Pokazywanie postów oznaczonych etykietą makijaż. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą makijaż. Pokaż wszystkie posty

29 marca 2014

Coś starego, coś nowego...

Hej. 
Jest sporo kosmetyków, do których jestem bardzo przywiązana, ale cieszy mnie także wkraczanie na nieznany grunt i próbowanie czegoś nowego. Często więc moje zakupy składają się z uwielbianych przeze mnie kosmetyków oraz tych, które pierwszy raz mam okazję nabyć.


Pielęgnacja:


 * balsamy do ust Tisane- wersja w słoiczku i w sztyfcie- nie znam lepszego kosmetyku do pielęgnacji ust;
*Delikatna emulsja do mycia twarzy Bielenda z serii Bawełna- jest to moja ulubiona linia kosmetyków tej marki, uwielbiam wszystkie "bawełniane" wynalazki;
*Kuracja dermatologiczna z wit. C, Ziaja- jestem bardzo zadowolona z kremu na noc, kupiłam więc i ten na dzień;
* Alantandermoline- chyba najpopularniejszy ostatnio krem, musiałam mieć.


Makijaż:

* Puder HD, Inglot;
* Puder brązujący, także Inglot. Ma bardzo ładny kolor i świetnie się nakłada. To ostatnio mój ulubieniec:)).



* Eliksir, Wibo- moją poprzednią pomadkę zmasakrowała córka, musiałam kupić koleją, uwielbiam ją nosić w torebce;
* kredki- jedna do brwi, druga na linię wodną (obie Inglota). Po kilku pierwszych użyciach stwierdzam, że są bardzo twarde;
* Long&Fine Lashes- maskara wydłużająca. 

Na koniec prezent od Bell, lakier do paznokci  w ślicznym kolorze (nr 602 ) oraz podkład. 


Pozdrawiam,

Dorota

7 lutego 2014

Pro Blending Sponge, INGLOT

Cześć! 
Dostałam dziś bardzo miły i całkiem interesujący prezent- "jajko" do podkładu marki Inglot. Oglądałam je wcześniej, ale ciężko mi było wydać na nie 42 złote, bo to jednak cena dość wysoka jak na, co tu dużo mówić, gąbkę do makijażu. Zatem niespodzianka wielka, przyjemność  z tego także.







Nie mam porównania z Beuty Blenderem, bo nigdy go nie miałam w rękach. Używam jednak zwykłych gąbek lateksowych oraz jajek-podróbek z ebay i tu różnica jest bardzo widoczna już na pierwszy rzut oka. Zaczynam więc testy Pro Blending Sponge i zobaczymy, co z tego wyniknie. 

Pozdrawiam,

Dorota


12 grudnia 2013

Nowości kosmetyczne- seria Fun Night Bell


Karnawałowe szaleństwo zbliża się wielkimi krokami, wypadałoby coś na tę okazję przygotować. Nie wiem jak Wy, ale ja sobie obiecałam, że w tym roku wybiorę się na jakąś małą imprezkę w karnawale i wcale nie ma tu na myśli Sylwestra, mój mężuś ma dyżur 1 stycznia, jakakolwiek dłuższa impreza zatem odpada. Cóż, takie życie mundurowego i jego biednej żony:)))

A jak impreza, to oczywiście błysk!


Fun Night
Wielokolorowe cienie do powiek
seria limitowana


Cena: ok. 20 złotych

Dziś wspomnę tylko o cieniach, lakier zostawiam sobie na później.


Kolorystyka paletki jest dla mnie zaskakująca, połączono tu bowiem chłodne odcienie srebra, szarości i czerni z niewątpliwie ciepłym złotem ( na zdjęciu baaardzo żółtym, w rzeczywistości jest bardziej złote niż żółte). I powiem Wam, że takie połączenie w makijażu szalenie mi si spodobało, wygląda bowiem intrygująco i bardzo dekadencko. Czarno- szare smoky z delikatną nutą złota w kąciku oka świetnie wydobywa mój kolor oczu, mam takie żółte plamki w tęczówkach, złoto fajnie to podbija.


