Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pomadka do ust. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pomadka do ust. Pokaż wszystkie posty

29 listopada 2013

Light Lip Tint *Bell*

Witam.
Jakiś czas temu trafił w moje ręce Lip Tint marki Bell. Byłam sceptycznie nastawiona i podeszłam do niego z rezerwą, bo obiło mi się o uszy, że to maleństwo potrafi wysuszyć usta na wiór, a tego nikt nie lubi, tym bardziej jesienią!

Light Lip Tint
błyszczyk trwale barwiący usta
Bell


Pojemność: 5,5 g
Cena: ok. 11 zł

Opakowanie i sam aplikator są w porządku, łatwe do używania, praktyczne. Kolor mojego tinta to nr 12, czerwień, z delikatną nutą ciepłej domieszki. Sam kolor bardzo mi się podoba,ale mam wątpliwości, czy oby na pewno do mnie pasuje. Jednego dnia wydaje mi się, że wyglądam  w nim dobrze, innego natomiast nie. 


Kosmetyk ten ma bardzo ciekawą konsystencję,  z pewnością daleką od klasycznego błyszczyku. Jest zdecydowanie bardziej lekki, określiłabym go jako wodnisto - żelowy, płynny, ale całkiem przyjemny w aplikacji. Kolor lekko wgryza się w usta, bo ten błyszczyk jest trochę jak samoistnie wchłaniające się maseczki, czyli nakładamy i czekamy, a usta przyjmą go tyle, ile trzeba. Potem już nie czuć nadmiaru kosmetyku, a efekt pozostaje. Musze przyznać, że idea tego typu błyszczyku do ust bardzo mi odpowiada, bo nic się nie klei, nic nie przeszkadza. 

Sam Lip Tint sprawuje się całkiem dobrze; kolor trzyma się długo,czasem nawet do 4-5 godzin. Moje największe obawy co do  wysuszania nie zostały potwierdzone, bo w sumie sam tint nie wysusza moich ust aż tak bardzo. Zauważyłam, że jeśli nałożę go i pozostawię bez niczego, to po jakimś czasie odczuwam potrzebę zaaplikowania balsamu; podobnie dzieje się, jeśli pozostawię usta bez żadnej ochrony. Tak więc wydaje mi się, że tint nie wysusza ust jakoś szczególnie, on po prostu nie daje efektu nawilżenia, nie chroni ust, bo jest stworzony do tego, by dawać kolor, a nie pielęgnować. Poza tym kolor pozostaje na ustach w dobrym stanie przez dłuższy czas i naprawdę wystarczy tylko kilka pociągnięć pomadką ochronną, by usta wyglądają świeżo i soczyście, a kolor nabiera odświeżenia.

Należy z nim uważać wtedy, gdy się ma usta mocno przesuszone, z widocznymi suchymi skórkami. Wtedy raczej on ich nie upiększy, jedynie podkreśli niewypielęgnowane usta.  Można jednak stworzyć za jego pomocą efekt tzw. przygryzionych ust, ten kolor nadaje się do tego idealnie.

Dla mnie Light Lip Tint jest kosmetykiem, który stosuję tylko po to, by nadać ustom kolor. Zawsze używam go w komplecie z pomadką ochronną.



Efekt na moich ustach, nałożyłam rozsądną warstwę. Wygląda  naturalnie i jak widzicie, zupełnie nie widać na ustach kosmetyku, wszystko jakby usta pochłonęły:)


Swego czasu były także dostępne w Biedronce Lip Tinty Bell z serii Absolute Color. Moim zdaniem te dwa kosmetyki jednak różnią się od siebie. Light Lip tint jest błyszczykiem, Lip Tint Absolute Color jest pomadką w płynie. Konsystencja jest bardzo podobna, ale efekt jednak nieco inny.


Mimo iż błyszczyk (kolor czerwony) zdaje się być bardziej intensywny, to jednak pomadka (kolor różowy) daje na ustach bardziej intensywny odcień.


Widać tu, że pomadka Absolute Color radykalnie zmieniła barwę moich ust, są tu ewidentnie różowe. Efekt jest nadal naturalny, nadal widać, że nie ma się na ustach kremowej pomadki.


Pomadka w płynie zachowuje się na ustach podobnie jak trwały błyszczyk, kolor utrzymuje się długo, ale także potrzebna jest dawka nawilżenia; tak więc bez balsamu ani rusz.

Lip Tinty Bell uważam za ciekawe kosmetyki, jeśli ktoś szuka w miarę trwałego koloru. Pamiętajcie jednak podczas jego używania o odpowiedniej pielęgnacji ust.

