Pokazywanie postów oznaczonych etykietą skrobia ziemniaczana. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą skrobia ziemniaczana. Pokaż wszystkie posty

16 lutego 2012

Na tłusto...

Tłusty Czwartek! Objadamy się pączkami, oj objadamy.


Jednak ja nie o pączkach, a o radzeniu sobie w ciągu dnia ze świeceniem się cery. Podkład czy puder nie jest w stanie wyeliminować tego problemu, dlatego muszę  jakoś owe świecenie niwelować. To mój arsenał:




Bibułki matujące Wibo
Skrobia ziemniaczana
Pędzelek Sunshade Minerals
Puder Inglot


Bibułki matujące Wibo- małe różowe karteczki, mają teksturę papieru śniadaniowego (tak mi się przynajmniej kojarzą). Są w porządku, choć nie tak dobre jak inglotowe. Kosztują ok. 5 zł.


Jest ich 40 w opakowaniu, na całą twarz potrzebuję dwóch sztuk. Przyzwoicie zbierają sebum, nie ścierają podkładu. 


Skrobia ziemniaczana- przechowuje ją w opakowaniu po pudrze MySecret. Kosmetyk/produkt spożywczy kupowany na kilogramy, wydajność więc powalająca. Naprawdę świetnie matuje, dobrze się sprawdza do każdego podkładu. Może bielić, to fakt; ale dla mojej prawie białej cery nie ma żadnego znaczenia.


Skrobię nakładam pędzelkiem Sunshade Minerals.  Jest to takie małe cudeńko, które uwielbiam! Kupiłam go na Allegro za 8,9 i jest to zdecydowanie najlepszy pędzel jaki mam. Przede wszystkim jest mały, bardzo poręczny, miękki. Świetnie łapie skrobię i wszelkie pudry, dlatego pylenie sypaczy jest naprawdę niewielkie. Lubię go także używać do różu i do bronzera. Jego rozmiar pozwala  na swobodne noszenie go w kosmetyczce bez obawy o to, że zabierze dużo miejsca.


Jakiś czas temu zamieniłam skrobię na puder transparentny nr 217 od Inglota. 


To bardzo mały słoiczek (1,5 g), który kosztował 19 zł. Jest zółty, ale na skórze fajnie wtapia się w podkład; delikatnie niweluje zaczerwienienia. Ma dołączony tyci puszek, który wykorzystuję do poprawek. Używam go zaledwie kilka dni, dlatego jeszcze nie chciałabym go oceniać. Jak skończę opakowanie, to z pewnością coś więcej napiszę.

Ciekawi mnie, czy także macie problem ze świeceniem się buzi? I jak sobie z tym radzicie?

Tymczasem- do pączków!

Pozdrawiam.

1 grudnia 2011

Podsumowanie listopada *ulubieńcy*

Bardzo subiektywnie o  ulubionych kosmetykach, których używałam w listopadzie bezustannie.


* Skrobia ziemniaczana, którą stosuję jak puder. Świetnie matuje, pozostawia lekko satynowe wykończenie. Bardzo służy mojej skłonnej do zapychania cerze. Przesypałam do pudełka po sypkim pudrze z MySecret. Wydajność chyba oczywista, cena niezwykle okazyjna. 

* błyszczyk Virtual Maxi Briliant nr 12. Bardzo błyszczący, z drobinkami, mocno przylegający, można powiedzieć klejący. Lubię go za to, że utrzymuje się na ustach dość długo i stanowi barierę ochronną dla ust, gdy jest zimno. Ładny efekt, delikatnie optycznie powiększa moje małe usta. Błyszczyk godny polecenia, szczególnie na chłodniejsze dni. 

*Kredka do oczu Deni Carte Soft Kohl Eye Pencil nr MO6R7. Szara, wysuwana kredka z temperówką, którą kupiłam za 5 zł. Ma idealny kolor, za który ją ubóstwiam; trzeba ja jednak utrwalić cieniem, by wytrzymała cały dzień. Dość dobrze się rozciera, choć trzeba to robić delikatnie i ładnie łączy się cieniami.

*Maść cynkowa. Niezbędna jak dla mnie w ostatnim czasie. Wysusza i zmniejsza wypryski, delikatnie niweluje zaczerwienienie. Trochę wysusza, ale nie przeszkadza mi to, bo obecnie całą twarz mam lekko przesuszoną. 

*Róż do policzków Inglot Freedom System AMC nr 55. Mój ulubiony kolor od dłuższego czasu. Delikatny, naturalny, świetnie się rozprowadza, nie robi plam i stosunkowo długo się utrzymuje. Najlepsze w nim  jest to, że nie ma talcu w składzie i nie zapycha porów. 

*Pędzel do różu Inglot 3P. Są różne opinie na jego temat. Ja go kocham i używam go namiętnie. Jest miękki, ma idealny kształt i wielkość. Rozprowadza róż i dobrze go rozciera, bo jest odpowiednio sprężysty. Dobrze wykonany i z pewnością jeszcze długo mi posłuży.


Pozdrawiam. 
Dorota.