Cienie mają dobre nasycenie kolorystyczne, są niewątpliwie metaliczne, mega błyszczące.  Czarnego cienia używam także na co dzień, by przyciemnić linie rzęs, białą perłą rozświetlam kącik. Wydaje mi się, że jedynym minusem tej paletki jest kolor jasnoszary, wtłoczony w ciemną szarość. W zasadzie kolorystycznie wypada bardzo podobnie do cienia białego, jest tylko jakby lekko przybrudzony, spokojnie mogłabym się bez niego obejść.


Cienie nakładam tylko na bazę- zawsze; bez bazy nic mi się na powiece nie utrzyma dłużej niż godzinę. Trwałość zatem tych cieni oceniam jako dobrą, ale zaznaczam, że nigdy nie nosiłam ich solo.

Seria Fun Night jest ciekawą propozycją na imprezowe szaleństwo. Sama jestem jeszcze ciekawa Brązujaco-rozświetlającego pudru sypkiego do twarzy i ciała, muszę się mu bliżej przyjrzeć przy okazji następnej wizyty w drogerii. 

Pozdrawiam,

Dorota

7 października 2013

Starter matujący pod makijaż, AA Oceanic

Witam,
jestem ostatnio bardzo wymagająca wobec kosmetyków do makijażu i tych pod makijaż nakładanych. Kiedyś zmywałam make up już po kilku godzinach, teraz musi on wytrwać na mojej twarzy ponad dwanaście godzin, w związku z czym chcę, aby jak najdłużej wyglądał dobrze. Starter matujący wypatrzyłam w wakacje (można nawet było taki wylosować na moim wakacyjnym rozdaniu) i od tego czasu stosuje prawie bezustannie.

Starter matujący pod makijaż
równowaga- matowienie
AA Oceanic



Pojemność: 50 ml
Cena: ok. 16 złotych


Skład:

Już chciałam napisać, że to krem, ale to niewłaściwe określenie. Zdecydowanie lepiej pasuje tu słowo baza, bo odczucia podczas nakładania i efekty działania ( z jednym wyjątkiem)  są niemal identyczne jak po zastosowaniu bazy pod makijaż.

Konsystencja jest lekka (beztłuszczowa- tak określa ją producent), produkt fantastycznie się rozprowadza i faktycznie błyskawicznie się wchłania. Nakłada się ją jak klasyczną bazę silikonową; skóra po aplikacji tego kosmetyku automatycznie się wygładza, a pory stają się mniej widoczne. Podkład (każdy) świetnie się na ten starter nakłada, twarz zaraz po wykonaniu makijażu wygląda bardzo dobrze.


Starter matujący oprócz tego, że jest świetną bazą pod makijaż, powinien także redukować świecenie się skóry, nawilżać i zmniejszać podrażnienia oraz zaczerwienienia skóry. Niestety nie jest idealny pod każdym tym względem, ale i tak ma ode mnie dobrą czwórkę, bo spisuje się bardzo porządnie. 

Najważniejsze jest to, że skóry nie wysusza. Bazy silikonowe jednak tak na moją cerę działają, a ta zupełnie nie daje takiego efektu. Nie powiem, że nawilża i łagodzi, ale też nie powoduje absolutnie żadnego dyskomfortu, nie pozostawia skóry wysuszonej i ściągniętej, nie sprawia także, że twarz zupełnie nie oddycha. Pod tym względem bardzo mi odpowiada, bo wygładza i pomaga równomiernie rozłożyć podkład, ale nie tworzy maski, która nie pozwala skórze swobodnie oddychać. To świetne dla cery tłustej, taki balans jest mojej cerze bardzo potrzebny.

Po drugie, nie zapycha porów- moich oczywiście. Stosuję ją prawie codziennie od połowy wakacji i nie zaobserwowałam wzmożonego wysypu grudek, zaskórników czy wyprysków. Pod tym względem moja cera wygląda dokładnie tak samo od kilku dobrych miesięcy.