Pozdrawiam.

Dorota

26 października 2013

Niespodziewana przesyłka...

Witam. 
Odebrałam dziś z poczty zupełnie nieoczekiwaną przesyłkę. Zastanawiałam się, co to takiego, bo na nic nie czekałam, niczego nie zamawiałam. Okazało się, że to niespodzianka od firmy Bell.


W środku znalazłam:

* cień do powiek z serii HYPOAllegenic, nr 50;


* błyszczyk trwale barwiący usta;


* pomadkę trwale barwiącą usta. 


Cień jest perłowy, ma delikatny fioletowy odcień, wygląda bardzo interesująco.  Błyszczyk- LIP TINT- mam podobny, tylko w różowym kolorze; kupiłam w Biedronce. Jest całkiem dobry, więc prawdopodobnie będzie mi dobrze służył. Pomadka natomiast to dla mnie absolutna nowość, nałożyłam ją na usta i zdaje się, że ma właściwości i barwiące, i nawilżające, będzie więc dobra na co dzień.


Bardzo dziękuję Bell za miłą przesyłkę.

Jeśli znacie te kosmetyki, to koniecznie napiszcie, jak Wam się spisują. 

Pozdrawiam.

Dorota

6 sierpnia 2013

Nowości....

Witam serdecznie.

To, że bardzo rzadko publikuje posty na blogu nie oznacza, że zamarło też moje "kosmetyczne życie"; karuzela zużyć i zakupów kręci się nadal! W przeciągu kilku ostatnich tygodni wpadły do mojej kosmetyczki rzeczy, które są zdecydowanie godne uwagi, dlatego zdecydowałam się Wam je zaprezentować.



Do pielęgnacji skóry wokół oczu stosuję teraz krem z AA Oceanic, oczywiście wersja 30+. Pod makijaż nakładam Starter matujący, zastąpiłam nim krem matujący z FlosLeku. Ze starteru jestem szalenie zadowolona, fantastycznie sprawdza się w ciepłe dni.


Pielęgnację włosów wzbogaciłam o Serum regenerujące do końcówek oraz Kompres nawilżająco- regenerujący. Bardzo lubię serie Z Apteczki Babuni, a tych kosmetyków jeszcze nie próbowałam.


Zmieniłam też sposób mycia włosów, teraz używam do tego celu Odżywki Z pokrzywą i zieloną herbatą; mam nadzieję, że to nieco polepszy kondycje moich bardzo suchych włosów. 

Skusiłam się też na Dwufazowy zmywacz do paznokci z Delii, może i moje skórki będą mniej suche. 


 To także dla mnie absolutne nowości, nigdy wcześniej nie używałam niczego podobnego.
Płyn micelarny + peeling do demakijażu to dobre rozwiązanie dla wiecznie zabieganych. Kurację dermatologiczną z witaminą C z Ziai miałam na oku już dawno temu, czytałam kilka pochlebnych opinii o całej tej serii, także musiałam kupić.


Ponownie sięgnęłam po Kolagenowe płatki ŚwitPharmy, bardzo je polubiłam. LipTint z Bell dostałam w Biedronce, bardzo przyjemna i całkiem trwała pomadka, choć potrafi odrobinę usta wysuszyć.


Jeśli znacie któryś z tych kosmetyków, to koniecznie napiszcie, jak się u Was sprawdziły. 

A jeśli macie ochotę wypróbować Starter matujący z lub Starter nawilżający z AA Oceanic, to zapraszam na moje  rozdanie.



Pozdrawiam.


Dorota

14 maja 2013

Pomadka do ust, nr 418, Inglot

Słodki, cukierkowy róż.... na ustach. 


Pomadka do ust
nr 418
Inglot



Cena: 21 zł


Kolor jest taki słodki, że aż mdli; nie każdy w takich barwach gustuje. Ja bardzo lubię różowe szminki, bo dobrze współgrają z moim typem urody.


Jeśli by jednak nie zwracać uwagi na kolor, to sama pomadka jest raczej kiepska. Ma suchą i tępą konsystencję, czuć to już podczas nakładania. Podkreśla każdą suchą skórkę lub nierówność ust, nałożona nawet na balsam nawilżający nie prezentuje się idealnie. Trwa na ustach całkiem długo, ale potwornie je wysusza i jest niekomfortowa  w noszeniu. Znośnie wygląda tylko po peelingu, przy ustach mocno nawilżonych (czasem zdarza mi się takie mieć). Ja, jeśli decyduje się na nią, to trzymam balsam  w torebce i aplikuję co jakiś czas, żeby nie doprowadzić do przesuszenia.


