Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pielęgnacja ciała. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pielęgnacja ciała. Pokaż wszystkie posty

3 stycznia 2014

Relaksujące masło do ciała *AA sensitiv*

Nie było w zeszłym miesiącu ulubieńców, gdybym jednak taki post stworzyła, to masło AA znalazłoby się na pierwszym miejscu listy z ukochanymi kosmetykami grudnia!


Relaksujące masło do ciała
kokos
nature spa
Oceanic


Pojemność: 200 ml
Cena: 52,31 zł (klik)


Skład:


Informacja na opakowaniu:


Relaksujące masło do ciała używałam jednocześnie z Łagodzącym żelem do mycia ciała. Taka dawka kokosowego zapachu jest dla mnie bardzo relaksująca i cały ten proces był dla mnie faktycznie namiastką zabiegu spa, który mogłam sobie sama zafundować w domowym zaciszu. Mocny peeling, potem łagodzący żel, a na koniec to masło! Mówię Wam, marzenie!!!

Masło ma zadziwiającą konsystencję, bo w opakowaniu i podczas nabierania przypomina piankę (kokosową i bardzo apetyczną), natomiast zaraz po nałożeniu na ciało i rozsmarowaniu ujawnia się prawdziwe masło, gęste, treściwe i bardzo odżywcze. Nietrudno je jednak wetrzeć w skórę, nie pozostawia też tłustej warstwy, choć czuję przez jakiś czas delikatną ochronną otoczkę. Poczucie wygładzenia, głębokiego nawilżenia utrzymuje bardzo długo, dla mnie wystarczy nim się posmarować raz na dwa-trzy dni, by poziom nawilżenia mojego ciała był odpowiedni. Tak więc jest to dla mnie kosmetyk bardzo ekonomiczny i nie udało mi się go jeszcze zużyć do końca (żel już się  skończył:( Nie lubię tego, że jak się ma serię produktów do ciała z jednej linii zapachowej, to żel zawsze kończy się szybciej niż balsam lub masło).

Zapach jest fenomenalny, naturalny kokos bez słodkiej  otoczki- zdecydowanie w mojej ulubionej gamie zapachów. Utrzymuje się dość długo na skórze, ale nie jest przy tym męczący, bez wątpienia mogłabym używac takich perfum!


To masło to dla mnie strzał w dziesiątkę, używam go z ogromnym zadowoleniem. Odpowiada mi jego zapach i konsystencja oraz sposób działania. Niestety muszę się poskarżyć na cenę, bo jest wysoka, ale moim zdaniem odzwierciedla jakość kosmetyku.

Pozdrawiam,

Dorota

Łagodzący żel do mycia ciała *AA sensitiv*

Dziś o żelu absolutnie idealnym!

Łagodzący żel do mycia ciała
kokos
nature spa
Oceanic


Pojemność: 200 ml
Cena: 31,23 zł (klik)



Informacja na opakowaniu:
Skład:

Żel zachwycił mnie już od pierwszego "powąchania", a dlaczego? Przede wszystkim jest to kokos, a ten zapach ubóstwiam, poza tym on rzeczywiście ma zapach owocu kokosu. Nie jest przesłodzony, ulepszony, to odzwierciedlenie naturalnego zapachu. Zazwyczaj w kosmetykach spotykam zapach kokosowy w słodkiej otoczce, tutaj takiego dodatku nie ma. Bez dwóch zdań jest to dla mnie aromat idealny i zarazem bardzo uniwersalny, mogłabym go używać dosłownie cały rok!

Kosmetyk przeznaczony jest dla skóry wrażliwej, skłonnej do alergii i choć moja skóra nie jest taka, to jestem przekonana, że będzie idealny dla "wrażliwców". Używała go przez jakiś czas i moja czteroletnia córka (także bardzo polubiła ten zapach), której skóra jest znacznie bardziej wymagająca. Żel absolutnie nie podrażnia, a myje przy tym świetnie. Nie powoduje ściągnięcia czy napięcia skóry, jest delikatny. Dla mnie to idealne połączenie fantastycznego zapachu, delikatnego oczyszczania i komfortowego uczucia na skórze po prysznicu.

