Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lirene. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lirene. Pokaż wszystkie posty

26 listopada 2013

Kosmetyki , które warto kupić ponownie....

Witam serdecznie. 
Od dłuższego czasu mam pomysł na serię postów zatytułowanych: "Kosmetyki, które warto kupić ponownie". Każda z nas zna takie kosmetyki, które są świetne, które można kupić zawsze wtedy, gdy brak na drogeryjnej półce ciekawych nowości albo gdy borykamy się  z określonym problemem i wiemy, że ten właśnie kosmetyk pomoże. Ja sama często sięgam po te same rzeczy do pielęgnacji, czasem bowiem nie mam ochoty na eksperymenty i korzystam ze sprawdzonych produktów. Szkoda o nich nie wspomnieć ponownie na blogu, jak coś jest dobre i się sprawdza, warto to raz jeszcze podkreślić. 


Zacznę od serii Bielendy Bawełna. Właściwie wszystkie elementy tej serii uwielbiam ( nie próbowałam tylko kremowej emulsji do mycia twarzy) i każdą sztukę kupiłam kilka razy, ale dziś wspomnę o dwóch: 

* pierwszy to  dwufazowy płyn do demakijażu oczu;


* drugim jest masło do ciała. 


 Płyn dwufazowy jest bardzo delikatny, ale skutecznie zmywa makijaż oczu. Nie podrażnia, nie powoduje pieczenia czy szczypania. Dla mnie produkt wręcz idealny. Masło do ciała jest dla mnie kosmetykiem uniwersalnym, bo używam go i do nawilżania ciała, i do włosów. Myślę, że to drugie zastosowanie jest bardziej interesujące i może zaciekawić te z Was, które borykają się z przesuszoną skórą głowy. Ja nakładam ten produkt jak maskę przed myciem , obfitą ilość wmasowuję we włosy i skórę głowy; trzymam pod czepkiem do godziny. Efekt nawilżenia murowany!


W kategorii żeli do mycia twarzy zdecydowanie nie raz sięgałam po Herbal Garden z Evy Natury, bo świetnie myje, nie wysusza i fantastycznie pachnie.


Bardzo cenię też żel z Lirene (nawilżająco- odświeżający). Nie jestem w stanie zliczyć ilości zużytych opakowań, żel świetnie mi służy na co dzień, jest delikatny i skuteczny. Dobrze się go używa w duecie z jakąś gąbką lub myjką do twarzy, bo nie pieni się aż tak mocno.


Na koniec zostawiłam dwa toniki Ziai. Myślę, że nie tylko ja często po nie sięgam, te kosmetyki maja bowiem wiele zwolenniczek. Tutaj główną zaletą jest przede wszystkim cena, dostępność i dobre działanie. Nie nazwałabym ich "tonikowymi mercedesami ", ale są całkiem w porządku i nie zrujnują budżetu.



Jestem pewna, że część z tych kosmetyków znacie, ciekawa jestem Waszej opinii na ich temat. 

Pozdrawiam,

Dorota





14 października 2013

Zakupy...

Korzystając z dnia wolnego i całkiem przyjemnej pogody, wybrałam się na małe zakupy. Trzeba uzupełnić braki w kosmetyczce i rozejrzeć się, co w trawie piszczy (tej kosmetycznej oczywiście).



Tonik i peeling, bo się skończyły. Dawno nie miałam toniku Herbal Garden i zapomniałam już, jak bardzo go lubię. Peelingu Soraya miałam już więcej nie kupować, ale nie mogę znaleźć godnego następcy. 


Płyn dwufazowy, tradycyjnie Bielendy. To niewątpliwie moje ulubione płyny dwufazowe, ostatnio była Bawełna, tym razem padło na Avocado.  Zmieniło się trochę opakowanie tych płynów, wylew też jest mniejszy, jestem pewna, że będzie dużo wygodniej się nim posługiwać. I kolejny "pewniak", czyli krem Bielendy z serii Bawełna. Zaczynam znowu jesienno-zimowe złuszczanie, dlatego dobry i przede wszystkim sprawdzony krem nawilżający to podstawa.


Krem do rąk w bardzo małym pakowaniu o pojemności 50 mililitrów, który będę nosić w torebce.  Lakier LADYCODE kupiłam w Biedronce, jest to wyrób Bell.