I rzecz ostatnia, czyli redukcja świecenia się. Tutaj niestety nie jest idealnie, bo owy mat na twarzy nie utrzymuje się wybitnie długo.  Po dwóch, trzech godzinach niestety się świecę, ale tak naprawdę zawsze po takim czasie od nałożenia makijażu moja skóra zaczyna się błyszczeć, więc nie jestem jakoś szczególnie zaskoczona ani rozczarowana. Przyzwyczaiłam się już do tego, po prostu muszę zawsze mieć przy sobie bibułki matujące:))). Poza świeceniem się, podkład trzyma się na twarzy bardzo długo i to ogromie mnie cieszy.


Zasadniczo jestem ze Startera matującego zadowolona. Jak już wspomniałam, nie jest to ideał, ale spokojnie mogę powiedzieć, że jest to kosmetyk dobry. Powoduje wygładzenie skóry, zapewnia łatwość aplikacji podkładu i przedłuża trwałość makijażu- tego w chwili obecnej potrzeba mi najbardziej.

Pozdrawiam.


Dorota




13 września 2013

Ulubione w lipcu i sierpniu

Witam serdecznie po dłuższej przewie. 

Mamy już wrzesień, a ja jeszcze nie podsumowałam wakacji, więc nieco "po terminie" chciałabym zaprezentować te kosmetyki,  z których byłam najbardziej zadowolona w lipcu i sierpniu. 

Po pierwsze, makijaż. Krem 5w1 Bielendy był trafionym zakupem, świetnie sprawdził się na upały. Krycie ma znikome, ale ładnie wyrównuje koloryt twarzy i co najważniejsze, nie powoduje nadmiernego przetłuszczania się mojej już i tak tłustej cery. Pozostawia ładne, matowe wykończenie, dobrze się aplikuje, ma odpowiedni kolor.

Natomiast Starter matujący pod makijaż stanowił dla mnie bazę pod makijaż i to dzięki niemu twarz nie świeciła mi się nadmiernie. Ten kosmetyk jest bardzo dobry, ale nie traktuje go jako element pielęgnacji, tylko makijażu, bo to nic innego jak po prostu silikonowa baza pod makijaż.


Cały makijaż zawsze utrwalam pudrem, ostatnio u mnie w użyciu fantastyczny puder SSS od Inglota. Puder jest drogi jak na taką pojemność, ale zdecydowanie warto go spróbować. Mat na twarzy gwarantowany, a i trwałość całkiem porządna. Bardzo, ale to bardzo lubię ten puder i ubolewam bardzo, że już się kończy.


Po drugie, ciało. Latem wybieram balsamy, bo są lżejsze od maseł czy olejków. Z przyjemnością ostatnio sięgam po AA Body Care Program, bo daje mi wszystko to, czego od tego typu kosmetyku oczekuję. Nawilżenie jest dobre, zapach delikatny, aplikacja bezproblemowa, a wchłanianie wręcz błyskawiczne- po prostu ideał.



Najbardziej jednak zachwycona jestem oliwkowym szamponem do włosów Ziai. Miałam inne szampony tej marki, ale po oliwkowy jeszcze nie sięgałam- to był zdecydowanie błąd. Szampon, oprócz oczyszczania włosów, bardzo je zmiękcza i zupełnie nie powoduje splątania- to idealne rozwiązanie dla zniszczonych włosów, które się przetłuszczają. Próbowałam myć włosy odżywką i nie powiem, to świetna sprawa, ale jednak mycie szamponem jest bardziej dla mnie; tak więc raczej pozostanę przy tej metodzie oczyszczania włosów. 

Jeśli już mowa o serii oliwkowej, to nieustannie używam Naturalnego płynu do higieny intymnej. To taki normalny żel, stosuję go także jako mydło pod prysznic, a najbardziej lubię jego zapach. Oliwkową serię Ziai zatem uznaje za mój hit tego lata.


