Pokazywanie postów oznaczonych etykietą błyszczyk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą błyszczyk. Pokaż wszystkie posty

29 listopada 2013

Light Lip Tint *Bell*

Witam.
Jakiś czas temu trafił w moje ręce Lip Tint marki Bell. Byłam sceptycznie nastawiona i podeszłam do niego z rezerwą, bo obiło mi się o uszy, że to maleństwo potrafi wysuszyć usta na wiór, a tego nikt nie lubi, tym bardziej jesienią!

Light Lip Tint
błyszczyk trwale barwiący usta
Bell


Pojemność: 5,5 g
Cena: ok. 11 zł

Opakowanie i sam aplikator są w porządku, łatwe do używania, praktyczne. Kolor mojego tinta to nr 12, czerwień, z delikatną nutą ciepłej domieszki. Sam kolor bardzo mi się podoba,ale mam wątpliwości, czy oby na pewno do mnie pasuje. Jednego dnia wydaje mi się, że wyglądam  w nim dobrze, innego natomiast nie. 


Kosmetyk ten ma bardzo ciekawą konsystencję,  z pewnością daleką od klasycznego błyszczyku. Jest zdecydowanie bardziej lekki, określiłabym go jako wodnisto - żelowy, płynny, ale całkiem przyjemny w aplikacji. Kolor lekko wgryza się w usta, bo ten błyszczyk jest trochę jak samoistnie wchłaniające się maseczki, czyli nakładamy i czekamy, a usta przyjmą go tyle, ile trzeba. Potem już nie czuć nadmiaru kosmetyku, a efekt pozostaje. Musze przyznać, że idea tego typu błyszczyku do ust bardzo mi odpowiada, bo nic się nie klei, nic nie przeszkadza. 

Sam Lip Tint sprawuje się całkiem dobrze; kolor trzyma się długo,czasem nawet do 4-5 godzin. Moje największe obawy co do  wysuszania nie zostały potwierdzone, bo w sumie sam tint nie wysusza moich ust aż tak bardzo. Zauważyłam, że jeśli nałożę go i pozostawię bez niczego, to po jakimś czasie odczuwam potrzebę zaaplikowania balsamu; podobnie dzieje się, jeśli pozostawię usta bez żadnej ochrony. Tak więc wydaje mi się, że tint nie wysusza ust jakoś szczególnie, on po prostu nie daje efektu nawilżenia, nie chroni ust, bo jest stworzony do tego, by dawać kolor, a nie pielęgnować. Poza tym kolor pozostaje na ustach w dobrym stanie przez dłuższy czas i naprawdę wystarczy tylko kilka pociągnięć pomadką ochronną, by usta wyglądają świeżo i soczyście, a kolor nabiera odświeżenia.

Należy z nim uważać wtedy, gdy się ma usta mocno przesuszone, z widocznymi suchymi skórkami. Wtedy raczej on ich nie upiększy, jedynie podkreśli niewypielęgnowane usta.  Można jednak stworzyć za jego pomocą efekt tzw. przygryzionych ust, ten kolor nadaje się do tego idealnie.

Dla mnie Light Lip Tint jest kosmetykiem, który stosuję tylko po to, by nadać ustom kolor. Zawsze używam go w komplecie z pomadką ochronną.



Efekt na moich ustach, nałożyłam rozsądną warstwę. Wygląda  naturalnie i jak widzicie, zupełnie nie widać na ustach kosmetyku, wszystko jakby usta pochłonęły:)


Swego czasu były także dostępne w Biedronce Lip Tinty Bell z serii Absolute Color. Moim zdaniem te dwa kosmetyki jednak różnią się od siebie. Light Lip tint jest błyszczykiem, Lip Tint Absolute Color jest pomadką w płynie. Konsystencja jest bardzo podobna, ale efekt jednak nieco inny.


Mimo iż błyszczyk (kolor czerwony) zdaje się być bardziej intensywny, to jednak pomadka (kolor różowy) daje na ustach bardziej intensywny odcień.


Widać tu, że pomadka Absolute Color radykalnie zmieniła barwę moich ust, są tu ewidentnie różowe. Efekt jest nadal naturalny, nadal widać, że nie ma się na ustach kremowej pomadki.


