7 lutego 2014

Pro Blending Sponge, INGLOT

Cześć! 
Dostałam dziś bardzo miły i całkiem interesujący prezent- "jajko" do podkładu marki Inglot. Oglądałam je wcześniej, ale ciężko mi było wydać na nie 42 złote, bo to jednak cena dość wysoka jak na, co tu dużo mówić, gąbkę do makijażu. Zatem niespodzianka wielka, przyjemność  z tego także.







Nie mam porównania z Beuty Blenderem, bo nigdy go nie miałam w rękach. Używam jednak zwykłych gąbek lateksowych oraz jajek-podróbek z ebay i tu różnica jest bardzo widoczna już na pierwszy rzut oka. Zaczynam więc testy Pro Blending Sponge i zobaczymy, co z tego wyniknie. 

Pozdrawiam,

Dorota


Hipoalergiczna emulsja do mycia twarzy, Biały Jeleń

Hej!
Pokazywałam ten żel już jakiś czas temu, byłyście wtedy ciekawe, jak działa i czy dobrze oczyszcza. Całkiem niedawno zużyłam go do końca, więc mogę wydać ostateczny wyrok na jego temat.

Hipoalergiczna emulsja do mycia twarzy
seria Prebiotic
Biały Jeleń



Emulsja jest przeznaczona dla skóry wrażliwej, podrażnionej, z oznakami zmęczenia. Działa oczyszczająco, nie wysusza i przygotowuje skórę do dalszej pielęgnacji. Wpływać ma pozytywnie na kondycję skóry twarzy i chronić ją przed negatywnym wpływem środowiska. 

Zawiera składniki aktywne: ksylitol, laktitol, ekstrakt z czerwonej koniczyny, alantoinę. 

Opakowanie jest bardzo proste i praktyczne, butelkę z pompką zapakowano dodatkowo z kartonik, na którym znajdują się wszelkie informacje o produkcie. 


Pojemność: 200 ml
Cena: ok. 14 złotych

Skład:

Emulsję zakupiłam zupełnie przypadkiem i bez wcześniejszego rekonesansu; uznałam, że to będzie świetna rzecz do porannego oczyszczania twarzy. I nie myliłam się, bo spisała się u mnie bardzo dobrze i z ogromnym zadowoleniem sięgałam po nią każdego ranka.

Konsystencja i zapach są całkiem w  porządku, każdy kto choć raz używał jakiegokolwiek produktu  Białego Jelenia wie, że są to kosmetyki bardzo do siebie podobne, szczególnie jeśli o zapach chodzi. Emulsja pieni się delikatnie i jest stosunkowo wydajna, to zapewne zasługa pompki.


Szczególnie zadowala mnie fakt, że jest to kosmetyk niezwykle delikatny, mogłam nim umyć nawet oczy i nie odczuwałam absolutnie żadnego dyskomfortu. Skóry nie ściąga i nie powoduje wysuszenia, rzekłabym nawet, że jest szalenie neutralny i przyjazny dla cery. Do porannego oczyszczania spisał się rewelacyjnie, delikatnie skórę oczyścił i odświeżył, faktycznie przygotował ją do dalszej pielęgnacji. Nie lubię rano mocno ingerować w skórę twarzy, ma być delikatnie, skutecznie i szybko.

Nie poleciłabym jednak tego żelu do usuwania makijażu czy dogłębnego oczyszczania, bo absolutnie się do tego nie nadaje; jest po prostu za delikatny. Próbowałam nim kilka razy zmyć makijaż i efekt był mizerny. Można go jednak łączyć z korundem lub bambusem do peelingu, nadaje fajny poślizg i nie pieni się aż tak mocno. 

Początkowo wydawał mi się drogi, można przecież kupić żel taniej. Stwierdzam jednak, że wart jest swojej ceny i zapewne skuszę się na niego raz jeszcze. Mam także ochotę na Olejek do kąpieli z tej serii, zapowiada się ciekawie i muszę się za nim rozejrzeć!


