Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lirene DermoProgram. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lirene DermoProgram. Pokaż wszystkie posty

7 czerwca 2013

Aktywnie wygładzający krem pod oczy, Lirene

Witam.
Pisałam Wam już, że opanowała mnie mania dbania o okolice wokół oczu. Tak sobie myślę, że to z powodu zbliżających się urodzin, latka lecą, a moje zmarszczki stają coraz to bardziej widoczne, tak mi się przynajmniej wydaje. Więc nacieram skórę pod oczami kremami, maseczkami, nakładam płatki, nawet eksperymentowałam już  z Retinem; ciągle w nadziei, że problem się nie powiększy. Nigdy wcześniej bym siebie nie podejrzewała o takie "paranoiczne" podejście do dbania o urodę, myślałam jednak, że nieco "zdrowiej" do tego podchodzę. W każdym bądź razie od dawna już staram się stosować kremy przeznaczone dla kobiet w okolicach 30., dlatego też pewnego pięknego dnia zakupiłam krem Lirene.

Aktywnie wygładzający krem pod oczy
Folacyna+, proTelomer
30+
na dzień i na noc



Pojemność: 15 ml
Cena: ok. 13 zł

Skład:

Krem ma za zadanie niwelować pierwsze zmarszczki i opóźniać proces powstawania nowych, widocznie zwiększać elastyczność oraz intensywnie i głęboko nawilżać.  W efekcie powinnam mieć: wygładzone pierwsze zmarszczki wokół oczu, skórę sprężystą i doskonale nawilżoną. Tyle w kwestii obietnic i zapewnień co do działania.

W mojej opinii nie jest niestety tak różowo i gładko. Krem nie wygładził moich pierwszych  zmarszczek, drugich i trzecich zresztą też. Nie poczułam także zwiększonej elastyczności, żadnego napięcia skóry, a mam  w tej kwestii porównanie, bo stosowałam też ostatnio Błyskawiczny lifting SOS od Eveline i ten preparat skórę napinał, krem Lirene absolutnie nie daje mi takiego działania. Co do nawilżenia, to mogę się zgodzić, rzeczywiście całkiem dobrze nawilża, natomiast nie na zawsze, więc nie jestem pewna, czy to oby takie głębokie nawilżenie.

Krem jest bardzo lekki i szybko się wchłania, tak więc całkiem dobrze sprawdza się pod makijaż. Korektory się na nim nie wałkują, baza pod cienie także, bo ja lubię aplikować także odrobinę kremu na powieki. Jest to kosmetyk wydajny, całkiem długi czas go używałam. Zasadniczo mogę go uznać za delikatny, bo absolutnie nie podrażnił okolic wokół oczu, ale jeśli choć odrobina dostała się do oka, to już było gorzej- łzawienie na całego gwarantowane. Myślę więc, że trzeba go używać z rozwagą.

Początkowo dawał mi nadzieję na dobry efekt, potem jednak zorientowałam się, że lekkie nawilżenie to wszystko, co może mi ten krem zagwarantować, spektakularnych efektów wygładzenia raczej nie będzie. 


Obecnie stosuję krem pod oczy Bielendy (kupiony w Rossmannie na przecenie).  Ponownie mam nadzieję na dobry efekt, zobaczymy, co  z tego wyjdzie?

Pozdrawiam.

Dorota

28 maja 2013

Od Lirene...

Witam.
Każda z nas ma takie kosmetyki, które są dobre, ale nie rewalcyjne, których przyjemnie się używa, ale zachwytów przy tym nie wywołują.  Warto o nich wspomnieć, ale cała recenzja takiego kosmetyku to strata czasu, zarówno mojego, jak i Waszego. Dlatego "wpakowałam" trzy takie "zwyklaczki" w jedną notkę i beż większego owijania w bawełnę "wyłożę kawę na ławę (swoją drogą, ja dziś już jestem po kawie, al przy takiej pogodzie to pewnie skuszę się na jeszcze jedną). Wszystkie, tak się złożyło, są od Lirene.


