpocząć styczniowe recenzowanie, dziś notka o Balsamie pod prysznic AA Oceanic, który to pokazałam w grudniowych nowościach i spora cześć czytelników była nim żywo zainteresowana. 



Pojemność: 400 ml
Cena: ok. 16 złotych

Informacja na opakowaniu i skład:


Kosmetyk jest szalenie ciekawy, bo bardzo ułatwia i niesamowicie przyspiesza etap nawilżania ciała. Nakładamy go na umytą i jeszcze wilgotna skórę, po chwili spłukujemy- ot, wszystko! Nie ukrywam, że bardzo mi się podoba taki sposób dbania o ciało, lubię rozwiązania, które pozwalają zaoszczędzić czas, dając przy tym dobre efekty.

Balsam ma bardzo delikatny zapach, lekko kwiatowy, ale przede wszystkim taki kremowo-balsamowy, subtelnie ciepły. Konsystencję ma typową dla balsamu, nie ma tu nic zaskakującego. Nakłada się go bardzo łatwo, podczas rozcierania owa kremowość zanika i balsam przyjemnie wchłania się w wilgotną  skórę. Butla ma 400 ml, więc zapewniam, że kosmetyk jest bardzo wydajny i na długo wystarczy.



Stopień nawilżenia trudno jest jednoznacznie określić, bo nie jest to balsam, który na skórze pozostaje, więc efekt będzie zależny od tego, jak długo będziemy go wcierać. Ja nie potrzebuję dużego nawilżenia, więc chwilę po rozprowadzeniu go spłukuję i to mi w zupełności wystarcza. Przy skórze bardzo suchej należałoby dłużej go "potrzymać", a nie wiem, czy komuś chciałoby się stać pod prysznicem dłużej niż 3-4 minuty? Tak więc przy stosowaniu  "na szybko" ogromnego nawilżenia nie oczekujcie, choć oczywiście efekt odprężenia i ukojenia suchej skóry na pewno jest. 

Z moich obserwacji wynika także, że balsam może się dobrze spisać jako kremowy produkt do golenia przy użyciu maszynki. Niejednokrotnie polecamy sobie niezużytą odżywkę do włosów jako kosmetyk do depilacji, ten balsam działa identycznie. Świetnie włosy zmiękcza i rewelacyjnie chroni skórę przed podrażnieniami, używam go w tej roli równie często jak balsamu nawilżającego pod prysznic. Jeśli macie problemy z podrażnioną skórą po depilacji, to polecam skorzystać  z tej metody, sprawdza się rewelacyjnie na delikatnej skórze.


Balsam AA jest dla mnie swego rodzaju eksperymentem, a jak to z tego typu nowościami bywa, nie jest idealny. Z pewnością nie daje on głębokiego odżywienia (jak to na opakowaniu jest napisane), nawilżenia głębokiego też się nie spodziewajcie. Jest to jednak przyjemny balsam, który zastosowany po kąpieli skórę odpręża i sprawia, że nie jest napięta i sucha, a zrelaksowana i milsza w dotyku.

Wiem, że AA proponuje jeszcze dwie wersje: Jedwabiste wygładzenie i Intensywne nawilżenie. Myślę, ze nie różnią się od siebie znacznie, ale chętnie je wypróbuję, tak w ramach porównania.

Pozdrawiam,

Dorota

19 listopada 2013

Nowości...

Witam serdecznie.
Natknęłam się przedwczoraj na nową serię kosmetyków marki Biały Jeleń i oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie wybrała czegoś dla siebie. Seria nazywa się PREbiotic i dedykowana jest skórze wrażliwej, podrażnionej i zmęczonej; dla mnie zapowiada się bardzo interesująco.

Cena była trochę wysoka ( 14 złotych), ale opakowanie wygląda bardzo praktycznie, poza tym pomyślałam, że będzie to kosmetyk świetny do porannej pielęgnacji.

Dostałam także kilka kosmetyków marki Oceanic.


