Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Inglot. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Inglot. Pokaż wszystkie posty

30 maja 2013

Ulubione w maju...

I maj się kończy, w związku z tym pora na kilka ulubionych kosmetyków. 



 * Podkład matujący Under20, 110 sandy matt. Bardzo lekki i naturalny podkład dla tłustej cery. Podoba mi się w nim to, że nawet po kilku godzinach wygląda na twarzy bardzo ładnie, mimo iż matu nie trzyma aż tak długo. Ładnie pachnie, ma bardzo praktyczne opakowanie i jest w dobrej cenie. 


* Konturówka w żelu, nr 90, Inglot.  To wspaniały liner i żałuje, że tak późno po niego sięgnęłam. Trzyma się na oku znakomicie, ma fantastyczny kolor i wbrew pozorom jest całkiem łatwy w obsłudze.

 * Ujędrniający peeling myjący, Lirene. Nie ściera bardzo mocno, ale przyjemnie masuje, odświeża i pobudza skórę; takie dwa w jednym dla leniuchów. 

 * Dwufazowy płyn do demakijażu oczu, FlosLek. Świetny do zmywania linera w żelu od Inglota zarówno z oka, jak i  z pędzelka. Jest delikatny i skuteczny, nie podrażnia i rozprawia się  z makijażem w ekspresowym tempie.

* Krem do rąk i paznokci, Bielenda, Happy End. Dawno nie byłam aż tak zadowolona z kremu do rąk! Ma specyficzny zapach, ale działa fenomenalnie.

I tyle. W maju też pozwoliłam sobie na małe szaleństwo zakupowe, tak więc czerwiec musi być pod tym względem nieco skromniejszy.

Pozdrawiam.

Dorota

26 maja 2013

Róż do policzków nr 82, Inglot

Witam.
Czasem mam wrażenie, że cały czas kupuję róże  w tym samym kolorze; klasyczny różowy lub nieco przybrudzony odcień różowości. Co począć, w takich kolorach czuję stanowczo najlepiej.


Róż do policzków nr 82
Freedom System
Inglot


Wkład kosztuje 18 złotych i wystarcza na bardzo długo.


Numer 82 to mocno przybrudzony róż o lekko satynowym wykończeniu. Po mocnym roztarciu jest bardzo jasny (dużo jaśniejszy niż we wkładzie) i jeszcze bardziej różowy.


Róż jest bardzo miękki, przez co mocno się osypuje. Zresztą widać na zdjęciach, jak pędzel robi w nim dziurki, jak cała paleta przyprószona jest różowym proszkiem. Z jednej strony to plus, bo taka konsystencja sprawia, że kosmetyk idealnie się aplikuje, wspaniale rozciera i nie robi absolutnie żadnych plam. Dziś moja cera jest mocno wysuszona, a róż na tak kiepskiej bazie idealnie się rozprowadził i tych suchych skórek mocno nie podkreślił. Aczkolwiek może to też być wadą, bo kto lubi taki bałagan i nieestetyczny wygląd palety?


Na ten kolor mogą sobie pozwolić i osoby o bardzo jasnej karnacji, ale i ciemniejsze cery będą w nim się pięknie prezentować. Zdecydowanie lepszy jest on dla chłodniejszych typów urody. 


Trwałość na policzku określiłabym jako średnią, nałożony na puder matujący trzyma się trzy, może cztery godziny. Dlatego aplikuję go bezpośrednio na podkład,  a pudrując twarz omijam pliczki; wtedy mam spokój praktycznie na cały dzień i nie tracę tego delikatnego efektu satynowego rozświetlenia, który mi absolutnie wystarcza, nie potrzebuję już dokładać rozświetlacza. 
 
Wydaje mi się, że róże Inglota mają dość specyficzne kolory, zdecydowana większość odcieni jest lekko szarawa, taka właśnie przybrudzona. Mnie taka kolorystyka odpowiada, ale wydaje mi się, że nie każdy jest w stanie sobie dobrać róż w Inglocie, właśnie ze względu na tę szarą nutę w prawie całej kolekcji. Czy Wy tez tak myślicie? Jak Wam się podoba kolorystyka róży tej marki?

Pozdrawiam.