Kolor śliczny, wykończenie matowe- to zdecydowanie na plus. Jakość jednak pozostawia wiele do życzenia, jest z nią dużo zabawy; raczej nie skuszę się na inne kolory z tej serii. Szkoda, bo gama kolorystyczna jest bardzo ciekawa.

Pozdrawiam.


Dorota

5 marca 2013

Zakupy w Inglocie

Witam cieplutko.
Słoneczko świeci, śniegu już nie widać... ach, czuję wiosnę. Wybrałam się wczoraj z moim mężem na wiosenne zakupy i zawitałam do sklepu Inglota; wydałam tam sporą sumkę. Jestem jednak bardzo uszczęśliwiona, bo już od jakiegoś czasu potrzebowałam kilku rzeczy.



Najważniejsza była zalotka, bo poprzednia stwarzała już spore zagrożenie i koniecznie musiałam ją wymienić. Kosztowała 20 złotych. 


 Płyn do czyszczenia pędzli, pojemność 150 ml, cena 16 złotych. 


Paleta na róże  ( 18 zł) i dwa wkłady (18 złotych kosztował nr 82, nr 42 był przeceniony na 7,50). 


Pomadka  w kolorze różowym (21 zł) oraz dwa cienie: matowy beż o numerze 351 i fiolet, który był przeceniony na 5 złotych.


I zakup trochę spontaniczny- kuferek kosmetyczny VL, koszt 130 złotych. 
Ponoć jest ze skóry, ale jakoś temu nie dowierzam. Wygląda jednak bardzo porządnie i schludnie, z pewnością pomieści sporo kosmetyków. 


Najlepsze w nim jest to, że ma długą rączkę i można go nosić na ramieniu; to znacznie wygodniejsze niż kuferki do ręki. Wewnątrz miejsca jest sporo, choć brak mi tu przegródek, co by nie wrzucać wszystkiego w pustą przestrzeń. Będę musiała jakoś ten problem rozwiązać.



Pozdrawiam.


Dorota

27 lutego 2013

Ulubione w lutym

Na szczęście koniec lutego już się zbliża, ciesze się ogromnie, bo zimy mam serdecznie dość, a marzec zawistuje wiosnę. Tak więc z ogromna radością "zamykam" drugi miesiąc 2013 roku postem z ulubionymi kosmetykami.


 *Masło do ciała z serii BAWEŁNA, Bielenda. Pod postem z recenzją tego masła któreś z Was napisały, że może je na włosy nałożyć? Nałożyłam i powiem Wam, że to była dobra decyzja, fantastyczne nawilżenie i połysk! Kto by pomyślał! Zastanawiam się na zakupem kolejnego opakowania, które w całości zużyłabym na włosy.

* Sensual, plastry do depilacji twarzy.  Włoski na twarzy nie przeszkadzają mi na co dzień, bo są prawie niewidoczne. Kiedy się jednak robi zdjęcia na bloga, to jest to uciążliwe, bo widać wszystko, szczególnie jak się nałoży podkład. Plastry są całkiem w porządku, dobrze sobie radzą z delikatnym owłosieniem.


 * Bibułki/chusteczki matujące, aktualnie mam te z Inglota i Wibo. Lubie je tak samo bardzo, choć różnią się od siebie znacznie. Dla osoby z tłustą cerą to rzecz niezbędna! Ostatnio moja cera nie przetłuszcza się wybitnie, ale bibułki mam i używam, to chyba już kwestia przyzwyczajenia. 


 * Cień do powiek z limitowanej kolekcji karnawałowej GLAM NIGHT Sparkle, Bell. Śliczny brąz z ogromna ilością srebrnych drobin. Mam słabość do cieni Bell, jakościowo bardzo mi odpowiadają, tylko wybór kolorystyczny jest ograniczony.


* Pomadki Celia Nude 601 i 602. Fantastyczne pomadki, których kolory na ustach wyglądają obłędnie. Kolor o numerze 602 zmasakrowała mi córka (wcale nie musiała się napracować, pomadki są bardzo miękkie), ale moja przemiła koleżanka miała identyczną i w związku z tym, że  z niej nie korzystała, to mi ja podarowała. Zaczęłam używać i przypomniałam sobie, jak bardzo je lubię. 

*Błyszczyk Spicy, Wibo. Nie mogłam o nim nie wspomnieć, kolor mnie urzeka. Bardzo ciekawy, wielowymiarowy efekt na ustach. 


Pozdrawiam.