Tonik nawilżająco- oczyszczający


 Informacja na opakowaniu:
 Skład:

Kupiłam go ze względu na ekstrakt  z ogórka w składzie (choć nie zwróciłam uwagi, na którym jest miejscu:() . Liczyłam na efekt odświeżenia, ale on nie do końca tak na mnie działa. Rzeczywiście, jest bardzo delikatny i przyjemny w użyciu, minimalnie odświeża i nawilża. Przede wszystkim nie powoduje ściągnięcia skóry, powiedziałabym nawet, że ją relaksuje. Bardzo dobrze spisuje się po wszelkich peelingach, bo odrobinę koi. Spełnia dobrze zadanie tonizowania, a to po to przecież sięgam po tonik. W moim odczuciu najlepszy będzie dla cery tłustej i mieszanej, także normalnej.


Żele pod prysznic
kusząca gruszka, rajski granat


Informacje na opakowaniu, składy:

Żele wyglądają bardzo intrygująco, kuszą "kuszącą gruszką" i "rajskim granatem". Nie powiem, zużyłam do końca oba i polubiłam, choć nie sądzę, by podbiły one serca wymagających osób. Zapachy są przyjemne, ale mało intensywne i takie bardzo przypominające inne zapachy Lirene. Tak to już jest, że niektóre firmy mają specyficzne nuty zapachowe, które wyczuwa się w rożnych produktach marki; gdybym przelała je do innych butelek i dała Wam powąchać, to jestem pewna, że większość odgadłaby producenta; trochę to schematyczne, ale  z drugiej strony buduje wizerunek marki, bo konsument kupując te kosmetyki wie, czego się może mniej więcej spodziewać. 
Bardzo komfortowo się ich używa, mają odpowiednią konsystencję, świetnie się pienią i są całkiem wydajne. Do codziennego użytku nadają się jak najbardziej, bo nie wysuszają skóry, mojej oczywiście.


Kosmetyki Lirene to dla mnie taki stały punk, zawsze mam coś tej firmy w łazience. 

Mam nadzieję, że polubicie  taka forma minimalistycznej prezentacji kosmetyków. 

Pozdrawiam,

Dorota.

19 lutego 2013

City Matt *Lirene*

Ten fluid w mojej kosmetyczce znalazł się całkiem niedawno, kupiłam go z nadzieją, że pomoże mi utrzymać w ryzach moja tłustą cerę.

City Matt
fluid matująco- wygładzający
*Lirene*



Pojemność: 30 ml
Cena: ok. 17 zł

Zgodnie z opisem na opakowaniu podkład matuje i wygładza skórę. Zawiera też witaminę C i E, poprawia koloryt skóry i dezaktywuje wolne rodniki. W ofercie dostępnych jest pięć kolorów, ja mam nr 204 (naturalny), który jest zdecydowanie za ciemny i za pomarańczowy. Szczerze żałuję, że nie poszukałam odcienia najjaśniejszego (103), byłby zdecydowanie lepszy dla mnie. Świetnie za to pasuje do sztucznej opalenizny, jest idealny wtedy, gdy sięgam po mus samoopalający Lirene.


Opakowanie  z pompką jest bardzo praktyczne i higieniczne, łatwo odpowiednią ilość wycisnąć. Zapach zupełnie mi nie odpowiada, jest bardzo perfumowany, sztuczny i mocno podrażnia mój nos; na szczęście szybko się ulatnia. Sama aplikacja jest bezproblemowa, lubię go nakładać pędzlem Hakuro H50S, świetne się rozciera i stapia ze skórą.

Krycie, jak dla mnie oczywiście, jest bardzo dobre. Kolor skóry staje się jednolity, bardziej widoczne zaczerwienienia i blizny przykryte. Całość wygląda naprawdę porządnie i co najważniejsze, nie mam wrażenia ciężkości. Nawet bez pudrowania wygląda ładnie, daje bowiem matowe wykończenie, a to jest dla mnie coś fantastycznego.

Jest też stosunkowo trwały, właściwie to potrafi utrzymać się na twarzy cały dzień. City Mat plus puder bambusowy i mam matową cerę nawet przez pięć do sześciu godzin- to dobry wynik. Niestety nie mogę go używać na co dzień, bo na dłuższą metę powoduje zapychanie porów i pojawianie się grudek podskórnych. Bardzo żałuję, bo chciałabym takim efektem cieszyć się cały czas, a mogę korzystać z tej dobroci tylko sporadycznie.