* Micelarny płyn do demakijażu twarzy i oczu;
* Krem rozjaśniający cienie pod oczami;


* Relaksujące masło do ciała;


* Łagodzący żel do mycia ciała;


* Balsam do ciała pod prysznic. 

Najbardziej ciekawi mnie Balsam pod prysznic z olejem arganowym. Stosuje się go na umyte, jeszcze wilgotne ciało, potem należy go spłukać. Szybko, łatwo i mam nadzieję, że skutecznie. O kokosowym maśle i żelu nawet nie wspomnę, kocham zapach kokosowy i będę się nim rozkoszować w zimowe wieczory. 


Może i Wam udało się ostatnio trafić na ciekawe nowinki kosmetyczne? Koniecznie napiszcie, co to takiego. 


Pozdrawiam,

Dorota


6 listopada 2013

Ujędrniający balsam do ciała od AA Oceanic...

Witam. 
Nie wiem jak Wy, ale ja o ciało dbam najmniej. Szczególnie ostatnio, kiedy jestem zabiegana i mam bardzo mało czasu dla siebie, pielęgnowanie ciała pomijałam prawie zupełnie. Mam jednak jeden balsam, który musiałam zużyć; kupiłam go latem i wtedy też miał być  "wykończony", posłużył mi jednak jeszcze we wrześniu i październiku. 

Ujędrniający balsam do ciała
skóra potrzebująca ujędrnienia
AA Oceanic 



Pojemność: 250 ml
Cena: ok. 12 zł


Informacja na opakowaniu i skład:



Balsam jest absolutnie bezzapachowy, uważam to za duży plus i między innymi dlatego się na niego zdecydowałam. Opakowanie wyposażone jest w pompkę, to znacznie ułatwia aplikację. Konsystencja jest lekka, balsam szybko się wchłania i bardzo dobrze rozprowadza na skórze. Zatem pod względem użyteczności jest to kosmetyk bardzo dobry, bardzo wygodny i łatwy w użyciu. 

Działanie natomiast określiłabym raczej jako przeciętne. Nawilżenie nie jest zachwycające, jest w porządku, ale osoby ze skórą bardzo suchą będą czuły niedosyt. Mnie taki poziom nawilżenie zupełnie  wystarcza, bo nie mam problemów z przesuszającą się skórą na ciele. Po aplikacji skóra faktycznie delikatnie się wygładza i staje się aksamitna, natomiast jest to efekt chwilowy, który szybko zanika. Na dłuższą metę też nie zaobserwowałam ujędrnienia, ale nie używałam go na tyle regularnie, by móc w tej kwestii absolutnie skrytykować.


Balsam jest w porządku. Dużo lepiej jednak sprawdza się w  lecie, to za sprawą delikatnej konsystencji i szybkiego wnikania w skórę. Teraz, kiedy zima zbliża się wielkimi krokami, muszę się zaopatrzyć w coś bardziej treściwego i odżywczego.

Może znacie jakieś przyjemnie pachnące masełka do ciała ? Chyba mam ochotę na ciepły, jesienno-zimowy zapach.

Pozdrawiam.

Dorota

7 października 2013

Starter matujący pod makijaż, AA Oceanic

Witam,
jestem ostatnio bardzo wymagająca wobec kosmetyków do makijażu i tych pod makijaż nakładanych. Kiedyś zmywałam make up już po kilku godzinach, teraz musi on wytrwać na mojej twarzy ponad dwanaście godzin, w związku z czym chcę, aby jak najdłużej wyglądał dobrze. Starter matujący wypatrzyłam w wakacje (można nawet było taki wylosować na moim wakacyjnym rozdaniu) i od tego czasu stosuje prawie bezustannie.

Starter matujący pod makijaż
równowaga- matowienie
AA Oceanic



Pojemność: 50 ml
Cena: ok. 16 złotych


Skład:

Już chciałam napisać, że to krem, ale to niewłaściwe określenie. Zdecydowanie lepiej pasuje tu słowo baza, bo odczucia podczas nakładania i efekty działania ( z jednym wyjątkiem)  są niemal identyczne jak po zastosowaniu bazy pod makijaż.