Nie jestem przekonana do lakierów piaskowych, które cieszą się od jakiegoś czasu ogromną popularnością.  Postanowiłam jednak wypróbować i przekonać się "na własnych paznokciach" czy efekt będzie mi odpowiadał.


I maseczki, jak zwykle zresztą; zawsze z zakupów wracam a jakimiś maseczkami.  Wybrałam saszetki Bielendy peeling enzymatyczny + maseczka kojąca (mój ukochany duet, który fenomenalnie radzi sobie z suchymi skórkami) oraz maskę oczyszczającą Ziai.


 Kupiłam też dwie maseczki Perfecty: koktajlową i serum intensywnie regenerujące z witaminą C. 


Jak widzicie, postawiłam głównie na pewniaki, czyli kosmetyki, które znam i lubię, które już sprawdziłam i wiem, że dobrze mi posłużą.

Pozdrawiam.


Dorota

7 czerwca 2013

Aktywnie wygładzający krem pod oczy, Lirene

Witam.
Pisałam Wam już, że opanowała mnie mania dbania o okolice wokół oczu. Tak sobie myślę, że to z powodu zbliżających się urodzin, latka lecą, a moje zmarszczki stają coraz to bardziej widoczne, tak mi się przynajmniej wydaje. Więc nacieram skórę pod oczami kremami, maseczkami, nakładam płatki, nawet eksperymentowałam już  z Retinem; ciągle w nadziei, że problem się nie powiększy. Nigdy wcześniej bym siebie nie podejrzewała o takie "paranoiczne" podejście do dbania o urodę, myślałam jednak, że nieco "zdrowiej" do tego podchodzę. W każdym bądź razie od dawna już staram się stosować kremy przeznaczone dla kobiet w okolicach 30., dlatego też pewnego pięknego dnia zakupiłam krem Lirene.

Aktywnie wygładzający krem pod oczy
Folacyna+, proTelomer
30+
na dzień i na noc



Pojemność: 15 ml
Cena: ok. 13 zł

Skład:

Krem ma za zadanie niwelować pierwsze zmarszczki i opóźniać proces powstawania nowych, widocznie zwiększać elastyczność oraz intensywnie i głęboko nawilżać.  W efekcie powinnam mieć: wygładzone pierwsze zmarszczki wokół oczu, skórę sprężystą i doskonale nawilżoną. Tyle w kwestii obietnic i zapewnień co do działania.

W mojej opinii nie jest niestety tak różowo i gładko. Krem nie wygładził moich pierwszych  zmarszczek, drugich i trzecich zresztą też. Nie poczułam także zwiększonej elastyczności, żadnego napięcia skóry, a mam  w tej kwestii porównanie, bo stosowałam też ostatnio Błyskawiczny lifting SOS od Eveline i ten preparat skórę napinał, krem Lirene absolutnie nie daje mi takiego działania. Co do nawilżenia, to mogę się zgodzić, rzeczywiście całkiem dobrze nawilża, natomiast nie na zawsze, więc nie jestem pewna, czy to oby takie głębokie nawilżenie.

Krem jest bardzo lekki i szybko się wchłania, tak więc całkiem dobrze sprawdza się pod makijaż. Korektory się na nim nie wałkują, baza pod cienie także, bo ja lubię aplikować także odrobinę kremu na powieki. Jest to kosmetyk wydajny, całkiem długi czas go używałam. Zasadniczo mogę go uznać za delikatny, bo absolutnie nie podrażnił okolic wokół oczu, ale jeśli choć odrobina dostała się do oka, to już było gorzej- łzawienie na całego gwarantowane. Myślę więc, że trzeba go używać z rozwagą.

Początkowo dawał mi nadzieję na dobry efekt, potem jednak zorientowałam się, że lekkie nawilżenie to wszystko, co może mi ten krem zagwarantować, spektakularnych efektów wygładzenia raczej nie będzie. 


Obecnie stosuję krem pod oczy Bielendy (kupiony w Rossmannie na przecenie).  Ponownie mam nadzieję na dobry efekt, zobaczymy, co  z tego wyjdzie?

Pozdrawiam.

Dorota

30 maja 2013

Ulubione w maju...

I maj się kończy, w związku z tym pora na kilka ulubionych kosmetyków. 