Pomadka w płynie zachowuje się na ustach podobnie jak trwały błyszczyk, kolor utrzymuje się długo, ale także potrzebna jest dawka nawilżenia; tak więc bez balsamu ani rusz.

Lip Tinty Bell uważam za ciekawe kosmetyki, jeśli ktoś szuka w miarę trwałego koloru. Pamiętajcie jednak podczas jego używania o odpowiedniej pielęgnacji ust.

Pozdrawiam.

Dorota

26 października 2013

Niespodziewana przesyłka...

Witam. 
Odebrałam dziś z poczty zupełnie nieoczekiwaną przesyłkę. Zastanawiałam się, co to takiego, bo na nic nie czekałam, niczego nie zamawiałam. Okazało się, że to niespodzianka od firmy Bell.


W środku znalazłam:

* cień do powiek z serii HYPOAllegenic, nr 50;


* błyszczyk trwale barwiący usta;


* pomadkę trwale barwiącą usta. 


Cień jest perłowy, ma delikatny fioletowy odcień, wygląda bardzo interesująco.  Błyszczyk- LIP TINT- mam podobny, tylko w różowym kolorze; kupiłam w Biedronce. Jest całkiem dobry, więc prawdopodobnie będzie mi dobrze służył. Pomadka natomiast to dla mnie absolutna nowość, nałożyłam ją na usta i zdaje się, że ma właściwości i barwiące, i nawilżające, będzie więc dobra na co dzień.


Bardzo dziękuję Bell za miłą przesyłkę.

Jeśli znacie te kosmetyki, to koniecznie napiszcie, jak Wam się spisują. 

Pozdrawiam.

Dorota

25 lutego 2013

Spicy lip gloss *Wibo*

Witam.
Dziś ostry temat....

Spicy lip gloss
błyszczyk zawierający  ekstrakt z papryczek chili
nr 8
*Wibo*
 

Pojemność: 3 ml

Informacja o kosmetyku:
zawiera ekstrakt z papryczki chili, działający stymulująco i pobudzająco na krążenie krwi. Powoduje seksowne uwydatnienie i powiększenie ust. Przeznaczony do każdego rodzaju skóry. Delikatna konsystencja, nadaje efekt szklistych ust, dzięki refleksom, które migoczą tęczą kolorów. Kolorystyka zgodna z najnowszymi trendami. 



Zmagam się ze sfotografowaniem tego koloru od jakiegoś czasu, jest on szalenie trudny do uchwycenia. Mój odcień (nr 8) jest czerwony, z taką malinową nutą, a drobinki w nim zatopione błyszczą na różowo, fioletowo i może odrobinę na złoto. Niestety, poprzez te drobiny, kolor na zdjęciach wygląda na czysto różowy (na ustach, fotografowany oddzielnie wygląda na pomarańczowy), bo taki poblask daje ten błyszczyk, sama baza jest jednak czerwona. Feeria barw w każdym bądź razie jest zaskakującą jak na jeden mały błyszczyk.  I ten właśnie wielowymiarowy odcień  zachwyca mnie najbardziej, bo niby ma drobinki, ale one na ustach nie są widoczne (ich kolor fantastycznie się komponuje  z naturalna barwą moich usta), a ich różowy poblask dodaje ciekawego wykończenia. Błyszczyk wygląda milion razy lepiej na ustach niż w opakowaniu!!!!


Wydawało mi się, że poprzez dodatek papryczek chili będę odczuwała pieczenie albo mrowienie, nic z tych rzeczy. Na mnie on tak nie działa, nawet  w najmniejszym stopniu.  Nakłada się go tradycyjnie, całkiem przyjemnie zresztą, bo nie jest ani mocno klejący, ani rzadki. Konsystencje określiłabym jako taką  w sam raz. Ładnie przylega do ust, dobrze się trzyma na balsamach i pomadkach ochronnych (tak go używam, bo boje się wysuszenia, raczej nie noszę solo); właściwości pielęgnacyjnych nie odnotowałam.

Trwałość jest słaba, jak to niestety z błyszczykami bywa, ale też nie jest tragicznie. Schodzi równo, nie wygląda nieestetycznie podczas procesu znikania. Zapach jest dziwny, nie każdemu będzie się podobał, ma w sobie coś słodkiego, raczej w kierunku owoców leśnych lub truskawki, do aromatu chili jest mu bardzo daleko. Smak ma neutralny. 