Dorota

4 stycznia 2013

"Tydzień z Wibo"- pomadki błyszczykowe *Lovely*

Połączenie pomadki z błyszczykiem to ostatnio dość popularna kombinacja, sporo firm zdecydowało się na wprowadzenie tego typu kosmetyku do swojej oferty.  Niewątpliwą zaletą takiego mazidełka jest to, że można nim pomalować usta bez lusterka, w biegu, kiedy jest taka potrzeba.

Błyszczykowa pomadka do ust 
*Lovely*


Pojemność: 4,2 g
Cena: ok. 8 zł

Informacja o produkcie:
nawilżająca pomadka błyszczykowa o 8 odcieniach dla każdej z nas. Klasyczne kolory dla dziewczyn lubiących stonowany makijaż, a także krzykliwe odcienie dla imprezowiczek. Lekka i przyjemna konsystencja delikatnie nawilża usta, pozostawiając na nich delikatne refleksy mieniące się w blasku słońca.  Utrzymuje się na ustach dłużej niż błyszczyk. Lekka i delikatna formuła nawilży Twoje usta gwarantując przyjemny zapach podczas aplikacji.


Ja otrzymałam w ambasadorskim pudełku trzy kolory.



czerwień,  nr 02


 różowo- beżowy odcień nude, nr 07


 czekoladowy brąz, nr 03



Moim zdecydowanym faworytem spośród tych odcieni jest nr 07 i tego używałam najczęściej. Czerwień zostawiam raczej na specjalne okazje. Numer 03 natomiast nieco mnie przerażał w opakowaniu, ale na ustach wygląda naprawdę bardzo ładnie, łagodniej niż na dłoni.

Aplikacja jest przyjemna, szybka i komfortowa. Pomadka sunie po ustach, jest łatwa w użyciu, a że kolor nie jest bardzo intensywny, to można sobie pozwolić na malowanie się bez lusterka (to czasem jest dość istotne). Trwałość niestety nie jest wybitna, po dwóch godzinach nie ma po niej w zasadzie śladu, ale za to nawilżenie i ochrona są porządne. Miło jest nią chronić usta przed wiatrem i zimnem, daje ładny efekt, a i usta wyglądają na zadbane. Zdecydowanie nie podkreśla ona suchych skórek,  spierzchnięć i daje bardzo ciekawe wykończenie. Odrobina koloru pokryta błyszczącą poświatą, usta od razu wyglądają ładniej, szczególnie te wąskie, wymagające powiększenia.

W moim odczuciu, obok kilku niewątpliwych zalet, pomadki te mają też drobne wady. Po pierwsze, zapach. Niby jest on świeży i taki orzeźwiający, ale przy tym tak intensywny, że aż drażniący. Ja jestem raczej wrażliwa na mocno perfumowane pomadki, tak więc czasem mnie ten zapach po prostu irytuje. Drugi minus to miękkość i delikatność samego produktu. Podobnie jak seria Nude Celii, tak i te potrafią się złamać lub wygiąć pod większym naciskiem, trzeba się z nimi delikatnie obchodzić.

Opakowanie jest zwykłe, nic szczególnie zachwycającego. Jest jednak dość praktyczne, bo zamknięcie wykonano solidnie, a góra jest przezroczysta (jeśli się posiada kilka kolorów, łatwo można odszukać właściwy odcień).


Ciekawi mnie, co myślicie o połączeniu pomadki z błyszczykiem?  Warto sięgać po takie kosmetyki?

Pozdrawiam.

Dorota

Jeśli masz ochotę przyłączyć się do "Tygodnia z Wibo" i wziąć udział w losowaniu lakierów do paznokci, zapraszam tu




26 listopada 2012

Trzeci Wibo- Box

Witam.
Dotarł do mnie trzeci już Wibo-Box. A w nim:



* trzy pomadki błyszczykowe Lovely;

nr 07, nr 02, nr 03
 * podkład Lovely Matte&Fresh skin, kolor soft beige;


*lakiery Trend Edition z trzech serii: Arctic Expression, Plant Life, Vintage Garden;




nr 5, nr 5, nr 2, nr 3

nr 5, nr 1, nr 6, nr 4
 * pędzel do różu Lovely;

*torba ekologiczna od portalu Zszywka.pl, której niestety nie sfotografowałam.

Tak prezentuje się kolejny Wibo-Box. Szczególnie ciesze się  z lakierów, kolory są interesujące, nie mam w swoich zbiorze podobnych, wiec wszystkie z pewnością zagoszczą na moich paznokciach.

Pozdrawiam.

Dorota