 * Podkład matujący Under20, 110 sandy matt. Bardzo lekki i naturalny podkład dla tłustej cery. Podoba mi się w nim to, że nawet po kilku godzinach wygląda na twarzy bardzo ładnie, mimo iż matu nie trzyma aż tak długo. Ładnie pachnie, ma bardzo praktyczne opakowanie i jest w dobrej cenie. 


* Konturówka w żelu, nr 90, Inglot.  To wspaniały liner i żałuje, że tak późno po niego sięgnęłam. Trzyma się na oku znakomicie, ma fantastyczny kolor i wbrew pozorom jest całkiem łatwy w obsłudze.

 * Ujędrniający peeling myjący, Lirene. Nie ściera bardzo mocno, ale przyjemnie masuje, odświeża i pobudza skórę; takie dwa w jednym dla leniuchów. 

 * Dwufazowy płyn do demakijażu oczu, FlosLek. Świetny do zmywania linera w żelu od Inglota zarówno z oka, jak i  z pędzelka. Jest delikatny i skuteczny, nie podrażnia i rozprawia się  z makijażem w ekspresowym tempie.

* Krem do rąk i paznokci, Bielenda, Happy End. Dawno nie byłam aż tak zadowolona z kremu do rąk! Ma specyficzny zapach, ale działa fenomenalnie.

I tyle. W maju też pozwoliłam sobie na małe szaleństwo zakupowe, tak więc czerwiec musi być pod tym względem nieco skromniejszy.

Pozdrawiam.

Dorota

28 maja 2013

Od Lirene...

Witam.
Każda z nas ma takie kosmetyki, które są dobre, ale nie rewalcyjne, których przyjemnie się używa, ale zachwytów przy tym nie wywołują.  Warto o nich wspomnieć, ale cała recenzja takiego kosmetyku to strata czasu, zarówno mojego, jak i Waszego. Dlatego "wpakowałam" trzy takie "zwyklaczki" w jedną notkę i beż większego owijania w bawełnę "wyłożę kawę na ławę (swoją drogą, ja dziś już jestem po kawie, al przy takiej pogodzie to pewnie skuszę się na jeszcze jedną). Wszystkie, tak się złożyło, są od Lirene.


Tonik nawilżająco- oczyszczający


 Informacja na opakowaniu:
 Skład:

Kupiłam go ze względu na ekstrakt  z ogórka w składzie (choć nie zwróciłam uwagi, na którym jest miejscu:() . Liczyłam na efekt odświeżenia, ale on nie do końca tak na mnie działa. Rzeczywiście, jest bardzo delikatny i przyjemny w użyciu, minimalnie odświeża i nawilża. Przede wszystkim nie powoduje ściągnięcia skóry, powiedziałabym nawet, że ją relaksuje. Bardzo dobrze spisuje się po wszelkich peelingach, bo odrobinę koi. Spełnia dobrze zadanie tonizowania, a to po to przecież sięgam po tonik. W moim odczuciu najlepszy będzie dla cery tłustej i mieszanej, także normalnej.


Żele pod prysznic
kusząca gruszka, rajski granat


Informacje na opakowaniu, składy:

Żele wyglądają bardzo intrygująco, kuszą "kuszącą gruszką" i "rajskim granatem". Nie powiem, zużyłam do końca oba i polubiłam, choć nie sądzę, by podbiły one serca wymagających osób. Zapachy są przyjemne, ale mało intensywne i takie bardzo przypominające inne zapachy Lirene. Tak to już jest, że niektóre firmy mają specyficzne nuty zapachowe, które wyczuwa się w rożnych produktach marki; gdybym przelała je do innych butelek i dała Wam powąchać, to jestem pewna, że większość odgadłaby producenta; trochę to schematyczne, ale  z drugiej strony buduje wizerunek marki, bo konsument kupując te kosmetyki wie, czego się może mniej więcej spodziewać. 
Bardzo komfortowo się ich używa, mają odpowiednią konsystencję, świetnie się pienią i są całkiem wydajne. Do codziennego użytku nadają się jak najbardziej, bo nie wysuszają skóry, mojej oczywiście.


Kosmetyki Lirene to dla mnie taki stały punk, zawsze mam coś tej firmy w łazience. 

Mam nadzieję, że polubicie  taka forma minimalistycznej prezentacji kosmetyków. 

Pozdrawiam,

Dorota.