Pozdrawiam,

Dorota

6 lutego 2014

Masełko do ust "Troskliwa brzoskwinia", Bielenda

Hej.
Mamy zimę, bez dwóch zdań. Niby jest coraz cieplej, ale jednak mróz nie ustępuje. W moim przypadku najgorzej niskie temperatury znoszą usta i dłonie, dlatego staram się o nie dbać ze zdwojoną siłą. 

Masełko do ust
"troskliwa brzoskwinia" 
Bielenda


Pojemność: 15 g
Cena: ok. 8 złotych


Zastanawiam się, dlaczego nazwano ten kosmetyk masełkiem, bo dla mnie to od masła jest on daleki. Konsystencja przypomina wazelinę, tyle że bardziej miękką i łatwiej "topiącą się" pod wpływem ciepła. Nakłada się je całkiem przyjemnie i łatwo, choć oczywiście balsam w słoiczku stawia pewne ograniczenia, bo nie zawsze można po niego sięgnąć. Smak ma słodki (przy tym jednak bardzo chemiczno- nienaturalny), ale nie brzoskwiniowy; zapach już jakby z brzoskwinią miał coś wspólnego. Koloru nie daje, pozostawia jedynie subtelny błysk. 

W moim odczuciu nie nosi się komfortowo, nałożony w niewielkiej ilości słabo nawilża i nie chroni, natomiast przy grubszej warstwie rozlewa się. I tu "troskliwa brzoskwinia" zawiodła mnie najbardziej, bo oczekiwałam nawilżenia i ochrony, a tak naprawdę obeszłam się smakiem. Masełko nie nawilża i nie chroni, szybko  z ust znika i ma nieprzyjemną konsystencję. I żeby jeszcze dobić ten kosmetyczny wytwór dodam, że jest piekielnie wydajny, co przy tych wszystkich wadach jest kolejnym przekleństwem, bo jak to zużyć, kiedy jest tak niedopasowane do moich potrzeb?

Jeśli miałyście je w posiadaniu, to koniecznie dajcie znać, jak Wam się spisało. Ja tymczasem wracam do ulubionego balsamu Tisane.


Pozdrawiam,

Dorota

5 lutego 2014

Zakupy...

Cześć. 
Ponownie zrobiłam sobie przerwę w blogowaniu... Co tu dużo mówić, życie pędzi, czas ucieka. Zanim się człowiek otrząśnie, to już mija kilka dni, zanim zbierze- kolejne dni umykają. I tak się po czasie orientuję, że już miesiąc nie było posta... Mam nadzieję, że moje zabieganie zostanie mi wybaczone. 

Prawda jest taka, że nawet jeśli nie bloguję, to zakupy robię (która z nas nie robi:)), zatem pokazuję. 



Bielenda, CC Cream, peeling drobnoziarnisty Eveline z serii Argan Oil oraz maseczki Ziai. To moje ostatnie łupy, z Rossmanna oczywiście. Krem i peeling są obecnie w promocyjnej cenie, więc postanowiłam spróbować.


Kremu Bielendy jestem szalenie ciekawa, to coś w rodzaju bazy pd makijaż  w kolorze zielonym. Mam nadzieję, że dobrze poradzi sobie z  zaczerwienieniami.


Olej arganowy ze Starej Mydlarni i odżywka Eveline. O uniwersalności tego oleju wspominać nie muszę, ja stosuję głównie do włosów (swoją drogą muszę się chyba w najbliższym poście pochwalić włosami, bo całkiem sporo urosły).


Żel do twarzy AA z serii nawilżającej ( przypadła mi ta seria do gustu) oraz krem do rąk. 


Korektor Bell, swoją drogą całkiem przyjemnie się zapowiada oraz drobiazgi z Inglota: maskara wydłużająca, cień w kolorze delikatnego fioletu, cudowny zresztą oraz czarne puszki do pudru. 