Po trzecie, maseczki. Nie raz już pisałam o tym duecie i pewnie jeszcze nie raz napiszę. Bawełna Bielendy nawilża skórę twarzy najlepiej na świecie! Krok 2 to maseczka, bardziej skondensowana wersja kremu z Bawełną, który też szalenie lubię. Raz na jaki czas sięgam więc po ten zestaw, żeby bardziej cerę nawilżyć i ukoić; fantastyczna rzecz po plażowaniu, kiedy to skóra zmęczona jest słońcem i opalaniem. 


W temacie kosmetycznym to tyle, jeśli natomiast chodzi o inne przyjemności, to muszę tu wspomnieć o mrożonej kawie. Uwielbiam kawę, a latem prym wiedzie wersja mrożona!!!!!! Nie ma bardziej orzeźwiającego napoju na ciepłe dni!!!! Przepis na najprostszą i najpyszniejszą kawkę znajdziecie tu:)))


Mam nadzieję, że jesień będziemy mieć równie piękną jak lato.

Pozdrawiam.


Dorota

30 maja 2013

Ulubione w maju...

I maj się kończy, w związku z tym pora na kilka ulubionych kosmetyków. 



 * Podkład matujący Under20, 110 sandy matt. Bardzo lekki i naturalny podkład dla tłustej cery. Podoba mi się w nim to, że nawet po kilku godzinach wygląda na twarzy bardzo ładnie, mimo iż matu nie trzyma aż tak długo. Ładnie pachnie, ma bardzo praktyczne opakowanie i jest w dobrej cenie. 


* Konturówka w żelu, nr 90, Inglot.  To wspaniały liner i żałuje, że tak późno po niego sięgnęłam. Trzyma się na oku znakomicie, ma fantastyczny kolor i wbrew pozorom jest całkiem łatwy w obsłudze.

 * Ujędrniający peeling myjący, Lirene. Nie ściera bardzo mocno, ale przyjemnie masuje, odświeża i pobudza skórę; takie dwa w jednym dla leniuchów. 

 * Dwufazowy płyn do demakijażu oczu, FlosLek. Świetny do zmywania linera w żelu od Inglota zarówno z oka, jak i  z pędzelka. Jest delikatny i skuteczny, nie podrażnia i rozprawia się  z makijażem w ekspresowym tempie.

* Krem do rąk i paznokci, Bielenda, Happy End. Dawno nie byłam aż tak zadowolona z kremu do rąk! Ma specyficzny zapach, ale działa fenomenalnie.

I tyle. W maju też pozwoliłam sobie na małe szaleństwo zakupowe, tak więc czerwiec musi być pod tym względem nieco skromniejszy.

Pozdrawiam.

Dorota

26 maja 2013

Róż do policzków nr 82, Inglot

Witam.
Czasem mam wrażenie, że cały czas kupuję róże  w tym samym kolorze; klasyczny różowy lub nieco przybrudzony odcień różowości. Co począć, w takich kolorach czuję stanowczo najlepiej.


Róż do policzków nr 82
Freedom System
Inglot


Wkład kosztuje 18 złotych i wystarcza na bardzo długo.


Numer 82 to mocno przybrudzony róż o lekko satynowym wykończeniu. Po mocnym roztarciu jest bardzo jasny (dużo jaśniejszy niż we wkładzie) i jeszcze bardziej różowy.


Róż jest bardzo miękki, przez co mocno się osypuje. Zresztą widać na zdjęciach, jak pędzel robi w nim dziurki, jak cała paleta przyprószona jest różowym proszkiem. Z jednej strony to plus, bo taka konsystencja sprawia, że kosmetyk idealnie się aplikuje, wspaniale rozciera i nie robi absolutnie żadnych plam. Dziś moja cera jest mocno wysuszona, a róż na tak kiepskiej bazie idealnie się rozprowadził i tych suchych skórek mocno nie podkreślił. Aczkolwiek może to też być wadą, bo kto lubi taki bałagan i nieestetyczny wygląd palety?


Na ten kolor mogą sobie pozwolić i osoby o bardzo jasnej karnacji, ale i ciemniejsze cery będą w nim się pięknie prezentować. Zdecydowanie lepszy jest on dla chłodniejszych typów urody. 