Moich usta nie powiększa, to szkliste wykończenie sprawia jednak, że wydają się pełniejsze, ale tak działa w zasadzie każdy nabłyszczający produkt do ust.



Uwielbiam go w zasadzie głównie za kolor, nieokreślony, wielowymiarowy, grający ze światłem;  fantastycznie do mnie pasuje i cieszę się, że go dostałam, sama wybrałabym dla siebie coś innego. Muszę przyjrzeć się bliżej pozostałym  "ostrym", mam ochotę na numery 18 i 12, wyglądają intrygująco.

Pozdrawiam.

Dorota

24 lutego 2013

Sleeks Cream *Inglot*

Witam,
dla równowagi, która i w kosmetycznym światku jest potrzebna, dziś błyszczyk bez świecidełek, kremowy i delikatny, w bardzo przyjaznym kolorze. 


Sleeks Cream
Błyszczyk do ust nr 96
*Inglot*


Pojemność: 5,5 ml
Cena: 19 zł

Błyszczyki z tej serii nie wzbudzały we mnie początkowo zainteresowania, opakowanie jest okropne i nie miałam ochoty posiadać czegoś, co uważam za mało atrakcyjne. Kiedy jednak zobaczyłam na blogu http://beautywizaz.blogspot.com/  jak pięknie potrafią wyglądać na ustach, zapragnęłam, bez względu na okropne opakowanie.

Wybrałam kolor subtelnego różu, bardzo delikatny, naturalny; w takich odcieniach różu czuje się najlepiej.


Ilość błyszczyku można dozować, choć za duża ilość nieco się rozlewa. Błyszczyk jest bardzo delikatny, nie klei się zupełnie i daje efekt mokrej tafli- wygląda to bardzo ładnie. Ma słodkawy zapach, miły dla nosa.

Samo opakowanie jest po prostu brzydkie, ale użyteczne. Napisy nie schodzą w tempie ekspresowym, a aplikator (klasyczna gąbeczka) równo i dość precyzyjnie nakłada kosmetyk.

Trwałość jest taka sobie, jak to w przypadku błyszczyków bywa, samodzielnie na ustach nie wytrzyma za długo, nałożony na pomadkę jest trwalszy. Zasadniczo jednak jest to jego największy mankament, jest bardzo delikatny i komfortowy w noszeniu, ale jednocześnie bardzo nietrwały.Schodzi jednak dość równomiernie, nie zbiera się w kącikach, po prostu znika z całego obszaru ust.


Błyszczyk bardzo lubię, szczególnie za kolor, wykończenie i komfort noszenia. Uważam jednak, że nie odbiega on jakością od na przykład błyszczyków Bell, a więc jego cena jest trochę zawyżona.

Pozdrawiam.

Dorota

23 lutego 2013

Make Me Happy ...

Na sobotnie popołudnie, szare i ponure- błyszczyk uszczęśliwiający.

Make Me Happy
lip gloss z molekułami szczęścia
nr 1
*Lovely*



Ten oto cudaczny kosmetyk znalazłam w ostatnim Wibo-Boxie, pewnie by rozweselić i nieco pocieszyć odchodzące  Ambasadorki, podarowano go nam na odchodne. 

Owe "molekuły szczęścia" to nic innego jak drobinki, w ilości wręcz zatrważającej, które zatopiono w bezbarwnym błyszczyku. I paradoksalnie, mogą one niektórych uszczęśliwić, innych zaś bardzo rozczarować. 


Błyszczyk na ustach wygląda odrobinę dziwacznie, niebiesko- srebrne drobinki bardzo rzucają się w oczy i wygląda to trochę kiczowato. Oczywiście zdaje sobie sprawę, że wszystko pozostaje kwestią gustu i myślę, że może się to podobać, z pewnością też można by wykorzystać go do makijaży na specjalne okazje, by podkreślić usta lub podbić nieco kolor pomadki. Dla mnie jednak ten błyszczyk to bardziej ciekawostka lub gadżet kosmetyczny. 


Jakość samego kosmetyku jest całkiem w porządku. Nakłada się go za pomocą silikonowej "łezki" (bardzo giętkiej) i jest to wygodne rozwiązanie, zdecydowanie różniące się od tradycyjnej gąbeczki. Błyszczyk jest bardzo klejący i dzięki temu utrzymuje się na ustach bardzo długo, a i drobinki trzymają się zaskakująco mocno. Oczywiście jak już klejąca baza się zetrze, to drobiny mogą powędrować na twarz, ale tak właściwie to można to opanować, bo kiedy już nie czuje się klejenia, to wiadome jest, że trzeba makijaż ust poprawić.