Używany w rozsądnych ilościach potrafi być całkiem wydajny, ale nie zaprzeczę, że bardzo kusi wylewanie większej ilości, by uzyskać mocniejszą pianę. Pojemność jest standardowa, a opakowanie bardzo praktyczne i mocne. Tubka z żelem dodatkowo zapakowana jest w kartonowe pudełko, na którym to widnieją wszelkie informacje o kosmetyku.

Jednoznacznie stwierdzam ( co dość rzadko mi się zdarza), że absolutnie zgadam się z każdym elementem opisu na opakowaniu.


Przy wszystkich tych zaletach muszę jednak wspomnieć o jednej wadzie- w moim odczuciu jest on jednak dość drogi. Dostałam go do testów i wiem, że pewnie sama nie zdecydowałabym się na zakup. Niemniej jednak jest to fantastyczny produkt i z cała pewnością "będzie za mną chodził" przez długi czas, jeśli uda mi się go poszukać w atrakcyjnej cenie, to skusze się  z pewnością.


Pozdrawiam,

Dorota

1 stycznia 2014

Balsam do ciała pod prysznic *AA Oceanic*

I mamy Nowy Rok! Mam nadzieję, że sylwestrowa zabawa Wam się udała i mimo dzisiejszego lenistwa tak samo jak ja macie mnóstwo zapału, by uczynić ten rok lepszym niż poprzedni. Ja głęboko wierzę w to, że sami mamy wpływ na to, co się w życiu wydarzy i jak się pewne ważne i ważniejsze dla nas rzeczy potoczą, dlatego bierzemy sprawy w swoje ręce i działamy, życząc sobie przy tym wytrwałości i odwagi. 

Żeby ciekawie rozpocząć styczniowe recenzowanie, dziś notka o Balsamie pod prysznic AA Oceanic, który to pokazałam w grudniowych nowościach i spora cześć czytelników była nim żywo zainteresowana. 



Pojemność: 400 ml
Cena: ok. 16 złotych

Informacja na opakowaniu i skład:


Kosmetyk jest szalenie ciekawy, bo bardzo ułatwia i niesamowicie przyspiesza etap nawilżania ciała. Nakładamy go na umytą i jeszcze wilgotna skórę, po chwili spłukujemy- ot, wszystko! Nie ukrywam, że bardzo mi się podoba taki sposób dbania o ciało, lubię rozwiązania, które pozwalają zaoszczędzić czas, dając przy tym dobre efekty.

Balsam ma bardzo delikatny zapach, lekko kwiatowy, ale przede wszystkim taki kremowo-balsamowy, subtelnie ciepły. Konsystencję ma typową dla balsamu, nie ma tu nic zaskakującego. Nakłada się go bardzo łatwo, podczas rozcierania owa kremowość zanika i balsam przyjemnie wchłania się w wilgotną  skórę. Butla ma 400 ml, więc zapewniam, że kosmetyk jest bardzo wydajny i na długo wystarczy.



Stopień nawilżenia trudno jest jednoznacznie określić, bo nie jest to balsam, który na skórze pozostaje, więc efekt będzie zależny od tego, jak długo będziemy go wcierać. Ja nie potrzebuję dużego nawilżenia, więc chwilę po rozprowadzeniu go spłukuję i to mi w zupełności wystarcza. Przy skórze bardzo suchej należałoby dłużej go "potrzymać", a nie wiem, czy komuś chciałoby się stać pod prysznicem dłużej niż 3-4 minuty? Tak więc przy stosowaniu  "na szybko" ogromnego nawilżenia nie oczekujcie, choć oczywiście efekt odprężenia i ukojenia suchej skóry na pewno jest. 

Z moich obserwacji wynika także, że balsam może się dobrze spisać jako kremowy produkt do golenia przy użyciu maszynki. Niejednokrotnie polecamy sobie niezużytą odżywkę do włosów jako kosmetyk do depilacji, ten balsam działa identycznie. Świetnie włosy zmiękcza i rewelacyjnie chroni skórę przed podrażnieniami, używam go w tej roli równie często jak balsamu nawilżającego pod prysznic. Jeśli macie problemy z podrażnioną skórą po depilacji, to polecam skorzystać  z tej metody, sprawdza się rewelacyjnie na delikatnej skórze.