Konsystencja jest lekka (beztłuszczowa- tak określa ją producent), produkt fantastycznie się rozprowadza i faktycznie błyskawicznie się wchłania. Nakłada się ją jak klasyczną bazę silikonową; skóra po aplikacji tego kosmetyku automatycznie się wygładza, a pory stają się mniej widoczne. Podkład (każdy) świetnie się na ten starter nakłada, twarz zaraz po wykonaniu makijażu wygląda bardzo dobrze.


Starter matujący oprócz tego, że jest świetną bazą pod makijaż, powinien także redukować świecenie się skóry, nawilżać i zmniejszać podrażnienia oraz zaczerwienienia skóry. Niestety nie jest idealny pod każdym tym względem, ale i tak ma ode mnie dobrą czwórkę, bo spisuje się bardzo porządnie. 

Najważniejsze jest to, że skóry nie wysusza. Bazy silikonowe jednak tak na moją cerę działają, a ta zupełnie nie daje takiego efektu. Nie powiem, że nawilża i łagodzi, ale też nie powoduje absolutnie żadnego dyskomfortu, nie pozostawia skóry wysuszonej i ściągniętej, nie sprawia także, że twarz zupełnie nie oddycha. Pod tym względem bardzo mi odpowiada, bo wygładza i pomaga równomiernie rozłożyć podkład, ale nie tworzy maski, która nie pozwala skórze swobodnie oddychać. To świetne dla cery tłustej, taki balans jest mojej cerze bardzo potrzebny.

Po drugie, nie zapycha porów- moich oczywiście. Stosuję ją prawie codziennie od połowy wakacji i nie zaobserwowałam wzmożonego wysypu grudek, zaskórników czy wyprysków. Pod tym względem moja cera wygląda dokładnie tak samo od kilku dobrych miesięcy.

I rzecz ostatnia, czyli redukcja świecenia się. Tutaj niestety nie jest idealnie, bo owy mat na twarzy nie utrzymuje się wybitnie długo.  Po dwóch, trzech godzinach niestety się świecę, ale tak naprawdę zawsze po takim czasie od nałożenia makijażu moja skóra zaczyna się błyszczeć, więc nie jestem jakoś szczególnie zaskoczona ani rozczarowana. Przyzwyczaiłam się już do tego, po prostu muszę zawsze mieć przy sobie bibułki matujące:))). Poza świeceniem się, podkład trzyma się na twarzy bardzo długo i to ogromie mnie cieszy.


Zasadniczo jestem ze Startera matującego zadowolona. Jak już wspomniałam, nie jest to ideał, ale spokojnie mogę powiedzieć, że jest to kosmetyk dobry. Powoduje wygładzenie skóry, zapewnia łatwość aplikacji podkładu i przedłuża trwałość makijażu- tego w chwili obecnej potrzeba mi najbardziej.

Pozdrawiam.


Dorota




13 września 2013

Ulubione w lipcu i sierpniu

Witam serdecznie po dłuższej przewie. 

Mamy już wrzesień, a ja jeszcze nie podsumowałam wakacji, więc nieco "po terminie" chciałabym zaprezentować te kosmetyki,  z których byłam najbardziej zadowolona w lipcu i sierpniu. 

Po pierwsze, makijaż. Krem 5w1 Bielendy był trafionym zakupem, świetnie sprawdził się na upały. Krycie ma znikome, ale ładnie wyrównuje koloryt twarzy i co najważniejsze, nie powoduje nadmiernego przetłuszczania się mojej już i tak tłustej cery. Pozostawia ładne, matowe wykończenie, dobrze się aplikuje, ma odpowiedni kolor.