Ten cień (nr 487) jest w stałej sprzedaży, a ja dostrzegłam go dopiero niedawno. Jest subtelny, ale charakterystyczny i wspaniale się komponuje z odcieniami różu i brązu. To mój faworyt, odkąd kupiłam  codziennie po niego sięgam. Wrzuciłam go do mojej palety z kolorami, których używam najczęściej. Jak widać, miejsca w niej niewiele.


Udało mi się także kupić kilka innych drobiazgów, ale nie wiem, czy zamęczać Was zupełnie niekosmetycznymi zakupami.  Jak na razie chyba wystarczy, nie można przecież  przesadzać.

Pozdrawiam i życzę miłego wieczoru.

Dorota

14 stycznia 2014

Wyniki rozdania

Cześć!
Bardzo serdecznie Wam dziękuję za tak liczne zgłoszenia do rozdania i teraz żałuję, że kupiłam tylko jedną paletkę. Następnym razem pomyślę o kilku sztukach:). Mam nadzieję, że osoba, którą ją otrzyma, będzie z niej zadowolona i dorzuci swoje trzy grosze na jej temat. A paletkę i pomadkę wylosowała:


Gratuluję!!!!!

Czekam na Twój adres, żeby jak najszybciej wysłać Ci wygraną.

Pozdrawiam Was serdecznie i zapraszam na kolejne rozdania. 


Dorota

5 stycznia 2014

Rozdanie...

Wiem, że bardzo popularna zrobiła się paleta cieni Lovely nude make up kit. Ja także ją kupiłam i wspomniałam o niej w poście "Nowinkowym". W komentarzach pisałyście, że trudno tę paletę kupić, bo z szaf znika w tempie ekspresowym. Byłam wczoraj w Rossmannie i dorwałam jedną sztukę ( niestety,  tylko jedna była) i postanowiłam kupić ją, aby urządzić małe rozdanie. Może któraś z moich czytelniczek będzie miała ochotę ją wypróbować.



Do palety dołożyłam także pomadkę Wibo Eliksir w moim ulubionym kolorze 06.

Aby wziąć udział w losowaniu palety należy:
* być publicznym obserwatorem mojego bloga,
* napisać komentarz pod tym postem i wyrazić chęć udziału w losowaniu.

Jeśli chcesz zwiększyć swoje szanse w losowaniu (czyli być wpisanym na listę podwójnie) możesz:
* poinformować o rozdaniu na swoim blogu,
* lub poinformować o rozdaniu na FB,
* lub umieścić info o rozdaniu na pasku bocznym swojego bloga.

Zapraszam Was serdecznie i mam nadzieje, że chętnie zgłosicie się do rozdania.

I najważniejsze- rozdanie potrwa od dziś, czyli 05.01.2014 do 13.01.2014 roku.

Pozdrawiam,

Dorota

3 stycznia 2014

Relaksujące masło do ciała *AA sensitiv*

Nie było w zeszłym miesiącu ulubieńców, gdybym jednak taki post stworzyła, to masło AA znalazłoby się na pierwszym miejscu listy z ukochanymi kosmetykami grudnia!


Relaksujące masło do ciała
kokos
nature spa
Oceanic


Pojemność: 200 ml
Cena: 52,31 zł (klik)


Skład:


Informacja na opakowaniu:


Relaksujące masło do ciała używałam jednocześnie z Łagodzącym żelem do mycia ciała. Taka dawka kokosowego zapachu jest dla mnie bardzo relaksująca i cały ten proces był dla mnie faktycznie namiastką zabiegu spa, który mogłam sobie sama zafundować w domowym zaciszu. Mocny peeling, potem łagodzący żel, a na koniec to masło! Mówię Wam, marzenie!!!