Balsam AA jest dla mnie swego rodzaju eksperymentem, a jak to z tego typu nowościami bywa, nie jest idealny. Z pewnością nie daje on głębokiego odżywienia (jak to na opakowaniu jest napisane), nawilżenia głębokiego też się nie spodziewajcie. Jest to jednak przyjemny balsam, który zastosowany po kąpieli skórę odpręża i sprawia, że nie jest napięta i sucha, a zrelaksowana i milsza w dotyku.

Wiem, że AA proponuje jeszcze dwie wersje: Jedwabiste wygładzenie i Intensywne nawilżenie. Myślę, ze nie różnią się od siebie znacznie, ale chętnie je wypróbuję, tak w ramach porównania.

Pozdrawiam,

Dorota

6 listopada 2013

Ujędrniający balsam do ciała od AA Oceanic...

Witam. 
Nie wiem jak Wy, ale ja o ciało dbam najmniej. Szczególnie ostatnio, kiedy jestem zabiegana i mam bardzo mało czasu dla siebie, pielęgnowanie ciała pomijałam prawie zupełnie. Mam jednak jeden balsam, który musiałam zużyć; kupiłam go latem i wtedy też miał być  "wykończony", posłużył mi jednak jeszcze we wrześniu i październiku. 

Ujędrniający balsam do ciała
skóra potrzebująca ujędrnienia
AA Oceanic 



Pojemność: 250 ml
Cena: ok. 12 zł


Informacja na opakowaniu i skład:



Balsam jest absolutnie bezzapachowy, uważam to za duży plus i między innymi dlatego się na niego zdecydowałam. Opakowanie wyposażone jest w pompkę, to znacznie ułatwia aplikację. Konsystencja jest lekka, balsam szybko się wchłania i bardzo dobrze rozprowadza na skórze. Zatem pod względem użyteczności jest to kosmetyk bardzo dobry, bardzo wygodny i łatwy w użyciu. 

Działanie natomiast określiłabym raczej jako przeciętne. Nawilżenie nie jest zachwycające, jest w porządku, ale osoby ze skórą bardzo suchą będą czuły niedosyt. Mnie taki poziom nawilżenie zupełnie  wystarcza, bo nie mam problemów z przesuszającą się skórą na ciele. Po aplikacji skóra faktycznie delikatnie się wygładza i staje się aksamitna, natomiast jest to efekt chwilowy, który szybko zanika. Na dłuższą metę też nie zaobserwowałam ujędrnienia, ale nie używałam go na tyle regularnie, by móc w tej kwestii absolutnie skrytykować.


Balsam jest w porządku. Dużo lepiej jednak sprawdza się w  lecie, to za sprawą delikatnej konsystencji i szybkiego wnikania w skórę. Teraz, kiedy zima zbliża się wielkimi krokami, muszę się zaopatrzyć w coś bardziej treściwego i odżywczego.

Może znacie jakieś przyjemnie pachnące masełka do ciała ? Chyba mam ochotę na ciepły, jesienno-zimowy zapach.

Pozdrawiam.

Dorota

7 października 2013

Jaonna Naturia, peelingi myjące...

Witam.
Już niegdyś pisałam o Peelingach myjących Joanny (klik), ale muszę o nich raz jeszcze wspomnieć, bo one towarzyszą mi prawie nieustannie; to jeden z tych kosmetyków, do których cały czas wracam.



Pojemność: 100 g
Cena: 4,60 zł

Peelingi te bardzo dobrze nadają się do codziennej pielęgnacji, bo nie są agresywne; w zasadzie to traktuję je jak żele pod prysznic. Ładnie pachną, są gęste i skutecznie oczyszczają. Bardzo przyjemnie się je stosuje.


Obecnie posiadam trzy wersje zapachowe: 
* grejpfrut- świeży, cytrusowy zapach;
* wanilię- słodki i apetyczny;
* żurawinę- słodką, ale z kwaśną nutą. 





Peelingi, jak do tej pory, miały dwie wady. Jedną z nich była wydajność- niestety dość szybko się je zużywa, pojemność mogłaby być większa. Drugą było opakowanie, które na szczęście zmieniono i teraz jest w porządku. Wcześniejsze, okrągłe butelki, miały fatalne zamknięcie, które po pierwszym użyciu po prosty odpadało. Te nowe mają świetne zatyczki, mocne i łatwe do otwierania, spokojnie wytrzymują przez cały okres użytkowania peelingu.