Podkład jest całkiem przyzwoity, choć niepozbawiony wad, a do takich kosmetyków należy zawsze podchodzić z rozwagą.  

Pozdrawiam.

Dorota

3 lutego 2013

Żel + oliwka pod prysznic *Lirene*

Witam.
Przez jakiś czas odpoczywałam od żeli Lirene, ale zatęskniłam za nimi i ponownie sięgnęłam po sprawdzoną serię z oliwką.

żel + oliwka pod prysznic
oliwka z mango
*Lirene*


Pojemność: 250 ml
Cena: ok. 8 zł

Informacja na opakowaniu:


 Skład:


Bardzo lubię ten zapach, jest świeży i pobudzający. W tego typu kosmetykach aromat jest dla mnie istotny, musi mi się po prostu podobać. Właściwości myjące żelu są dobre, komfort używania wysoki i w zasadzie większość obietnic producenta zostało spełnionych. Nie zgodzę się tylko z jedną rzeczą- on nie nawilża skóry. Wprawdzie nie wysusza, ale też nie daje poczucia bardzo mocno nawilżonego ciała. Zupełnie mi to nie przeszkadza, bo ja po żelach nie spodziewam się takiego działania, ale warto o tym wspomnieć.

Cóż więcej mogłabym na jego temat dodać, chyba tylko to, że dobrze się pieni, ma odpowiednią konsystencję i jest całkiem wydajny.  Żele Lirene są stałym punktem w mojej pielęgnacji ciała i nie sadzę, by to się zmieniło.


Bardzo cenię sobie kosmetyki Lirene, jest to dla mnie marka, którą darzę ogromnym zaufaniem. 

Pozdrawiam.

Dorota

16 stycznia 2013

Żel do mycia twarzy *Lirene*

Marka Lirene to jedna z moich ulubionych, bardzo rzadko zdarza się, że te kosmetyki mnie zawodzą. Jeśli potrzebuję na szybko coś kupić i kręcę się po drogerii, to zazwyczaj sięgam po  Lirene. Ceny są przystępne, wybór duży, jakość bardzo dobra- z pewnością jest to marka godna zaufania.

Żel do mycia twarzy
delikatnie kremowy
wyciąg z owocu noni, gliceryna
*Lirene*


Pojemność: 150 ml
Cena: ok. 13 zł

Informacja na opakowaniu:


Skład:

Żel nie jest może odpowiedni do mojego typu skóry, ale i tak uważam, że świetnie się u mnie sprawdził. Nie zawsze kieruje się tym, do jakiego rodzaju cery żel jest przeznaczony, zwracam raczej uwagę na to, czego akurat mi trzeba i wedle tego kupuję w danym momencie.

Zapach jest bardzo kremowy, trochę ciężkawy, ewidentnie perfumowany; nie jest to jednak nieprzyjemne. Podczas używania dość mocno się pieni, tak więc należy do wydajnych i faktycznie, starcza na długo. Skuteczność określiłabym jako średnią, bo pełnego makijażu nie zmywa, ale z pozostałościami po demakijażu płynem radzi sobie znakomicie.

Najważniejsze jest jednak dla mnie to, że żelem można umyć także oczy bez obawy o podrażnienia (jest delikatny, tak więc i do tego się nadaje). Skóry nie wysusza, nie powoduje niemiłego ściągnięcia; odświeża i odrobinę zmiękcza naskórek. Świetnie się sprawdza głównie na zimę (nie wiem dlaczego, ale zimą jakoś przyjemniej jest myć twarz kremowym żelem), stosowałam go zarówno rano, jak i wieczorem. Używałam go także jako bazy do peelingu bambusowego, dzięki jego kremowej konsystencji drobinki ładnie się skóry trzymały i były jakby delikatniejsze.

Żel zdecydowanie mogę polecić, nie tylko posiadaczki skóry suchej i wrażliwiej będą miały z niego pożytek, cery tłuste i mieszane także go polubią. 

Ciekawi mnie, czy Wy także darzycie zaufaniem Lirene?

Pozdrawiam.