Nie ma on właściwości pielęgnujących, ale dość dobrze chroni delikatną skórę ust; z pewnością nie wysusza. Co dla mnie ważne, ma delikatny zapach, lekko słodkawy, który szybko się ulatnia i nie przeszkadza. Nie przepadam za niektórymi zapachami błyszczyków Wibo/ Lovely, ten jest bardzo przyjemny.


Nie czuje się szczególnie szczęśliwsza, kiedy go używam, ale za to radość sprawia mi patrzenie na moją córkę, której aż się oczka świeca na jego widok. Taka mała, a już zachwyca się świecidełkami:)
Morał z tego jeden: błyszczyk nie może uszczęśliwić, chyba że się ma trzy lata.

Pozdrawiam.

Dorota

12 lutego 2013

Pierwsze wrażenie...

Nie powiem, że się zakochałam od pierwszego wejrzenia, po prostu zostałam oczarowana... Walentynki już niedługo, stąd może moje  bardziej uczuciowe wyrażanie się o kosmetykach. 

Czasem już po pierwszym użyciu nowego kosmetyku wiemy, że to jest to, że  z pewnością ten związek potrwa dłużej. Właśnie takie odczucia mam po kilku "pierwszych razach" z tymi maleństwami.



* Spicy, lip gloss, Wibo.

Błyszczyk zawierający ekstrakt z papryczek chili. Może zachwycił mnie dlatego, że i w mojej kuchni ostatnio jest ostro za sprawą maleńkich papryczek chili, a może dlatego, że ładnie wygląda na ustach. Sama nie wiem...



*Żel z nagietkiem do skóry suchej i wrażliwej, FlosLek.

Mam go już długi czas, ale ostatnio zaczęłam używać (sporadycznie, zazwyczaj jak pozostaję w domu, bo na mróz się raczej nie nadaje). Wiem, że to będzie mój hit na wiosnę i lato, kiedy potrzeba mi czegoś lekkiego pod makijaż. 



*Kremowy olejek myjący dla dzieci, Ziaja.

Używanie kosmetyków dla dzieci to nie jest dla mnie nowość, pamietam jak podczas pierwszej ciąży nastrajałam się, używając żeli pod prysznic mojego nienarodzonego jeszcze wtedy syna. Kilka dni temu kupiłam ten olejek dla córki, która też potrzebuje nieco innej pielęgnacji na zimę, bo ma bardzo delikatną i wrażliwą skórę. Oczywiście musiałam spróbować zarówno na ciało, jak i na twarz i jestem zachwycona. Mam nadzieję, że nie sprawi mi zawodu. 


Pozdrawiam.

Dorota

22 stycznia 2013

Ostatni Wibo- Box...

Witam.
Dziś dostałam ostatni już Wibo-Box. Przyznam, że trochę mnie to smuci, bo bycie Ambasadorką Wibo jest ciekawe, a możliwość wypróbowania tak wielu kosmetyków tej marki to ogromna frajda. Niestety, dobre szybko się kończy:(

Ostatnie pudełko zawiera zarówno nowości, jak i produkty, z których Wibo słynie, które cieszą się ogromna popularnością, nie tylko wśród blogerek. 


* Puder Sun Touch- puder brązujący w kulkach. 
* Bibułki matujące.


 *Fashion Stickers- naklejki na paznokcie - nr 1, nr 2, nr 3.


* Lovely Magic Pen- korektor maskujący przebarwienia i niedoskonałości cery, korektor maskujący przebarwienia i popękane naczynka.


* Make Me Happy- błyszczyk z molekułami szczęścia.
* Spicy lip gloss- błyszczyk z ekstraktem z papryczek chili.

 
* Growing Lashes Stimulator Mascara- tusz pogrubiający i stymulujący wzrost rzęs.
* Extreme Lashes- pogrubiający tusz do rzęs.
*Lovely Spectacular Me- tusz pogrubiający i wydłużający rzęsy.