Jeśli ich jeszcze nie próbowałyście to gorąco polecam, świetna sprawa w bardzo przystępnej cenie. Jeśli natomiast miałyście okazje je stosować, to koniecznie napiszcie, który zapach lubicie najbardziej.

Pozdrawiam.


Dorota

13 września 2013

Ulubione w lipcu i sierpniu

Witam serdecznie po dłuższej przewie. 

Mamy już wrzesień, a ja jeszcze nie podsumowałam wakacji, więc nieco "po terminie" chciałabym zaprezentować te kosmetyki,  z których byłam najbardziej zadowolona w lipcu i sierpniu. 

Po pierwsze, makijaż. Krem 5w1 Bielendy był trafionym zakupem, świetnie sprawdził się na upały. Krycie ma znikome, ale ładnie wyrównuje koloryt twarzy i co najważniejsze, nie powoduje nadmiernego przetłuszczania się mojej już i tak tłustej cery. Pozostawia ładne, matowe wykończenie, dobrze się aplikuje, ma odpowiedni kolor.

Natomiast Starter matujący pod makijaż stanowił dla mnie bazę pod makijaż i to dzięki niemu twarz nie świeciła mi się nadmiernie. Ten kosmetyk jest bardzo dobry, ale nie traktuje go jako element pielęgnacji, tylko makijażu, bo to nic innego jak po prostu silikonowa baza pod makijaż.


Cały makijaż zawsze utrwalam pudrem, ostatnio u mnie w użyciu fantastyczny puder SSS od Inglota. Puder jest drogi jak na taką pojemność, ale zdecydowanie warto go spróbować. Mat na twarzy gwarantowany, a i trwałość całkiem porządna. Bardzo, ale to bardzo lubię ten puder i ubolewam bardzo, że już się kończy.


Po drugie, ciało. Latem wybieram balsamy, bo są lżejsze od maseł czy olejków. Z przyjemnością ostatnio sięgam po AA Body Care Program, bo daje mi wszystko to, czego od tego typu kosmetyku oczekuję. Nawilżenie jest dobre, zapach delikatny, aplikacja bezproblemowa, a wchłanianie wręcz błyskawiczne- po prostu ideał.



Najbardziej jednak zachwycona jestem oliwkowym szamponem do włosów Ziai. Miałam inne szampony tej marki, ale po oliwkowy jeszcze nie sięgałam- to był zdecydowanie błąd. Szampon, oprócz oczyszczania włosów, bardzo je zmiękcza i zupełnie nie powoduje splątania- to idealne rozwiązanie dla zniszczonych włosów, które się przetłuszczają. Próbowałam myć włosy odżywką i nie powiem, to świetna sprawa, ale jednak mycie szamponem jest bardziej dla mnie; tak więc raczej pozostanę przy tej metodzie oczyszczania włosów. 

Jeśli już mowa o serii oliwkowej, to nieustannie używam Naturalnego płynu do higieny intymnej. To taki normalny żel, stosuję go także jako mydło pod prysznic, a najbardziej lubię jego zapach. Oliwkową serię Ziai zatem uznaje za mój hit tego lata.


Po trzecie, maseczki. Nie raz już pisałam o tym duecie i pewnie jeszcze nie raz napiszę. Bawełna Bielendy nawilża skórę twarzy najlepiej na świecie! Krok 2 to maseczka, bardziej skondensowana wersja kremu z Bawełną, który też szalenie lubię. Raz na jaki czas sięgam więc po ten zestaw, żeby bardziej cerę nawilżyć i ukoić; fantastyczna rzecz po plażowaniu, kiedy to skóra zmęczona jest słońcem i opalaniem. 


W temacie kosmetycznym to tyle, jeśli natomiast chodzi o inne przyjemności, to muszę tu wspomnieć o mrożonej kawie. Uwielbiam kawę, a latem prym wiedzie wersja mrożona!!!!!! Nie ma bardziej orzeźwiającego napoju na ciepłe dni!!!! Przepis na najprostszą i najpyszniejszą kawkę znajdziecie tu:)))


Mam nadzieję, że jesień będziemy mieć równie piękną jak lato.

Pozdrawiam.