Dorota


16 grudnia 2012

Pianka myjaca do twarzy i oczu *Lirene*

Zaintrygowała mnie ta pianka, jak tylko dostrzegłam ją  w drogerii, od razu zapragnęłam wypróbować. Oczywiście miałam pewne wątpliwości, ale czymże jest drobna niepewność wobec ciekawości nowego kosmetyku.

Design Your Style 20+
pianka myjąca do twarzy i oczu
olejek bawełniany, wyciąg ze słonecznika, gliceryna
*Lirene*


Pojemność: 150 ml
Cena: ok. 14 zł

Informacja na opakowaniu:



Skład:

Przed użyciem należy wstrząsnąć pojemnikiem i wycisnąć odrobinę. Tu zalecam ostrożność, bo naprawdę niewiele wystarczy by twarz umyć, a  z opakowania wydobywa się spora ilość.


Mycie twarzy kosmetykiem w takiej formie to dziwne uczucie, pianka zawsze kojarzy mi się z czymś do golenia, tu służy do oczyszczania. Spieniać jej na twarzy nie trzeba, bo ona już jest "puszysta", tak więc należy tylko delikatnie rozprowadzić i wmasować w skórę. Ma całkiem zbitą konsystencje, nie spływa z twarzy.

Zapach ma subtelny, bardzo przyjemny. Nie podrażnia cery i oczu, jest wyjątkowo delikatna. Ta delikatność dotyczy też skuteczności, mam wrażenie, że nie oczyszcza skóry tak dobrze, jak bym sobie tego życzyła. Zmywa, ale lepiej wcześniej wykonać demakijaż, to znacznie podnosi skuteczność oczyszczania. Często wyręczam się żelem do mycia podczas demakijażu, tak jest szybciej i łatwiej. Z tą pianką jednak taka strategia oczyszczania się nie sprawdza, dlatego używam jej już tylko rano.

Pianka zdecydowanie nie wysusza i nie podrażnia, nie ściąga też skóry. Nawilżenia nie daje, ale też nie sądzę, by się ktoś tego spodziewał po piance myjącej.

Trudno powiedzieć, ile jej jeszcze w opakowaniu zastało. Jest nieziemsko wydajna, mam ja od ładnych paru miesięcy i końca nie widać, ale na jak długo wystarczy nie wiem. Myślę, że jeśli wziąć pod uwagę stosunek ceny do wydajności, to jest rewelacyjnie.

Tego typu produkt myjący stanowi miłą odmianę od żeli czy mleczek. Zdecydowanie bardziej sprawdza się do porannej pielęgnacji, do wieczornego oczyszczania potrzeba mi skutecznego żelu lub płynu micelarnego.

Myślę, że skuszę się jeszcze na piankę myjącą, ale następnym razem wypróbuję Marion.

Pozdrawiam.

Dorota

30 listopada 2012

Tonik odświeżajaco- matujący *Lirene*

Bez toniku nie wyobrażam sobie pielęgnacji swojej twarzy; zazwyczaj sięgam po coś do skóry delikatnej, wrażliwe (mimo iż posiadam skórę tłustą), te matujące moim zdaniem są zbędne, bo rzadko są w stanie cokolwiek zdziałać. 

Tonik odświeżająco- matujący
cera mieszana i tłusta
*Lirene*


Pojemność: 200 ml
Cena: ok. 12 zł

Informacja na opakowaniu:

Skład:

Tonik przeznaczony jest do skóry tłustej i mieszanej. Ma odświeżać, zwężać pory, normować pracę gruczołów łojowych. Skusiłam się na niego ze względu na kwas salicylowy, który już od dawna w mojej pielęgnacji wiedzie prym. 

Jest to kosmetyk bardzo przyjemny, ma delikatny zapach. Spodziewałam się może odrobinę lepszego działania, ale i tak jestem zadowolona. Oczywiście on skóry nie matuje, porów też nie zwęża, ale przyjemnie odświeża i oczyszcza skórę (mam tu na myśli na przykład  resztki płynu micelarnego). Jest  łagodny dla skóry, nie odczułam żadnych nieprzyjemnych uczuć podczas używania. Stosowałam też na okolice wokół oczu, więc zdecydowanie mogę stwierdzić, że to delikatny kosmetyk. Skóra po przetarciu wacikiem jest gładka i miękka, nie napięta czy wysuszona. Tonik też nie pozastawia lepkiej warstwy.

