Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pastele do oczu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pastele do oczu. Pokaż wszystkie posty

7 czerwca 2012

Mineral Dream Cream *Vipera*

Kiedy zobaczyłam te cienie, byłam przekonana, że to linery-opakowanie bowiem właśnie to by sugerowało. A jednak w środku mamy cienie, a właściwie pastele do oczu.

Pastele do oczu
Mineral Dream Cream
nr 302
*Vipera Cosmetics*


Pojemność : 2 ml
Cena: 10 zł

Cała seria składa się z ośmiu kolorów- cztery matowe i cztery rozświetlające (przy czym te "rozświetlenie" to po prostu masa brokatu. Oglądałam je i zdecydowanie nie skusiły mnie, za dużo świecidełek).  Pudrowe (matowe) mają określone funkcje:

301 silky mat- cieny, szary kolor, baza pod smokey. 
302 pink petal- do rożświetlania spojrzenia.
303 vanilla- korektor cery i kreator matowego wykończenia ust. 
304 poetry- niweluje niebieskawe przebarwienia. 



Pędzelek jest bardzo podobny do tego, który znajduje się w linerach Wibo. 


Dość łatwo jest nim nabierać cień z opakowania, natomiast do rozprowadzania cienia na powiece zupełnie się nie nadaje.Świetnie się jednak sprawdza do kreowania brwi i zaznaczania ich konturu. Przeciągam pędzelkiem pod linią brwi, delikatnie rozcieram i jest super.

Konsystencja tego cienia jest dość zaskakująca, bardzo pudrowa , sucha, lekko "ziarnista". Podczas rozcierania czuje się takie drobinki, jak ziarenka piasku. Po rozsmarowaniu znikają, ale podczas aplikacji czuje się lekki dyskomfort. Cień jest suchy, więc podkreśla wszelkie niedoskonałości na oku, załamania stają się bardziej widoczne. Dlatego właśnie nie nadaje się do tego, by go wykorzystać jako korektor lub rozświetlacz pod oczy- uwidoczni wszystko, a nawet bardziej wyolbrzymi.


Wybrałam kolor lekko różowawy, żeby zakryć fioletowe żyłki na powiece, niestety nie za bardzo się to udaje, bo cień rozciera się właściwie do zera, wnika tylko w małe zagłębienia, a reszta znika. Na ręce widać, jak rozcierałam cień. Gdybym zostawiła taka grubą warstwę jak na zdjęciu środkowym na powiece, to po jednym mrugnięciu wszystko zebrałoby się w załamaniu. Po mocniejszym roztarciu cień znika, ale podkreśla zagłębienia, zmarszczki- po prostu nierówności skóry.



Kupiłam to "mineralne" cudo (skład ma tak długi, że do minerału to mu baaaardzo daleko) po to, by stosować jako bazę, niestety nie za bardzo się w tej roli sprawdza. Trzyma cienie góra dwie godziny, potem zaczynają się one zbierać w załamaniu. Właściwie to bez niego cienie Inglota trzymają mi się dłużej.


Skoro jednak jest to uniwersalny kosmetyk, to staram się go wykorzystywać na inne, zasugerowane przez Viperę sposoby (cień i korektor odpadają, bo podczas rozprowadzania cień znika). Wymyśliłam więc, by używać go pod łuk brwiowy i faktycznie tam cień się sprawdza. Nakładam go także na usta, które rzeczywiście stają się pod jego wpływem zupełnie matowe i bardziej nude. Oczywiście muszą być bardzo zadbane, bo widoczność suchych skórek murowana.



Prawda jest taka, że jak coś jest od wszystkiego, to tak naprawdę jest do niczego. Czy pastel Vipery jest mi bardzo potrzebny? Zdecydowanie nie, ale skoro już mam, to staram się zrobić z niej jakiś pożytek.

Pozdrawiam.