Masło ma zadziwiającą konsystencję, bo w opakowaniu i podczas nabierania przypomina piankę (kokosową i bardzo apetyczną), natomiast zaraz po nałożeniu na ciało i rozsmarowaniu ujawnia się prawdziwe masło, gęste, treściwe i bardzo odżywcze. Nietrudno je jednak wetrzeć w skórę, nie pozostawia też tłustej warstwy, choć czuję przez jakiś czas delikatną ochronną otoczkę. Poczucie wygładzenia, głębokiego nawilżenia utrzymuje bardzo długo, dla mnie wystarczy nim się posmarować raz na dwa-trzy dni, by poziom nawilżenia mojego ciała był odpowiedni. Tak więc jest to dla mnie kosmetyk bardzo ekonomiczny i nie udało mi się go jeszcze zużyć do końca (żel już się  skończył:( Nie lubię tego, że jak się ma serię produktów do ciała z jednej linii zapachowej, to żel zawsze kończy się szybciej niż balsam lub masło).

Zapach jest fenomenalny, naturalny kokos bez słodkiej  otoczki- zdecydowanie w mojej ulubionej gamie zapachów. Utrzymuje się dość długo na skórze, ale nie jest przy tym męczący, bez wątpienia mogłabym używac takich perfum!


To masło to dla mnie strzał w dziesiątkę, używam go z ogromnym zadowoleniem. Odpowiada mi jego zapach i konsystencja oraz sposób działania. Niestety muszę się poskarżyć na cenę, bo jest wysoka, ale moim zdaniem odzwierciedla jakość kosmetyku.

Pozdrawiam,

Dorota

Łagodzący żel do mycia ciała *AA sensitiv*

Dziś o żelu absolutnie idealnym!

Łagodzący żel do mycia ciała
kokos
nature spa
Oceanic


Pojemność: 200 ml
Cena: 31,23 zł (klik)



Informacja na opakowaniu:
Skład:

Żel zachwycił mnie już od pierwszego "powąchania", a dlaczego? Przede wszystkim jest to kokos, a ten zapach ubóstwiam, poza tym on rzeczywiście ma zapach owocu kokosu. Nie jest przesłodzony, ulepszony, to odzwierciedlenie naturalnego zapachu. Zazwyczaj w kosmetykach spotykam zapach kokosowy w słodkiej otoczce, tutaj takiego dodatku nie ma. Bez dwóch zdań jest to dla mnie aromat idealny i zarazem bardzo uniwersalny, mogłabym go używać dosłownie cały rok!

Kosmetyk przeznaczony jest dla skóry wrażliwej, skłonnej do alergii i choć moja skóra nie jest taka, to jestem przekonana, że będzie idealny dla "wrażliwców". Używała go przez jakiś czas i moja czteroletnia córka (także bardzo polubiła ten zapach), której skóra jest znacznie bardziej wymagająca. Żel absolutnie nie podrażnia, a myje przy tym świetnie. Nie powoduje ściągnięcia czy napięcia skóry, jest delikatny. Dla mnie to idealne połączenie fantastycznego zapachu, delikatnego oczyszczania i komfortowego uczucia na skórze po prysznicu.

Używany w rozsądnych ilościach potrafi być całkiem wydajny, ale nie zaprzeczę, że bardzo kusi wylewanie większej ilości, by uzyskać mocniejszą pianę. Pojemność jest standardowa, a opakowanie bardzo praktyczne i mocne. Tubka z żelem dodatkowo zapakowana jest w kartonowe pudełko, na którym to widnieją wszelkie informacje o kosmetyku.

Jednoznacznie stwierdzam ( co dość rzadko mi się zdarza), że absolutnie zgadam się z każdym elementem opisu na opakowaniu.


Przy wszystkich tych zaletach muszę jednak wspomnieć o jednej wadzie- w moim odczuciu jest on jednak dość drogi. Dostałam go do testów i wiem, że pewnie sama nie zdecydowałabym się na zakup. Niemniej jednak jest to fantastyczny produkt i z cała pewnością "będzie za mną chodził" przez długi czas, jeśli uda mi się go poszukać w atrakcyjnej cenie, to skusze się  z pewnością.