Innych pozytywnych skutków gołym okiem na skórze nie zaobserwowałam. Moja cera ma się dobrze, ale to oczywiście nie jest zasługa jednego toniku, a kompleksowej pielęgnacji. Wierzę jednak w to, że takie pozornie nieważne kosmetyki używane regularnie dają w rezultacie dobry efekt.



Pozdrawiam.

Dorota

29 kwietnia 2012

Body anticellulite program *Lirene*

Lato tuż, tuż.... Pora zadbać o ciało i choć spróbować pozbyć się cellulitu. Ja zaczęłam z 

Lirene DermoProgram
Body Anticellulite Program


1. Balsam antycellulitowy- redukcja cellulitu i wygładzenie nierówności.
2. Żel antycellulitowy pod prysznic- uelastycznienie skóry, redukcja cellulitu.
3. Peeling- masaż myjący antycellulitowy- ujędrnienie skóry, wygładzenie nierówności.

Postanowiłam używać tych trzech kosmetyków jednocześnie, żeby zwiększyć ich ewentualne działanie. Naprzemiennie stosowałam żel z peelingiem, balsam codziennie- na miejsca strategiczne czyli brzuch, uda i pośladki, ale też na resztę ciała.


Cała ta seria pięknie pachnie pomarańczami, a to zdecydowanie zwiększa komfort używania. Opakowania są całkiem praktyczne. Jeśli chodzi o wydajność, to balsam zużywa się najwolniej, żel i peeling wystarczyły na trzy tygodnie używania.


Peeling jest dość ostry i może podrażniać , ale za to świetnie ściera, oczyszcza i przygotowuje  skórę na przyjecie balsamu. Nie używałam go codziennie, bo nie miałam takiej potrzeby, co drugi dzień zupełnie wystarczyło. I to on z całej tej serii spodobał mi się najbardziej, bo faktycznie ładnie wygładzał. Zdecydowanie jeszcze kiedyś go spróbuje. 

Żel pod prysznic natomiast nie wyróżnił się niczym specjalnym. Ot taki zwykły żel. Dobrze się pienił, ładnie pachniał. Ja lubię żele Lirene i zużyłam go z przyjemnością, ale nie jest to nic szczególnego, nie spodziewajcie się więc jakiegoś cudu.

Co do balsamu to mam mieszane uczucia. Jest dość rzadki i kiepsko się rozprowadza. Wchłania się długo i pozastawia na skórze delikatny film. Ale z drugiej strony dzięki temu, że trzeba się napracować przy jego wcieraniu wykonuje się masaż, który z pewnością dobrze działa na usuwanie cellulitu, a delikatny film sprawia, że długo odczuwa się nawilżenie i ochronę skóry. Tak więc trudno mi jednoznacznie stwierdzić, czy to wady, czy zalety tego balsamu. Z pewnością jednak nawilżenie jest bardzo dobre i wydaje mi się, że zadowoli nawet osoby z bardzo suchą skórą. Poza tym jego zapach utrzymuje się długo i to jest przyjemne, bo zapach jest przyjemny. 

I to, co najważniejsze... działanie antycellulitowe! Niestety czuję się lekko rozczarowana, bo myślałam, że będzie lepiej. Nie zauważyłam spektakularnych efektów, właściwie nie zauważyłam w ogóle jakiejkolwiek redukcji cellulitu. Poza delikatnym wygładzeniem skóry ( które tak naprawdę daje każdy peeling, niekoniecznie antycellulitowy) nic się nie zmieniło. Cellulit jak był, tak jest. No niestety, aby się pozbyć tego paskudztwa, kosmetyki nie wystarczą, trzeba sięgnąć po bardziej drastyczne metody- ćwiczenia!!! Dla mnie to naprawdę nic przyjemnego, bo zdecydowanie nie lubię sportu.


Jeśli szukacie dobrego nawilżenia skóry, to mogę polecić. Jeśli chcecie redukcji cellulitu, to raczej nie ma się co  łudzić.

Pozdrawiam.