Najbardziej zaintrygował mnie błyszczyk z molekułami szczęścia i naklejki na paznokcie. Błyszczykiem zachwycona jest moja córka, jak tylko zdecyduje mi się go oddać, to go wypróbuję. 

Pozdrawiam.

Dorota



4 stycznia 2013

"Tydzień z Wibo"- pomadki błyszczykowe *Lovely*

Połączenie pomadki z błyszczykiem to ostatnio dość popularna kombinacja, sporo firm zdecydowało się na wprowadzenie tego typu kosmetyku do swojej oferty.  Niewątpliwą zaletą takiego mazidełka jest to, że można nim pomalować usta bez lusterka, w biegu, kiedy jest taka potrzeba.

Błyszczykowa pomadka do ust 
*Lovely*


Pojemność: 4,2 g
Cena: ok. 8 zł

Informacja o produkcie:
nawilżająca pomadka błyszczykowa o 8 odcieniach dla każdej z nas. Klasyczne kolory dla dziewczyn lubiących stonowany makijaż, a także krzykliwe odcienie dla imprezowiczek. Lekka i przyjemna konsystencja delikatnie nawilża usta, pozostawiając na nich delikatne refleksy mieniące się w blasku słońca.  Utrzymuje się na ustach dłużej niż błyszczyk. Lekka i delikatna formuła nawilży Twoje usta gwarantując przyjemny zapach podczas aplikacji.


Ja otrzymałam w ambasadorskim pudełku trzy kolory.



czerwień,  nr 02


 różowo- beżowy odcień nude, nr 07


 czekoladowy brąz, nr 03



Moim zdecydowanym faworytem spośród tych odcieni jest nr 07 i tego używałam najczęściej. Czerwień zostawiam raczej na specjalne okazje. Numer 03 natomiast nieco mnie przerażał w opakowaniu, ale na ustach wygląda naprawdę bardzo ładnie, łagodniej niż na dłoni.

Aplikacja jest przyjemna, szybka i komfortowa. Pomadka sunie po ustach, jest łatwa w użyciu, a że kolor nie jest bardzo intensywny, to można sobie pozwolić na malowanie się bez lusterka (to czasem jest dość istotne). Trwałość niestety nie jest wybitna, po dwóch godzinach nie ma po niej w zasadzie śladu, ale za to nawilżenie i ochrona są porządne. Miło jest nią chronić usta przed wiatrem i zimnem, daje ładny efekt, a i usta wyglądają na zadbane. Zdecydowanie nie podkreśla ona suchych skórek,  spierzchnięć i daje bardzo ciekawe wykończenie. Odrobina koloru pokryta błyszczącą poświatą, usta od razu wyglądają ładniej, szczególnie te wąskie, wymagające powiększenia.

W moim odczuciu, obok kilku niewątpliwych zalet, pomadki te mają też drobne wady. Po pierwsze, zapach. Niby jest on świeży i taki orzeźwiający, ale przy tym tak intensywny, że aż drażniący. Ja jestem raczej wrażliwa na mocno perfumowane pomadki, tak więc czasem mnie ten zapach po prostu irytuje. Drugi minus to miękkość i delikatność samego produktu. Podobnie jak seria Nude Celii, tak i te potrafią się złamać lub wygiąć pod większym naciskiem, trzeba się z nimi delikatnie obchodzić.

Opakowanie jest zwykłe, nic szczególnie zachwycającego. Jest jednak dość praktyczne, bo zamknięcie wykonano solidnie, a góra jest przezroczysta (jeśli się posiada kilka kolorów, łatwo można odszukać właściwy odcień).


Ciekawi mnie, co myślicie o połączeniu pomadki z błyszczykiem?  Warto sięgać po takie kosmetyki?

Pozdrawiam.

Dorota

Jeśli masz ochotę przyłączyć się do "Tygodnia z Wibo" i wziąć udział w losowaniu lakierów do paznokci, zapraszam tu




12 listopada 2012

Chic lip gloss *Mariza*

Pisałam już przy okazji błyszczyków Bell, że mam ostatnio szczęście do kosmetyków do ust. Kolejnym świetnym w tej kategorii jest

Chic lip gloss
kolor malinowy
*Mariza*



Pojemność: 8 ml
Cena: 13,20 w najnowszym katalogu Marizy


Kolor jest bardzo soczysty, wyraźny, niezwykle intensywny jak na błyszczyk. 