Dorota

29 lipca 2013

10% D-panthenolu, Ziaja

Witam.
Kupiłam ten krem po to, by nieco ukoić skórę po zbyt długim przebywaniu na słońcu. Okazało się, że nie tylko do tego się przydał i wiem, że to będzie jeden  z tych kosmetyków, który warto mieć cały czas "na stanie".
10% D-panthenolu
krem łagodzący dla dzieci i dorosłych
Ziaja


Pojemność: 60 ml
Cena: ok. 7 złotych

Informacje na opakowaniu i skład:


Krem ma delikatną, bardzo lekką konsystencję. Ładnie się rozsmarowuje i całkiem szybko wchłania, jest bezzapachowy. Tubka jest poręczna, ale pojemność bardzo mała- to chyba jedyna wada tego kosmetyku; poza tym nie mam wobec niego absolutnie żadnych zastrzeżeń.

Fantastycznie złagodził mocno zaczerwienioną po opalaniu skórę, przyniósł mi spore ukojenie i spowodował, że dość szybko uporałam się z zaczerwienieniem i pieczeniem; to najlepszy łagodzący oparzenia słoneczne krem jaki do tej pory miałam. Poza tym stosowałam go także po depilacji i tutaj "odwalił kawał dobrej roboty". Ponownie świetnie złagodził zaczerwienia i spowodował, że skóra szybko odżyła. Nadaje się także jako krem do rąk, błyskawicznie się wchłania, nie pozostawia klejącej warstwy i fantastycznie nawilża.

Pokusiłam się też o to, by stosować go przez kilka dni na twarz i dekolt. Nie wyrządził mojej skórze żadnej krzywdy, nie odnotowałam negatywnych zmian na skórze, wręcz przeciwnie. Myślę, że on może być świetną alternatywą dla kremu nawilżającego i łagodzącego bardzo przesuszoną skórę, przy tym nie zapycha porów, a to dla mnie kwestia kluczowa.


Z powodzeniem mogą go stosować zarówno dorośli, jak i dzieci (mam tu na myśli nieco starsze pociechy). To bardzo uniwersalny kosmetyk, przydatny w wielu sytuacjach, lubię takie rozwiązania i żałuje, że pojemność tubki jest taka mała. Jestem nim po prostu oczarowana, krem ten z pewnością pozostanie ze mną na dłużej. 

Pozdrawiam.

Dorota

22 maja 2013

Krem do depilacji, AVOCADO *Bielenda*

Witam,
kolejny post i ponownie kosmetyk Bielendy; tak się złożyło, że w ostatnim czasie w ręce wpada mi albo coś Lirene, albo Bielendy właśnie. 

Krem do depilacji
Vanity, Avocado
ciało, twarz, bikini
*Bielenda*



Cena: ok. 8 zł
Informacja na opakowaniu:

Kremem depilacyjnym usuwam włoski na rękach, więc nie potrzebuje mocnego działania, na tej części ciała owłosienie jest raczej delikatne i łatwiej się go pozbyć. Ten krem jest łagodny, dlatego z powodzeniem służy mi już od jakiegoś czasu tylko do tego celu.

Depilacja jest konieczna, ale nie lubię, kiedy wiąże się z podrażnieniem skóry. Bielenda Avocado to faktycznie łagodny i dość skuteczny krem depilacyjny, choć nie jest on ekspresowy, ja trzymam go na skórze zdecydowanie dłużej niż pięć minut, bo inaczej nie zadziała właściwie. Nakłada się go za pomocą szpatułki, nią także krem należy "zeskrobać". Po 12-13 minutach włosy są usunięte, a skóra gładka i miękka, bez podrażnień i zaczerwienienia. Od razu po użyciu można wyjść  z domu bez obawy, że skóra będzie piekła. Ważne jest też to, że drażniący zapach kremu (śmierdzi jak każdy inny krem depilacyjny) znika zaraz po umyciu skóry.

Biorąc pod uwagę jego łagodność, bez oporów nałożyłabym go i na twarz (ale nie mam w chwili obecnej takiej potrzeby, testuję plastry do depilacji twarzy Joanny), z pewnością spisałby się świetnie. Nie wiem jednak, czy jest to odpowiednia rzecz na grube i mocne włosy, obawiam się, że mógłby nie sprostać takiemu wyzwaniu. U mnie krem usuwa 100% owłosienia z rąk, więc uznaję go za bardzo skuteczny.