Dorota


14 maja 2013

Pomadka do ust, nr 418, Inglot

Słodki, cukierkowy róż.... na ustach. 


Pomadka do ust
nr 418
Inglot



Cena: 21 zł


Kolor jest taki słodki, że aż mdli; nie każdy w takich barwach gustuje. Ja bardzo lubię różowe szminki, bo dobrze współgrają z moim typem urody.


Jeśli by jednak nie zwracać uwagi na kolor, to sama pomadka jest raczej kiepska. Ma suchą i tępą konsystencję, czuć to już podczas nakładania. Podkreśla każdą suchą skórkę lub nierówność ust, nałożona nawet na balsam nawilżający nie prezentuje się idealnie. Trwa na ustach całkiem długo, ale potwornie je wysusza i jest niekomfortowa  w noszeniu. Znośnie wygląda tylko po peelingu, przy ustach mocno nawilżonych (czasem zdarza mi się takie mieć). Ja, jeśli decyduje się na nią, to trzymam balsam  w torebce i aplikuję co jakiś czas, żeby nie doprowadzić do przesuszenia.


Kolor śliczny, wykończenie matowe- to zdecydowanie na plus. Jakość jednak pozostawia wiele do życzenia, jest z nią dużo zabawy; raczej nie skuszę się na inne kolory z tej serii. Szkoda, bo gama kolorystyczna jest bardzo ciekawa.

Pozdrawiam.


Dorota

29 kwietnia 2013

Tag- moja metamorfoza...


Witajcie,
z okazji poniedziałkowego "nic nie chcenia" makijaż, który ukazuje moją małą przemianę. 
Grey w tym oto poście (klik)zachęcała do udziału w zabawie, więc i ja się przyłączę, bo co jak co, ale w moim przypadku makijaż wiele zmienia. Zresztą, zobaczcie same.
Tag zatytułowany jest :"Moja metamorfoza". 

Zasady:
- stworzenie kobiecego makijażu, w którym czujecie się najlepiej oraz dodanie zdjęcia "przed", czyli bez makijażu ;
- dodanie baneru do notki oraz poinformowanie o zasadach, osobie, która Was otagowała oraz o założycielu tagu;
- otagowanie kilku osób ;
- dodatkowo możecie pod założycielską notką wklejać Wasze metamorfozy, które ukażą się w podsumowaniu tagu.
 
Tag zapoczątkowała weak-point. 
 

Mój "przemieniający" mnie makijaż prezentuje się tak:


I zdjęcie przed i po. 



Kosmetyki, których użyłam:
*podkład DERMIKA, Revisage, nr 01;
*puder bambusowy;
*korektor Bell, Perfect Cover;
*kulki brązujące, Mariza;
*róż Inglot nr 68 AMC;
*baza pod cienie Hean;
*tusz Wibo,
*kredka do oczu brązowa, Eveline;
*Cienie Inglot, nr 312, nr 351, nr 68, nr 117R, Integra nr 44;
*błyszczyk Vipera. 







 
I jak? Makijaż jednak sporo zmienia. 

Jeśli macie ochotę, to pokażcie i swoją przemianę.  Bardzo podoba mi się pomysł i uważam, że pokazanie się bez makijażu wcale nie jest czymś niewykonalnym.

Pozdrawiam.

Dorota

27 kwietnia 2013

Sobota w Inglocie....

Witam,
skusiłam się dziś na kilka drobiazgów w Inglocie. 



Udało mi się nareszcie upolować cień o numerze 397, koniecznie chciałam kwadratowy, bo mam już tylko miejsce w małej palecie, tak więc uzupełniam ją kwadratami, wyglądają estetyczniej.  Przy okazji wzięłam kolor brzoskwiniowy, delikatny i matowy, będzie boski do ciepłych, dziennych makijaży.
Do palety będę jeszcze mogła włożyć dwa kwadratowe cienie, mam nadzieję szybko ją zapełnić:)


Szukałam też linera w kolorze brązowym, chciałam Essence, ale nigdzie nie mogłam trafić na taki kolor (czy inne kolory linerów Essenece są w ogóle dostępne? Widziałam tylko szare i czarne. Pewnie orientujecie się bardziej ode mnie, dajcie znać, czy trafiają się ciekawe kolory). Linera z Inglota jeszcze nie miałam, więc kupiłam ten o numerze 90, bardzo ciemny, czekoladowy brąz. Jest wodoodporny i ponoć trzyma się na oku rewelacyjnie, sprawdzi się więc idealnie na lato. Postanowiłam też spróbować z cienkim pędzelkiem, do tej pory używałam skośnego, pora nauczyć się robić kreskę takim.