19 lutego 2013

City Matt *Lirene*

Ten fluid w mojej kosmetyczce znalazł się całkiem niedawno, kupiłam go z nadzieją, że pomoże mi utrzymać w ryzach moja tłustą cerę.

City Matt
fluid matująco- wygładzający
*Lirene*



Pojemność: 30 ml
Cena: ok. 17 zł

Zgodnie z opisem na opakowaniu podkład matuje i wygładza skórę. Zawiera też witaminę C i E, poprawia koloryt skóry i dezaktywuje wolne rodniki. W ofercie dostępnych jest pięć kolorów, ja mam nr 204 (naturalny), który jest zdecydowanie za ciemny i za pomarańczowy. Szczerze żałuję, że nie poszukałam odcienia najjaśniejszego (103), byłby zdecydowanie lepszy dla mnie. Świetnie za to pasuje do sztucznej opalenizny, jest idealny wtedy, gdy sięgam po mus samoopalający Lirene.


Opakowanie  z pompką jest bardzo praktyczne i higieniczne, łatwo odpowiednią ilość wycisnąć. Zapach zupełnie mi nie odpowiada, jest bardzo perfumowany, sztuczny i mocno podrażnia mój nos; na szczęście szybko się ulatnia. Sama aplikacja jest bezproblemowa, lubię go nakładać pędzlem Hakuro H50S, świetne się rozciera i stapia ze skórą.

Krycie, jak dla mnie oczywiście, jest bardzo dobre. Kolor skóry staje się jednolity, bardziej widoczne zaczerwienienia i blizny przykryte. Całość wygląda naprawdę porządnie i co najważniejsze, nie mam wrażenia ciężkości. Nawet bez pudrowania wygląda ładnie, daje bowiem matowe wykończenie, a to jest dla mnie coś fantastycznego.

Jest też stosunkowo trwały, właściwie to potrafi utrzymać się na twarzy cały dzień. City Mat plus puder bambusowy i mam matową cerę nawet przez pięć do sześciu godzin- to dobry wynik. Niestety nie mogę go używać na co dzień, bo na dłuższą metę powoduje zapychanie porów i pojawianie się grudek podskórnych. Bardzo żałuję, bo chciałabym takim efektem cieszyć się cały czas, a mogę korzystać z tej dobroci tylko sporadycznie.




Podkład jest całkiem przyzwoity, choć niepozbawiony wad, a do takich kosmetyków należy zawsze podchodzić z rozwagą.  

Pozdrawiam.

Dorota

3 lutego 2013

Żel + oliwka pod prysznic *Lirene*

Witam.
Przez jakiś czas odpoczywałam od żeli Lirene, ale zatęskniłam za nimi i ponownie sięgnęłam po sprawdzoną serię z oliwką.

żel + oliwka pod prysznic
oliwka z mango
*Lirene*


Pojemność: 250 ml
Cena: ok. 8 zł

Informacja na opakowaniu:


 Skład:


Bardzo lubię ten zapach, jest świeży i pobudzający. W tego typu kosmetykach aromat jest dla mnie istotny, musi mi się po prostu podobać. Właściwości myjące żelu są dobre, komfort używania wysoki i w zasadzie większość obietnic producenta zostało spełnionych. Nie zgodzę się tylko z jedną rzeczą- on nie nawilża skóry. Wprawdzie nie wysusza, ale też nie daje poczucia bardzo mocno nawilżonego ciała. Zupełnie mi to nie przeszkadza, bo ja po żelach nie spodziewam się takiego działania, ale warto o tym wspomnieć.

Cóż więcej mogłabym na jego temat dodać, chyba tylko to, że dobrze się pieni, ma odpowiednią konsystencję i jest całkiem wydajny.  Żele Lirene są stałym punktem w mojej pielęgnacji ciała i nie sadzę, by to się zmieniło.


Bardzo cenię sobie kosmetyki Lirene, jest to dla mnie marka, którą darzę ogromnym zaufaniem. 

Pozdrawiam.

Dorota

16 stycznia 2013

Żel do mycia twarzy *Lirene*

Marka Lirene to jedna z moich ulubionych, bardzo rzadko zdarza się, że te kosmetyki mnie zawodzą. Jeśli potrzebuję na szybko coś kupić i kręcę się po drogerii, to zazwyczaj sięgam po  Lirene. Ceny są przystępne, wybór duży, jakość bardzo dobra- z pewnością jest to marka godna zaufania.