Aplikacja za pomocą wygiętej gąbeczki jest całkiem przyjemna, zresztą większość błyszczyków w ten sposób się nakłada.  Równo i ładnie można pokryć nim usta, tworząc błyszczącą i mokrą taflę. Kolor jest intensywny, efekt właściwie jak po pomadce.

Błyszczyk należy do tych klejących, mocno "siedzących" na ustach. Przywiera i już, nawet jak kolor nieco zblednie, to i tak czuję warstwę ochronną. Jeśli mam ochotę na inny kolor, to robię z niego bazę: maluje usta, ściągam delikatnie nadmiar i nakładam inny błyszczyk. Zdecydowanie poprawia to trwałość. Z ust nie spływa, nie wylewa się poza kontur. Wytrzymuje naprawdę dość długo, schodzi równo, nie zbiera się w kącikach. 

Największą i najprzyjemniejszą zaletą jest zapach, cudnie świeży, ożywczy, pobudzający. Ja wyczuwam tu ogórkowe aromaty. Absolutnie nie wysusza, mam nawet wrażenie, że lekko nawilża i zmiękcza usta. Stanowi bardzo dobrą ochronę przed zimnem i wiatrem.


Bardzo porządny, przyjemny kosmetyk do ust firmy Mariza. Zapewne wiecie, że jest to marka sprzedająca swe kosmetyki przez konsultantki. Ciekawa jestem, czy będzie ona tak popularna i wszechobecna jak znany wszystkim Avon czy Oriflame. Mam nadzieję, że tak :))

Pozdrawiam.

Dorota




28 października 2012

Milky Shake i Glam star *Bel*

Mam w ostatnim czasie szczęście do kosmetyków do ust, trafiło mi się kilka bardzo przyjemnych pomadek i błyszczyków. Te pełne zachwytów opowieści rozpocznę od błyszczyków Bell.

Glam Star i Milky Shake
błyszczyki do ust
*Bell*


Ja mam je w wersji testerowej, takie dostałam od sklepu kosmetykipolskie.com. Pełnowymiarowe opakowania kosztują 10,41 zł (Milky Shake , Glam Star).

Glam Star ma klasyczny aplikator. Kolor nr 021 jest różowy i ma delikatne drobinki, prawie niewidoczne na ustach. Błyszczyk jest określany mianem "powiększającego" usta.


Milky Shake aplikuje się za pomocą pędzelka. Kolor 08 jest delikatnym, cielistym odcieniem, nie zawiera drobinek.



Prezentacja koloru na ustach:

 Glam Star nr 021


Milky Shake nr 08

Oba błyszczyki są świetne, kolory nieźle mi pasują. Jakość naprawdę dobra. Równo rozkładają się na ustach (trzeba dojść do wprawy w dobieraniu ilości, więcej nieco smuży), nie kleją sie nadmiernie, pięknie pachną. Są bardzo komfortowe w noszeniu, delikatne i prawie niewyczuwalne. Nie wysuszają ust, nie podkreślają suchych skórek.  Trwałość średnia, ale to pewnie efekt tej lekkości i delikatności. 

Nie wiem, czy byłabym w stanie określić, który podoba mi się bardziej. Każdy ma coś, co uwielbiam.
  
Milky Shake cudnie pachnie, zostawia usta soczyste, naturalnie podkreślone. Nie ma drobinek, co też jest jego ogromna zaletą. Zapach- boski! Mocnego koloru nie należy się po nim spodziewać, bo daje transparentne wykończenie, dlatego też świetnie się komponuje z mocniejszymi pomadkami.

Glam Star podbija naturalny odcień ust drobnym błyskiem, pachnie jak guma balonowa. Wywołuje  lekkie mrowienie, co ja akurat bardzo lubię; mam wtedy wrażenie, że usta są uwypuklone (to wrażenie, ale czasem lubię się tak "oszukać").



Cóż mogę jeszcze powiedzieć, błyszczyki są świetne. Gdyby miały nieco lepszą trwałość,  mogłabym je określić nawet mianem idealnych.

Pozdrawiam.

Dorota



Kod rabatowy na zakupy w sklepie http://kosmetykipolskie.com/ w wysokości 10%. Na końcu zamówienia należy wpisać: DOROTA102012 (ważny do końca października). Każdy użytkownik może skorzystać z kodu rabatowego tylko jeden raz.