Miłego weekendu życzę, nawet jeśli nie będzie trwał 7 dni.

Pozdrawiam.

Dorota.

12 kwietnia 2013

Róż z brązem...

Piątkowy makijaż....


Delikatny dzienniaczek z błyskiem.  Dokleiłam po trzy kępki sztucznych rzęs, niby niewiele, ale dla mnie różnica jest, naturalnie mam krótkie i liche rzęsy. 



Na oku mam dwa cienie Inglota: 402 pearl i 109 AMC Shine. Trochę błysku na dzień nie zaszkodzi, szczególnie przy opadającej powiece, błysk bowiem ładnie wydobywa oko.


Co sądzicie o taki połączeniu kolorów? Lubicie perłowe cienie na dzień? Ja w takim makijażu czuję się bardzo dobrze, a róż w połączeniu z brązem według mnie zawsze wygląda efektownie, dziewczęco i świeżo.

*************************

Wczoraj przywędrowała do mnie paczka od Eveline Cosmetics.  Zabieram się więc za:
* Błyskawiczny lifting SOS na "kurze łapki", który wygładza wszystkie rodzaje zmarszczek wokół oczu. 
* Oczyszczający płyn micelarny do cery tłustej i mieszanej. 
*Termoaktywne serum do ciała.
*Drobnoziarnisty peeling do twarzy 3w1.


Pozdrawiam i życzę udanego piątkowego popołudnia.

Dorota

10 kwietnia 2013

Ostatnio ulubione...

Witam.
Kilka drobiazgów kosmetycznych, którymi się w ostatnim czasie delektuję:)



* Perfect Cover, Maskujący korektor w płynie, Bell. 
Kupiony w Biedronce za kilka złotych, bardzo dobrze się sprawuje na mojej twarzy i na skórze wokół oczu.  To kolejny korektor Bell, który bardzo polubiłam. 

 * Puder brązująco- rozświetlający, złocisty beż nr 2, Mariza. 
Jak widać po zużyciu, puder przypadł mi do gustu. Świetny kolor, lubię go używać do delikatnych makijaży dziennych.

 * Paleta cieni kolorowych marki Inglot i Kobo.
Co tu dużo mówić, piękne kolory, dobre cienie (choć Kobo zdecydowanie mocniej się osypują niż Ingloty), fantastyczne do makijażowych szaleństw i nie tylko.

* Cień do powiek Inglot, Rainbow nr 122.
Żółte i brązowe barwy w bardzo ciepłym odcieniu, zgodnie z zasadami zupełne nie dla mojego typu urody. Ale co tam, podoba mi się ta kombinacja i już!

* Maseczki Ziai: nawilżająca, oczyszczająca i regenerująca.
To dla mnie ogromne zaskoczenie, próbowała kiedyś już tych masek i nie za bardzo przypadły mi do gustu. Postanowiłam jednak dać im jeszcze jedna szansę i okazało się, że wcale nie są takie złe. Nie jest to cud w saszetce, ale po zużyciu kilku sztuk efekty są widoczne i co najważniejsze- są bardzo tanie. 

Ot, tyle...

Pozdrawiam.

Dorota

17 marca 2013

Kolorowe cienie...

Marzę o wiośnie (zresztą, kto jej nie wyczekuje?)...
Z utęsknieniem więc czekam na bardziej przychylną pogodę i nastrajam się kolorowymi cieniami. W Naturze ( w której rzadko bywam), kupiłam kilka kolorowych cieni Kobo; obecnie trwa promocja, wkład kosztuje 6,99. Uzupełniłam moją paletę kolorowych cieni i mogę się już cieszyć wiosennymi barwami na powiekach. 
 









 Moim zdecydowanym faworytem jest Rosy Coral, pięknie wygląda na powiece! 