Trwałość na policzku określiłabym jako średnią, nałożony na puder matujący trzyma się trzy, może cztery godziny. Dlatego aplikuję go bezpośrednio na podkład,  a pudrując twarz omijam pliczki; wtedy mam spokój praktycznie na cały dzień i nie tracę tego delikatnego efektu satynowego rozświetlenia, który mi absolutnie wystarcza, nie potrzebuję już dokładać rozświetlacza. 
 
Wydaje mi się, że róże Inglota mają dość specyficzne kolory, zdecydowana większość odcieni jest lekko szarawa, taka właśnie przybrudzona. Mnie taka kolorystyka odpowiada, ale wydaje mi się, że nie każdy jest w stanie sobie dobrać róż w Inglocie, właśnie ze względu na tę szarą nutę w prawie całej kolekcji. Czy Wy tez tak myślicie? Jak Wam się podoba kolorystyka róży tej marki?

Pozdrawiam.

Dorota


15 maja 2013

Growing Lashes *Wibo*

Witam.
Zielony tusz Wibo cieszy się dużą popularnością, często widuję jego recenzje, a te jak to z kosmetykami bywa, są różne- są zachwyty, ale i rozczarowania. Ja wypróbowałam kilka maskar Wibo i uważam, że to nie jest najlepszy tusz tej marki, owszem, jest całkiem w porządku, ale ma też kilka wad.

Growing Lashes
stimulator mascara
Wibo


Pojemność: 8 ml
Cena: ok. 10 złotych

Informacja ze strony www.wibo.pl:

Najnowszej generacji maskara stymulująca wzrost rzęs z innowacyjną szczoteczką:
  • pogrubiający i wydłużający tusz do rzęs,
  • posiada właściwości zapobiegające obumieraniu torebek włosowych,
  • stymulujące intensywny wzrost rzęs. 

Szczotka jest silikonowa i bardzo mała. Przed pierwszym użyciem trudno sobie wyobrazić, że będzie ona  w stanie w ogóle cokolwiek  z rzęsami zrobić.  Sprawia się jednak znakomicie, bo dociera nawet do najmniejszych włosków, nabiera bardzo mało tuszu, dzięki czemu nie tworzą się grudki i nie ma mowy o sklejaniu oraz każda rzęsa jest dobrze pokryta kosmetykiem.

Na moich rzęsach wygląda tak:


Mam pewien dylemat, bo na opakowaniu istnieje adnotacja, że tusz pogrubia i stymuluje wzrost rzęs, na stronie Wibo dodano jeszcze, że wydłuża. W moim odczuciu rzeczywiście jest to tusz pogrubiający, absolutnie nie wydłuża rzęs, myślę zresztą, że dobrze to na zdjęciach widać. U nasady włoski są pogrubione i zagęszczone, poza tym dobrze wyczesane i lekko wywinięte ( a nie użyłam zalotki). Oko jest podkreślone, delikatnie zaznaczone, ale bez spektakularnego efektu. Moje rzęsy są krótkie i cienkie, więc trudno się  z nimi pracuje i nie każdy tusz jest w stanie jakoś bardziej je zaznaczyć.

Maskara od samego początku świetnie się spisuje, nie jest za rzadka i można jej używać zaraz po otwarciu opakowania. Szczotka jest bardzo wygodna i łatwa w obsłudze. Można nałożyć nawet trzy warstwy bez obawy o sklejenie rzęs, co znaczy, że jak ktoś ma długie rzęsy, to tym tuszem może się pobawić, by osiągnąć naprawdę niezły efekt. Tusz jest trwały, dopiero po całym dniu zaczyna się delikatnie odbijać na górnej powiece ( u mnie, bo mam bardzo opadającą powiekę), a także odrobinę kruszyć. Moja sztuka jest już cztery miesiące po otwarciu, więc sypie się już niemiłosiernie i w zasadzie nie nadaje się do użytku, ale trzy miesiące tusz sprawował się bez zarzutu i w na taki okres użytkowania radzę się nastawić.

Growing Lashes nie spowodował u mnie wzrostu rzęs, nie spodziewałam się nawet takiego działania. Tego typu obietnic nie traktuję serio.