Żel do mycia twarzy
delikatnie kremowy
wyciąg z owocu noni, gliceryna
*Lirene*


Pojemność: 150 ml
Cena: ok. 13 zł

Informacja na opakowaniu:


Skład:

Żel nie jest może odpowiedni do mojego typu skóry, ale i tak uważam, że świetnie się u mnie sprawdził. Nie zawsze kieruje się tym, do jakiego rodzaju cery żel jest przeznaczony, zwracam raczej uwagę na to, czego akurat mi trzeba i wedle tego kupuję w danym momencie.

Zapach jest bardzo kremowy, trochę ciężkawy, ewidentnie perfumowany; nie jest to jednak nieprzyjemne. Podczas używania dość mocno się pieni, tak więc należy do wydajnych i faktycznie, starcza na długo. Skuteczność określiłabym jako średnią, bo pełnego makijażu nie zmywa, ale z pozostałościami po demakijażu płynem radzi sobie znakomicie.

Najważniejsze jest jednak dla mnie to, że żelem można umyć także oczy bez obawy o podrażnienia (jest delikatny, tak więc i do tego się nadaje). Skóry nie wysusza, nie powoduje niemiłego ściągnięcia; odświeża i odrobinę zmiękcza naskórek. Świetnie się sprawdza głównie na zimę (nie wiem dlaczego, ale zimą jakoś przyjemniej jest myć twarz kremowym żelem), stosowałam go zarówno rano, jak i wieczorem. Używałam go także jako bazy do peelingu bambusowego, dzięki jego kremowej konsystencji drobinki ładnie się skóry trzymały i były jakby delikatniejsze.

Żel zdecydowanie mogę polecić, nie tylko posiadaczki skóry suchej i wrażliwiej będą miały z niego pożytek, cery tłuste i mieszane także go polubią. 

Ciekawi mnie, czy Wy także darzycie zaufaniem Lirene?

Pozdrawiam.

Dorota


15 stycznia 2013

Gotowa na ..kurację tretynoiną

Witam.
Ponad trzy tygodnie temu zaczęłam używać kremu z tretynoiną, należąca do leków z grupy retynoidów. Oczywiście cała kuracja za zgodą dermatologa, do którego przynajmniej raz w roku się wybieram. Nie pozwalam sobie na to, by moja cera była  w stanie krytycznym, staram się dbać o nią jak najlepiej, żeby ponownie nie walczyć z trądzikiem; oprócz zatem odpowiedniej pielęgnacji, korzystam także z porad dermatologa. 

Krem ten powoduje ogromne wysuszenie skóry, łuszczenie się, zaczerwienienie i nadwrażliwość na silnie działające kosmetyki. Dla mnie to oczywiście coś nowego, nazwałabym to miła odmianą od ciągle tłustej i mało odpornej na wszystko skóry. Dlatego też i moja pielęgnacja wygląda teraz inaczej, przejściowo bowiem moja cera wymaga zupełnie innego traktowania.

Zdecydowanie najbardziej pomaga mi ostatnio Dermogal, kapsułki z witaminą A+E.

Wszystkie opinie o tym, że nieładnie pachną, są moim zdaniem mocno przesadzone; zapach jest absolutnie do zniesienia. Używam ich dwa lub trzy razy w tygodniu, kiedy widzę, że moja skóra jest ekstremalnie wysuszona. 

Peelingi i krem, bez tego ani rusz. Złuszczanie i nawilżanie to podstawa nie tylko w "szczególnej" pielęgnacji. 

* TOŁPA, dermo face hydrativ, nawilżający krem odprężający na dzień, SPF 15. 
Jest to bogaty krem, ale świetnie nadaje się pod podkład. Skutecznie nawilża i łagodzi podrażnienia. 

* LIRENE, peeling drobnoziarnisty. 
Używam go w zasadzie cały czas, wychwalałam go już wiele razy. Dla mnie jest niezastąpiony.

* LIRENE, peeling enzymatyczny. 
Bardzo skuteczny i bardzo delikatny, odświeża i wygładza. 

Czasem korzystam też z bardziej natłuszczającego kremu, obecnie mam Bawełnę Bielendy. Ten spisuje się bardzo dobrze, można go stosować zarówno na dzień, jak i na noc.