Pozdrawiam,

Dorota

1 stycznia 2014

Balsam do ciała pod prysznic *AA Oceanic*

I mamy Nowy Rok! Mam nadzieję, że sylwestrowa zabawa Wam się udała i mimo dzisiejszego lenistwa tak samo jak ja macie mnóstwo zapału, by uczynić ten rok lepszym niż poprzedni. Ja głęboko wierzę w to, że sami mamy wpływ na to, co się w życiu wydarzy i jak się pewne ważne i ważniejsze dla nas rzeczy potoczą, dlatego bierzemy sprawy w swoje ręce i działamy, życząc sobie przy tym wytrwałości i odwagi. 

Żeby ciekawie rozpocząć styczniowe recenzowanie, dziś notka o Balsamie pod prysznic AA Oceanic, który to pokazałam w grudniowych nowościach i spora cześć czytelników była nim żywo zainteresowana. 



Pojemność: 400 ml
Cena: ok. 16 złotych

Informacja na opakowaniu i skład:


Kosmetyk jest szalenie ciekawy, bo bardzo ułatwia i niesamowicie przyspiesza etap nawilżania ciała. Nakładamy go na umytą i jeszcze wilgotna skórę, po chwili spłukujemy- ot, wszystko! Nie ukrywam, że bardzo mi się podoba taki sposób dbania o ciało, lubię rozwiązania, które pozwalają zaoszczędzić czas, dając przy tym dobre efekty.

Balsam ma bardzo delikatny zapach, lekko kwiatowy, ale przede wszystkim taki kremowo-balsamowy, subtelnie ciepły. Konsystencję ma typową dla balsamu, nie ma tu nic zaskakującego. Nakłada się go bardzo łatwo, podczas rozcierania owa kremowość zanika i balsam przyjemnie wchłania się w wilgotną  skórę. Butla ma 400 ml, więc zapewniam, że kosmetyk jest bardzo wydajny i na długo wystarczy.



Stopień nawilżenia trudno jest jednoznacznie określić, bo nie jest to balsam, który na skórze pozostaje, więc efekt będzie zależny od tego, jak długo będziemy go wcierać. Ja nie potrzebuję dużego nawilżenia, więc chwilę po rozprowadzeniu go spłukuję i to mi w zupełności wystarcza. Przy skórze bardzo suchej należałoby dłużej go "potrzymać", a nie wiem, czy komuś chciałoby się stać pod prysznicem dłużej niż 3-4 minuty? Tak więc przy stosowaniu  "na szybko" ogromnego nawilżenia nie oczekujcie, choć oczywiście efekt odprężenia i ukojenia suchej skóry na pewno jest. 

Z moich obserwacji wynika także, że balsam może się dobrze spisać jako kremowy produkt do golenia przy użyciu maszynki. Niejednokrotnie polecamy sobie niezużytą odżywkę do włosów jako kosmetyk do depilacji, ten balsam działa identycznie. Świetnie włosy zmiękcza i rewelacyjnie chroni skórę przed podrażnieniami, używam go w tej roli równie często jak balsamu nawilżającego pod prysznic. Jeśli macie problemy z podrażnioną skórą po depilacji, to polecam skorzystać  z tej metody, sprawdza się rewelacyjnie na delikatnej skórze.


Balsam AA jest dla mnie swego rodzaju eksperymentem, a jak to z tego typu nowościami bywa, nie jest idealny. Z pewnością nie daje on głębokiego odżywienia (jak to na opakowaniu jest napisane), nawilżenia głębokiego też się nie spodziewajcie. Jest to jednak przyjemny balsam, który zastosowany po kąpieli skórę odpręża i sprawia, że nie jest napięta i sucha, a zrelaksowana i milsza w dotyku.

Wiem, że AA proponuje jeszcze dwie wersje: Jedwabiste wygładzenie i Intensywne nawilżenie. Myślę, ze nie różnią się od siebie znacznie, ale chętnie je wypróbuję, tak w ramach porównania.