Tusz jest z pewnością godny uwagi, może nie jest ideałem, ale do bubli też się nie zalicza; będzie dobrym rozwiązaniem wtedy, gdy finanse na tusz do rzęs będą ograniczone. 

Pozdrawiam.

Dorota

29 kwietnia 2013

Tag- moja metamorfoza...


Witajcie,
z okazji poniedziałkowego "nic nie chcenia" makijaż, który ukazuje moją małą przemianę. 
Grey w tym oto poście (klik)zachęcała do udziału w zabawie, więc i ja się przyłączę, bo co jak co, ale w moim przypadku makijaż wiele zmienia. Zresztą, zobaczcie same.
Tag zatytułowany jest :"Moja metamorfoza". 

Zasady:
- stworzenie kobiecego makijażu, w którym czujecie się najlepiej oraz dodanie zdjęcia "przed", czyli bez makijażu ;
- dodanie baneru do notki oraz poinformowanie o zasadach, osobie, która Was otagowała oraz o założycielu tagu;
- otagowanie kilku osób ;
- dodatkowo możecie pod założycielską notką wklejać Wasze metamorfozy, które ukażą się w podsumowaniu tagu.
 
Tag zapoczątkowała weak-point. 
 

Mój "przemieniający" mnie makijaż prezentuje się tak:


I zdjęcie przed i po. 



Kosmetyki, których użyłam:
*podkład DERMIKA, Revisage, nr 01;
*puder bambusowy;
*korektor Bell, Perfect Cover;
*kulki brązujące, Mariza;
*róż Inglot nr 68 AMC;
*baza pod cienie Hean;
*tusz Wibo,
*kredka do oczu brązowa, Eveline;
*Cienie Inglot, nr 312, nr 351, nr 68, nr 117R, Integra nr 44;
*błyszczyk Vipera. 







 
I jak? Makijaż jednak sporo zmienia. 

Jeśli macie ochotę, to pokażcie i swoją przemianę.  Bardzo podoba mi się pomysł i uważam, że pokazanie się bez makijażu wcale nie jest czymś niewykonalnym.

Pozdrawiam.

Dorota

12 kwietnia 2013

Róż z brązem...

Piątkowy makijaż....


Delikatny dzienniaczek z błyskiem.  Dokleiłam po trzy kępki sztucznych rzęs, niby niewiele, ale dla mnie różnica jest, naturalnie mam krótkie i liche rzęsy. 



Na oku mam dwa cienie Inglota: 402 pearl i 109 AMC Shine. Trochę błysku na dzień nie zaszkodzi, szczególnie przy opadającej powiece, błysk bowiem ładnie wydobywa oko.


Co sądzicie o taki połączeniu kolorów? Lubicie perłowe cienie na dzień? Ja w takim makijażu czuję się bardzo dobrze, a róż w połączeniu z brązem według mnie zawsze wygląda efektownie, dziewczęco i świeżo.

*************************

Wczoraj przywędrowała do mnie paczka od Eveline Cosmetics.  Zabieram się więc za:
* Błyskawiczny lifting SOS na "kurze łapki", który wygładza wszystkie rodzaje zmarszczek wokół oczu. 
* Oczyszczający płyn micelarny do cery tłustej i mieszanej. 
*Termoaktywne serum do ciała.
*Drobnoziarnisty peeling do twarzy 3w1.


Pozdrawiam i życzę udanego piątkowego popołudnia.

Dorota

3 kwietnia 2013

Złotko...

Nie bez przyczyny mój mąż często mówi:"złota z Ciebie kobieta..."


  

W rzeczywistości ten złoty cień jest dużo bardziej intensywny, ale mój aparat zjadł kolor i połysk, który widać z daleka (ale nie powinnam narzekać, bo przy okazji też zniknęło kilka zaczerwienień, które pojawiły się na mojej twarzy).

Czy taki kolor to ekstrawagancja, czy jednak połyskliwe cienie można wplatać w dzienne makijaże?

Pozdrawiam.

Dorota