Krem depilacyjny to dobre rozwiązanie na "małe powierzchnie", pojemność bowiem nie jest duża i nie wyobrażam sobie w ten sposób depilować na przykład nóg. Do użytku na twarz, bikini, pachy czy ręce właśnie, jest to całkiem dobry sposób.

Pozdrawiam.

Dorota

11 maja 2013

Diamentowy peeling- masaż myjący *Eveline*

Witam serdecznie.
Dziś o modelowaniu i wyszczuplaniu sylwetki w czterech wymiarach:)


Diamentowy peeling- masaż myjący
antycellulit
do skóry wrażliwej i skłonnej do alergii
slimEXTREME 4D
Eveliene Cosmetics


Pojemność: 250 ml
Cena: ok. 16 złotych

Informacja na opakowaniu:


Skład:

Te cztery wymiary, o których już wspomniałam, to: pobudzanie skóry do odnowy, poprawa mikrokrążenia,  działanie przez 48 h, dodatkowa energia. U mnie ten peeling nie zadziałam wzorowo i na wszystkich tych poziomach, ale okazał się całkiem przyjemny peelingiem do codziennego lub częstego stosowania.

Te "mikrokryształy diamentu" to mnie bardzo rozbawiły, no cóż, zdarza się czasem firmom i takie rzeczy pisać. W każdym bądź razie peeling faktycznie dobrze złuszcza naskórek, przyjemnie masuje i pobudza skórę. Nie jest to bardzo mocne działanie, ale wystarczające by poczuć, że to peeling. Kosmetyk jest idealny do częstego stosowania. Poza dobrym peelingowaniem przyjemnie orzeźwia, ładnie i świeżo pachnie, co pozwala się odprężyć i zrelaksować.Efekt jest owszem, bardzo przyjemny, ale czasem niewystarczający i z pewnością nie utrzymuje się aż 48 godzin! Jeśli się spróbuje peelingu kawowego lub bambusa do peelingu ze Starej Mydlarni ( ten ostatni to geniusz ścierania), to ten będzie tylko namiastką dobrego peelingu, przyjemną, ale nie działającą radykalnie. Ma to oczywiście swoje plusy, nie każdy bowiem przepada za maksymalnym ścieraniem, poza tym jest on przeznaczony do skóry wrażliwej, tak więc dział według jej potrzeb.

Oczywiście po spłukaniu odczuwa się niebywałą gładkość i miękkość skóry (ciało nie jest jednak zaczerwieniona lub podrażnione), a wtedy każdy balsam lub masło działają ze zdwojoną siłą, to chyba w używaniu peelingu jest najprzyjemniejsze. Szczególnie przydatny podczas wszelkich kuracji antycellulitowych i ujędrniających. W moim odczuciu nie daje on uczucia nawilżenia, choć tez skóry nie wysusza. 


Nie jest to dla mnie peeling idealny, zużyłam go z przyjemnością, ale częściej sięgam po mocne, intensywnie ścierające kosmetyki. 

Pozdrawiam.

Dorota

9 maja 2013

Termoaktywne serum do ciała *Eveline Cosmetics*

Witam.
W pielęgnacji zarówno twarzy, jak i ciała, ważna jest systematyczność. Mnie, o ile w walce o zdrową cerę nie jest w stanie powstrzymać nic, o tyle w nakładaniu maseł i balsamów mam sporo do nadrobienia. Naprawdę staram się być sumienna, ale jednak nie przykładam się do tego aż tak bardzo. Dlatego też zła jestem niesłychanie, bo wiem, że mój cellulit zaczyna żyć własnym życiem i już powoli zupełnie przestaje nad nim panować, poza tym przydałoby mi się zgubić co nieco w talii. 

Kosmetyki do ciała z Eveline są chyba jednymi z bardziej popularnych w kwestii walki o jędrna i gładka skórę. Od kilku już lat non stop mam coś tego typu od Eveline właśnie i stosuje, ale tak na pół gwizdka; zawsze jestem raczej zadowolona, choć widzę, że w tej chwili takie serum może stanowić już tylko dodatek, że samo z problemem cellulitu i gromadzącego się tu i ówdzie tłuszczyku sobie nie poradzi, że trzeba mi jakiś ćwiczeń, ruchu ( a to dla mnie nie lada wyczyn, bo sport kompletnie mnie nie kręci). 


