Pokazywanie postów oznaczonych etykietą puder transparentny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą puder transparentny. Pokaż wszystkie posty

1 listopada 2012

Puder bambusowy *Biochemia Urody*

Kto nie zna tego pudru? To jeden z tych kosmetyków, który zawojował nie tylko blogosferę i stał się bardzo pożądanym. Ja, posiadaczka bardzo tłustej cery, musiałam go mieć, żeby przekonać się, czy jest taki dobry.

Puder bambusowy
*Biochemia Urody*


Pojemność: 10 g
Cena: 14,80 zł

Opakowanie z sitkiem, wcale nie takie praktyczne, jak by się mogło wydawać:( Mam wrażenie, że jest mało solidne i trochę tandetne, ale w końcu nie o opakowanie tu chodzi, a o puder.


Sam puder wygląda bardzo zwyczajnie, jest to po prostu biały proszek, który dość mocno pyli, podczas używaniu sypie się wokół jak szalony. Ale twarzy nie bieli, przynajmniej mojej, daje matowe wykończenie i jest niewidoczny. Nie zmienia też koloru podkładów (próbowałam z różnymi, także z kremami tonującymi), ładnie z nimi współgra. Na twarzy wygada następująco:


Puder jest bardzo subtelny, nie da rady z nim przesadzić. Zostawia cerę gładką i aksamitną, zmatowienie jest widoczne. Ja bardzo lubię matowe wykończenie, nawet jeśli jest to takie zupełne "wyczyszczenie" skóry z choćby delikatnego refleksu. Rzadko zdarza się, żeby moja cera tak wyglądała, więc tęsknię bardzo za takim efektem. Ten puder to daje, ściąga błysk i wygładza twarz, ale robi to w sposób delikatny, nie tworzy wrażenia nadmiernej pudrowości ( to pewnie jest też zależne od ilości, jaką się zaaplikuje). 

Lubie ten puder  też za to, że nie zapycha moich porów. Nie wpływa na poprawę stanu skóry (jak producent opisuje), ale też jej zupełnie nie szkodzi. Nie wysusza mojej skóry, a wiem, że takie zarzuty też mu stawiano. Jest także bardzo wydajny.

Pozostała już tylko ostatnia kwestia, najważniejsza zresztą, czyli trwałość matu na twarzy. Tu niestety dobrych wieści nie mam, na mnie on chyba nie działa. Po dwóch godzinach błysk jest już dość mocno widoczny i poprawki są konieczne. Lepiej jest tylko wtedy, gdy użyje podkładu Lirene City Mat, ale w mojej opinii to zasługa tego podkładu, pudru raczej nie. Jeśli nałożę go tylko na krem nawilżający, już po dwóch godzinach muszę użyć bibułek, bo nie wyglądam już tak "matowo". I tak ja pozostałe zalety sprawiają, że po puder chętnie sięgam, tak ta kwestia zupełnie mnie rozczarowuje.

Puder jest przyzwoity, spokojnie można się na niego skusić, wielkiej klapy być nie powinno. Ale nie jest to kosmetyk idealny, sporo mu do takiego brakuje, nie rozumiem więc tego ogromnego nim zachwytu.

Pozdrawiam.

Dorota.

3 marca 2012

Podsumowanie lutego *ulubieńcy*


Kilka drobiazgów, które przypadły mi do gustu w ostatnim czasie.


1. Joanna balsam do ciała z serii Z Apteczki Babuni. Dostałam go od Belli w BlogBoxie, sama pewnie bym go nie kupiła, bo ja naprawdę rzadko smaruje swoje ciało balsamami. A jaka to jest cudowna rzecz! Pięknie pachnie, świetnie się rozprowadza , cudownie nawilża i zmiękcza skórę. Używam go teraz wręcz nałogowo.
Zapach bzu wprowadza mnie w bardzo relaksujący nastrój. Dom moich rodziców cały otoczony był kiedyś drzewkami bzu, dlatego kojarzy mi się on z dzieciństwem, z beztroskim przebywaniem na świeżym powietrzu i oczywiście zbliżającymi się wakacjami. Często jako mała dziewczynka zrywałam całe mnóstwo gałązek, zanosiłam do domu i szukałam kwiatków z pięcioma odnóżkami. To ponoć miało przynosić szczęście.