Natomiast Starter matujący pod makijaż stanowił dla mnie bazę pod makijaż i to dzięki niemu twarz nie świeciła mi się nadmiernie. Ten kosmetyk jest bardzo dobry, ale nie traktuje go jako element pielęgnacji, tylko makijażu, bo to nic innego jak po prostu silikonowa baza pod makijaż.


Cały makijaż zawsze utrwalam pudrem, ostatnio u mnie w użyciu fantastyczny puder SSS od Inglota. Puder jest drogi jak na taką pojemność, ale zdecydowanie warto go spróbować. Mat na twarzy gwarantowany, a i trwałość całkiem porządna. Bardzo, ale to bardzo lubię ten puder i ubolewam bardzo, że już się kończy.


Po drugie, ciało. Latem wybieram balsamy, bo są lżejsze od maseł czy olejków. Z przyjemnością ostatnio sięgam po AA Body Care Program, bo daje mi wszystko to, czego od tego typu kosmetyku oczekuję. Nawilżenie jest dobre, zapach delikatny, aplikacja bezproblemowa, a wchłanianie wręcz błyskawiczne- po prostu ideał.



Najbardziej jednak zachwycona jestem oliwkowym szamponem do włosów Ziai. Miałam inne szampony tej marki, ale po oliwkowy jeszcze nie sięgałam- to był zdecydowanie błąd. Szampon, oprócz oczyszczania włosów, bardzo je zmiękcza i zupełnie nie powoduje splątania- to idealne rozwiązanie dla zniszczonych włosów, które się przetłuszczają. Próbowałam myć włosy odżywką i nie powiem, to świetna sprawa, ale jednak mycie szamponem jest bardziej dla mnie; tak więc raczej pozostanę przy tej metodzie oczyszczania włosów. 

Jeśli już mowa o serii oliwkowej, to nieustannie używam Naturalnego płynu do higieny intymnej. To taki normalny żel, stosuję go także jako mydło pod prysznic, a najbardziej lubię jego zapach. Oliwkową serię Ziai zatem uznaje za mój hit tego lata.


Po trzecie, maseczki. Nie raz już pisałam o tym duecie i pewnie jeszcze nie raz napiszę. Bawełna Bielendy nawilża skórę twarzy najlepiej na świecie! Krok 2 to maseczka, bardziej skondensowana wersja kremu z Bawełną, który też szalenie lubię. Raz na jaki czas sięgam więc po ten zestaw, żeby bardziej cerę nawilżyć i ukoić; fantastyczna rzecz po plażowaniu, kiedy to skóra zmęczona jest słońcem i opalaniem. 


W temacie kosmetycznym to tyle, jeśli natomiast chodzi o inne przyjemności, to muszę tu wspomnieć o mrożonej kawie. Uwielbiam kawę, a latem prym wiedzie wersja mrożona!!!!!! Nie ma bardziej orzeźwiającego napoju na ciepłe dni!!!! Przepis na najprostszą i najpyszniejszą kawkę znajdziecie tu:)))


Mam nadzieję, że jesień będziemy mieć równie piękną jak lato.

Pozdrawiam.


Dorota

6 sierpnia 2013

Nowości....

Witam serdecznie.

To, że bardzo rzadko publikuje posty na blogu nie oznacza, że zamarło też moje "kosmetyczne życie"; karuzela zużyć i zakupów kręci się nadal! W przeciągu kilku ostatnich tygodni wpadły do mojej kosmetyczki rzeczy, które są zdecydowanie godne uwagi, dlatego zdecydowałam się Wam je zaprezentować.



Do pielęgnacji skóry wokół oczu stosuję teraz krem z AA Oceanic, oczywiście wersja 30+. Pod makijaż nakładam Starter matujący, zastąpiłam nim krem matujący z FlosLeku. Ze starteru jestem szalenie zadowolona, fantastycznie sprawdza się w ciepłe dni.


Pielęgnację włosów wzbogaciłam o Serum regenerujące do końcówek oraz Kompres nawilżająco- regenerujący. Bardzo lubię serie Z Apteczki Babuni, a tych kosmetyków jeszcze nie próbowałam.