Termoaktywne serum do ciała
kuracja wyszczuplająca talię, brzuch, pośladki i uda
*Eveline Cosmetics*


Pojemność: 200 ml
Cena: ok. 25 zł 


Informacje na opakowaniu:



Skład:

Informacja kosmetyku na stronie Eveline KLIK

Serum stosowałam na brzuch, talię, uda i pośladki, chwilę po nałożeniu czuć już ciepło, trochę jak po zbyt intensywnym opalaniu. Szczerze powiedziawszy nie lubię tych efektów rozgrzania czy chłodzenia, to potwornie irytujące, niby mam w ten sposób pewność, że kosmetyk działa, ale  równie dobrze mógłby działać bez wywoływania u mnie dyskomfortu. Poza tym sama aplikacja i rozprowadzenie serum na ciele nie sprawia absolutnie żadnych trudności, a i zapach jest delikatny i przyjemny. 

Producent zaleca, by używać go dwa razy dziennie, ja smarowałam się tylko wieczorem. Już po kilku dniach skóra stała się odrobinę bardziej napięta, jędrna. Nie jest to może jakaś zaskakująca wizualnie różnica, ale ja ją dostrzegam. Poza tym serum świetnie nawilża i pielęgnuje skórę, tak więc to już bardzo poprawia jej wygląd. Centymetrów mi niestety nie ubyło, ale też tego nie oczekiwałam, poza tym raczej się nie ograniczam w spożywaniu bardzo kalorycznych przysmaków, nie ćwiczę, nie mam więc większych szans na ubytek w kilogramach czy centymetrach. 



Zasadniczo jestem na tak jeśli chodzi o to serum i inne wyszczuplające oraz walczące z cellulitem kosmetyki Eveline. Jeśli jednak chce się odchudzić lub zlikwidować skórkę pomarańczową, to taki kosmetyk nie wystarczy, natomiast może pomóc ujędrnić i napiąć skórę, co z pewnością jest potrzebne podczas walki o zgrabną sylwetkę. 

Pozdrawiam.

Dorota

1 kwietnia 2013

S.O.S. krem-opatrunek regenerujący *Tołpa*

Witam.
Wielkanocny poniedziałek już się kończy a ja, wcale nie przejedzona, wracam stęskniona do pisania.

krem- opatrunek regenerujący
dermo body, nutri
Tołpa


Pojemność: 250 ml
Cena:47,49 zł (klik)

Skład:


Info na opakowaniu:


W tym całkiem sporym słoju kryje się niezbyt przyjemnie wyglądający krem, który fantastycznie regeneruje skórę-  tak w skrócie określiłabym to, co myślę o tym kosmetyku. Opakowanie standardowe, pojemność także, trochę niezbyt zachęcająco wygląda kolor, ale konsystencja i zapach bardzo na plus (wyczuwam tu delikatne nuty cytrusowe, może i odrobinę kwiatowe). Nie bez przyczyny nazwano to "kremem", nie jest bowiem podobne ani do masła, ani do balsamu, podczas aplikacji nie ma rozczarowania, rzeczywiście sprawuje się na ciele jak krem. Po nałożeniu wchłania się całkiem przyzwoicie, ale jednak otula skórę, jak na opatrunek przystało, po kilku godzinach wnika całkowicie i potrzebna jest ponowna aplikacja.

Działanie kremu uważam za dobre, świetnie ciało nawilża, zmiękcza i chroni. Faktycznie eliminuje suchość i szorstkość, zapobiega ściągnięciu. Bardzo przyjemnie stosuje się ten krem w mroźne dni, a także po depilacji, wyśmienicie skórę pielęgnuje. Jeśli chodzi o działanie, to nie mogę mu absolutnie nic zarzucić, sprawdził się u mnie rewelacyjnie.  Naprawdę działa tak, jak producent zapewnia.



Przeszkadza mi w nim tylko jedno- cena. Prawie 50 złotych to jednak sporo za krem do ciała i wiem, że nie każdy może sobie pozwolić na taki wydatek. Raz na jakiś czas można się skusić, tym bardziej, że jest on bardzo wydajny, ale do codziennego użytku wybrałabym coś równie dobrze działającego, a jednak bardziej przystępnego cenowo.

Pozdrawiam.

Dorota