Dobrym rozwiązaniem na okres innej pielęgnacji są także saszetki, nie trzeba kupować dużego opakowania jeśli się wie, że to tylko chwilowa potrzeba.

*PERFECTA, peeling drobnoziarnisty.
Lubię go prawie tak samo jak ten z Lirene.

*BIELENDA, Bawełna, peeling enzymatyczny+ maseczka kojąca.
Peeling skutecznie usuwa skórki, a maseczka nawilża. Bardzo dobry duet. 


Aby jeszcze bardziej pomóc wysuszonej cerze, sięgam po maski. Moje ulubione ostatnio to  maski Tołpy:

*maska-opatrunek wzmacniająco- łagodząca na twarz, szyje i dekolt;
* maska- peeling hydroenzymatyczny na twarz, szyje i dekolt;
* maska- kompres nawilżająco- odprężająca na twarz, szyję i pod oczy.


Wszystkie działają świetnie, szczególnie zadowolona jest z maski- peelingu hydroenzymatycznego. 

Myślę, że osoby ze skórą suchą i wrażliwą także mogą zaczerpnąć nieco inspiracji kosmetykowych z tego posta. Ja zazwyczaj pokazuję  to, co przeznaczone jest do skóry tłustej, bo z taką się borykam na co dzień. 

Jeśli możecie coś jeszcze polecić, to koniecznie piszcie w komentarzach; może rozszerzę swoja pielęgnacje o inne elementy.

Pozdrawiam.

Dorota


16 grudnia 2012

Pianka myjaca do twarzy i oczu *Lirene*

Zaintrygowała mnie ta pianka, jak tylko dostrzegłam ją  w drogerii, od razu zapragnęłam wypróbować. Oczywiście miałam pewne wątpliwości, ale czymże jest drobna niepewność wobec ciekawości nowego kosmetyku.

Design Your Style 20+
pianka myjąca do twarzy i oczu
olejek bawełniany, wyciąg ze słonecznika, gliceryna
*Lirene*


Pojemność: 150 ml
Cena: ok. 14 zł

Informacja na opakowaniu:



Skład:

Przed użyciem należy wstrząsnąć pojemnikiem i wycisnąć odrobinę. Tu zalecam ostrożność, bo naprawdę niewiele wystarczy by twarz umyć, a  z opakowania wydobywa się spora ilość.


Mycie twarzy kosmetykiem w takiej formie to dziwne uczucie, pianka zawsze kojarzy mi się z czymś do golenia, tu służy do oczyszczania. Spieniać jej na twarzy nie trzeba, bo ona już jest "puszysta", tak więc należy tylko delikatnie rozprowadzić i wmasować w skórę. Ma całkiem zbitą konsystencje, nie spływa z twarzy.

Zapach ma subtelny, bardzo przyjemny. Nie podrażnia cery i oczu, jest wyjątkowo delikatna. Ta delikatność dotyczy też skuteczności, mam wrażenie, że nie oczyszcza skóry tak dobrze, jak bym sobie tego życzyła. Zmywa, ale lepiej wcześniej wykonać demakijaż, to znacznie podnosi skuteczność oczyszczania. Często wyręczam się żelem do mycia podczas demakijażu, tak jest szybciej i łatwiej. Z tą pianką jednak taka strategia oczyszczania się nie sprawdza, dlatego używam jej już tylko rano.

Pianka zdecydowanie nie wysusza i nie podrażnia, nie ściąga też skóry. Nawilżenia nie daje, ale też nie sądzę, by się ktoś tego spodziewał po piance myjącej.

Trudno powiedzieć, ile jej jeszcze w opakowaniu zastało. Jest nieziemsko wydajna, mam ja od ładnych paru miesięcy i końca nie widać, ale na jak długo wystarczy nie wiem. Myślę, że jeśli wziąć pod uwagę stosunek ceny do wydajności, to jest rewelacyjnie.

Tego typu produkt myjący stanowi miłą odmianę od żeli czy mleczek. Zdecydowanie bardziej sprawdza się do porannej pielęgnacji, do wieczornego oczyszczania potrzeba mi skutecznego żelu lub płynu micelarnego.

Myślę, że skuszę się jeszcze na piankę myjącą, ale następnym razem wypróbuję Marion.

Pozdrawiam.

Dorota