Wszystkie kółka umieściłam w palecie Inglota, nic tylko łączyć kolory w szalone wariacje. 


Cienie Kobo są bardzo dobre, dają mocny kolor i na bazie są dość  trwałe. Jeśli macie na nie ochotę, to teraz jest dobra okazja, by je wypróbować.

Pozdrawiam.

Dorota

14 marca 2013

Fiolet...

Lubie fiolety, we wszystkich odcieniach, ale na oku bywają one bardzo zdradliwe. Moim patentem jest połączenie tego koloru z czarną kreską, oko jest podkreślone i nie wygląda niezdrowo.





Makijaż jest delikatny, ale podkreślający; taki bardzo w moim stylu, bo nie lubię nadto przedobrzać w dzienniaku. 

A Wy lubicie fiolety?

Pozdrawiam.

Dorota

8 marca 2013

Bibułki matujace na trzy sposby

Witam.
Bibułki matujące to fantastyczny wynalazek. Dla mnie, osoby z tłustą cerą, jest to rzecz niezbędna. W chwili obecnie mam bibułki Wibo i Inglota, chciałabym Wam pokazać, jak i kiedy ich używam.


Bibułki Inglota, zwane chusteczkami matującymi (opakowanie zawiera 50 sztuk) są dość drogie, kosztują około 20 złotych. Jeśli się wyda w Inglocie 30 złotych, to można je zakupić za 10 złotych (szalona promocja, nic tylko koszystać:/) .Wykonane są z przedziwnego materiały, bardzo elastycznego, podatnego na odkształcenia. Świetnie się je do twarzy przykłada, fantastycznie zbierają sebum. Jedna bibułka powinna wystarczyć na całą twarz.


Bibułki Wibo ( opakowanie zawiera 40 sztuk, kosztują około 5 złotych) wykonane są po prostu z papieru, który trochę mi przypomina papier śniadaniowy, ten śliski i błyszczący Te bibułki to dla mnie taka cieńsza wersja papieru do kanapek. Jedna sztuka zdecydowanie nie wystarczy do zmatowienia całej twarzy.


Tak wyglądają z połowie "zużyte" bibułki. Widać dobrze, że te z Inglota zbierają sebum głęboko z porów, tworzą się na nich takie tłuste kropeczki (dlatego wydaje mi się, że są bardziej skuteczne) . Te od Wibo po prostu robią się bardziej przezroczyste, także doskonale widać, jak tłusta była cera. 

Inglot

Wibo  

I rzecz zasadnicza- jak ja bibułek używam?

Po pierwsze, matuję nimi twarz wtedy, gdy się spieszę, a krem niedostatecznie się wchłonął. Czasem tak się dzieje, że nawilżające kosmetyki tworzą na buzi tłusty film i trudno mi się na to nakłada podkład, dlatego ściągam nadmiar bibułką i już jest lepiej. Poza tym zauważyłam, że po takim wstępnym zmatowieniu skóry ona się jednak wolniej przetłuszcza i dłużej mogę się cieszyć matowym wyglądem. Do tego kroku używam bibułek Wibo.




Po drugie, ściągam nadmiar pudru lub podkładu zaraz po wykonaniu makijażu. Oj mam ciężką rękę, szczególnie do pudru i bardzo często zaraz po pomalowaniu się widzę, że nie wygląda to dobrze. Wtedy też wyciągam chusteczkę matującą i zdejmuje nią lekko nadmiar kosmetyków. Zdarza się też, że nie podoba mi się błyszczące wykończenie podkładu i zanim nałożę puder, to matuję skórę. Do tego kroku wykorzystuję zazwyczaj bibułki Wibo.


Po trzecie, do zmatowienia skóry w ciągu dnia.  To chyba oczywisty i niewymagający wyjaśniania krok. Każdy w ten właśnie sposób bibułki wykorzystuje. Do tego celu najbardziej lubię chusteczki Inglota, są bardzo skuteczne i w ogóle nie naruszają makijażu .


Co myślicie o takich sposobach używania bibułek? A może dzięki nim zużyjecie bibułki, które wydają się Wam bezużyteczne i zalegają w kosmetyczce?

Pozdrawiam. 

Dorota