2. Wibo liner w kolorze czarnym. Wygodne i całkiem precyzyjne maleństwo; choć moje kreski nie są idealne, lubię je malować. Liner trzyma się na oku cały dzień i ma intensywny kolor.  Jeśli dodać do tego śmieszną cenę (ok. 7 zł) mogę bez oporów stwierdzić, że to ideał.

3. Inglot róż w kremie nr 84. Pisałam o nim tu. Świetny produkt, piękny kolor, niezła trwałość. Używam codziennie!

4. Tołpa relaksujący krem pod oczy. Delikatny i lekki krem, który idealnie sprawdza się pod makijaż. Szybko się wchłania i nawilża skórę pod oczami.  Korektor z Inglota, który jest teraz u mnie w ciągłym użyciu, współpracuje z nim bez żadnych zarzutów.

5. Inglot puder transparentny nr 217. Ma zółty kolor, dzięki czemu fajnie niweluje zaczerwienienia. Przyzwoicie matuje i utrwala makijaż, a małe i poręczne opakowanie z puszkiem idealnie nadaje się do torebki. Więcej zdjęć tego kosmetyku tu. Recenzja pojawi się za jakiś czas.



Pozdrawiam.


16 lutego 2012

Na tłusto...

Tłusty Czwartek! Objadamy się pączkami, oj objadamy.


Jednak ja nie o pączkach, a o radzeniu sobie w ciągu dnia ze świeceniem się cery. Podkład czy puder nie jest w stanie wyeliminować tego problemu, dlatego muszę  jakoś owe świecenie niwelować. To mój arsenał:




Bibułki matujące Wibo
Skrobia ziemniaczana
Pędzelek Sunshade Minerals
Puder Inglot


Bibułki matujące Wibo- małe różowe karteczki, mają teksturę papieru śniadaniowego (tak mi się przynajmniej kojarzą). Są w porządku, choć nie tak dobre jak inglotowe. Kosztują ok. 5 zł.


Jest ich 40 w opakowaniu, na całą twarz potrzebuję dwóch sztuk. Przyzwoicie zbierają sebum, nie ścierają podkładu. 


Skrobia ziemniaczana- przechowuje ją w opakowaniu po pudrze MySecret. Kosmetyk/produkt spożywczy kupowany na kilogramy, wydajność więc powalająca. Naprawdę świetnie matuje, dobrze się sprawdza do każdego podkładu. Może bielić, to fakt; ale dla mojej prawie białej cery nie ma żadnego znaczenia.


Skrobię nakładam pędzelkiem Sunshade Minerals.  Jest to takie małe cudeńko, które uwielbiam! Kupiłam go na Allegro za 8,9 i jest to zdecydowanie najlepszy pędzel jaki mam. Przede wszystkim jest mały, bardzo poręczny, miękki. Świetnie łapie skrobię i wszelkie pudry, dlatego pylenie sypaczy jest naprawdę niewielkie. Lubię go także używać do różu i do bronzera. Jego rozmiar pozwala  na swobodne noszenie go w kosmetyczce bez obawy o to, że zabierze dużo miejsca.


Jakiś czas temu zamieniłam skrobię na puder transparentny nr 217 od Inglota. 


To bardzo mały słoiczek (1,5 g), który kosztował 19 zł. Jest zółty, ale na skórze fajnie wtapia się w podkład; delikatnie niweluje zaczerwienienia. Ma dołączony tyci puszek, który wykorzystuję do poprawek. Używam go zaledwie kilka dni, dlatego jeszcze nie chciałabym go oceniać. Jak skończę opakowanie, to z pewnością coś więcej napiszę.

Ciekawi mnie, czy także macie problem ze świeceniem się buzi? I jak sobie z tym radzicie?

Tymczasem- do pączków!

Pozdrawiam.