Zmieniłam też sposób mycia włosów, teraz używam do tego celu Odżywki Z pokrzywą i zieloną herbatą; mam nadzieję, że to nieco polepszy kondycje moich bardzo suchych włosów. 

Skusiłam się też na Dwufazowy zmywacz do paznokci z Delii, może i moje skórki będą mniej suche. 


 To także dla mnie absolutne nowości, nigdy wcześniej nie używałam niczego podobnego.
Płyn micelarny + peeling do demakijażu to dobre rozwiązanie dla wiecznie zabieganych. Kurację dermatologiczną z witaminą C z Ziai miałam na oku już dawno temu, czytałam kilka pochlebnych opinii o całej tej serii, także musiałam kupić.


Ponownie sięgnęłam po Kolagenowe płatki ŚwitPharmy, bardzo je polubiłam. LipTint z Bell dostałam w Biedronce, bardzo przyjemna i całkiem trwała pomadka, choć potrafi odrobinę usta wysuszyć.


Jeśli znacie któryś z tych kosmetyków, to koniecznie napiszcie, jak się u Was sprawdziły. 

A jeśli macie ochotę wypróbować Starter matujący z lub Starter nawilżający z AA Oceanic, to zapraszam na moje  rozdanie.



Pozdrawiam.


Dorota

7 listopada 2012

Nowe maseczki AA...

Witam serdecznie.
Maseczki lubię, a te w saszetkach szczególnie. Jest to droższe rozwiązanie, ale dzięki niem można wypróbować nową maseczkę bez potrzeby zakupu pełnowymiarowego opakowania. A wiadomo, masek jest wiele, ja zawsze mam ochotę na coś nowego. 

Maseczki AA są opatrzone adnotacją NOWOŚĆ, skusiły mnie więc od razu. Pokażę Wam, które uważam za godne uwagi, a które nie za bardzo mnie zachwyciły.


Pojemność każdej maski to 10 ml i wystarczają one na jedna aplikację. Za saszetkę płacimy 2,69.


Maseczka aktywnie oczyszczająca
biała glinka i tlenek cynku

Ta maseczka jest całkiem przyjemna. Przyzwoicie oczyszcza i odświeża skórę, ładnie wygładza. Już po pierwszym użyciu nieco rozjaśniła twarz. 

Kremowy peeling regenerujący
drobinki pestek wiśni i witamina E

To nie maseczka, wiem. Postanowiłam tu jednak ten peeling wrzucić, bo to ta sama rodzina saszetek. Bardzo przyjemny, średnio mocny peeling. Skutecznie złuszcza, wygładza. Dobrze przygotowuje skórę na maseczkę. Ten peeling plus maseczka oczyszczającą i efekt na twarzy bardzo dobry.

Maseczka zwężająca pory
ekstrakt z róży i polisacharydy

Ta maseczka nieco rozczarowuje, bo radykalnego zwężenia porów raczej nie ma; ja nazwałabym ją raczej maską oczyszczającą. Wygładza i oczyszcza, nie zwęża porów i nie reguluje wydzielania sebum. Kupiłam jeszcze dwie saszetki i użyłam wczoraj i przedwczoraj, zwężenia porów jak nie było, tak nie ma.


Maseczka przeciwzmarszczkowo- odbudowująca
ekstrakt z mikroalg i biopeptydy

Tej maseczki nie nazwałabym w ogóle maską, tylko zwykłym kremem nawilżającym. Ma wprawdzie nieco bogatszą konsystencje, ale na twarzy nie robi nic, oprócz nawilżenia oczywiście. Ma też coś, czego nie znoszę, nawet po zmyciu pozostawia tłustawy film, przez co mam wrażenia, że skóra nie oddycha; na ciele toleruję taki efekt, na twarzy NIGDY!

Jak Wam się podobają maski AA? Macie na którąś ochotę?

Pozdrawiam.
Dorota