Pozdrawiam,

Dorota

31 grudnia 2013

Szczęśliwego Nowego Roku

Kochani,
życzą Wam udanego Nowego Roku, spełnienia marzeń i wielu sukcesów; niech 2014 rok przyniesie to, co najpiękniejsze.



30 grudnia 2013

Nowinki....

Hej!
Nie planowałam aż tak długiej przerwy w blogowaniu, miałam w planie pokazać się jeszcze przed świętami, tymczasem nie udało mi się nawet złożyć Wam życzeń.  Mam nadzieję, że wybaczycie mi to, że tak w zasadzie to nie zauważyłyście tej nieobecności. W ramach wytłumaczenia napiszę, że jestem teraz w trakcie zmiany mojego zawodowego życia, a takie perturbacje zawsze pochłaniają dużo uwagi i czasu, moje myśli są teraz skierowane na zupełnie inny tor. Po prostu Nowy Rok będzie dla mnie czasem zmian, mam nadzieję, że na lepsze.

W międzyczasie rzadko tu bywałam, ale nie umknęło mej uwadze to:


Bardzo Wam dziękuję, taka liczba Obserwatorów to jest coś, jestem niezwykle szczęśliwa, że tyle osób ma ochotę do mnie zaglądać!  Dziękuję  z całego serca każdemu czytelnikowi!!!


***********

Żeby nie było dziś tak zupełnie niekosmetycznie, chciałbym pokazać Wam trzy drobiazgi, które są dla mnie absolutna nowością. Pierwszą jest paleta Lovely nude makeup kit. Mam ją od trzech tygodni, jednak jeszcze się wstrzymam z opinią. Nawet nie wiecie jak się ucieszyłam, kiedy ją zobaczyłam w Rossmannie, w końcu jakaś polska marka odważyła się wyprodukować paletę cieni w takiej formie. Myślę, że takich rozwiązań makijażowych na naszym rynku kosmetycznym brakuje, oby inne firmy pokusiły się o konkurencyjne produkty.

 
Paleta prezentuje się przyzwoicie, jest tania i całkiem funkcjonalna. Zresztą, same pewnie już o niej czytałyście:)



Koleją rzeczą jest wcierka Jantar. Całe te zmiany są baaardzo stresujące, dlatego włosy zaczęły mi wypadać. Oprócz masek i olejków postanowiłam spróbować z wcierką, to był przecież niedawno blogowy hit. Że też ja jeszcze tego nie próbowałam:)



Na koniec zostawiłam Ziołowy krem koloryzujący Delia Cosmetics. To moje drugie opakowanie, chwilowo jestem na tyle zadowolona  z koloru i trwałości, że przy nim pozostaję. W Nowym Roku na sto procent będzie recenzja. 



Pozdrawiam Was serdecznie i raz jeszcze dziękuję.

Buziaki,
Dorota

13 grudnia 2013

Przeciwzmarszczkowy krem pod oczy MINERAL THERAPY *Floslek*

Wczoraj wspominałam o kremie na dzień i na noc  z serii Mineral Thepary marki FlosLek. Jednocześnie stosowałam także krem pod oczy, więc i o nim chciałabym napisać co nieco.


Przeciwzmarszczkowy krem pod oczy
Mineral Therapy
FlosLek


Pojemność: 30 ml
Cena: ok. 20 zł

Skład:


"Krem zawiera atlantycki mech perłowy - algę bogatą w mikroelementy (głównie wapń, magnez, cynk i żelazo), która odbudowuje gospodarkę mineralną skóry. Oktapeptydy działają skuteczniej niż botox, doskonale wbudowują się w głębokie zmarszczki i kurze łapki. Olej arganowy poprawia elastyczność i jędrność skóry"- opis brzmi bardzo zachęcająco, nic tylko używać i cieszyć się piękną skórą wokół oczu. Sprawa jednak nie jest taka prosta, bo skóra wokół oczu to dla mnie temat baaardzo trudny. 

Krem aplikuje się przyjemnie, choć zaskoczyła mnie jego lekka konsystencja- spodziewałam się czegoś bardziej gęstego i treściwego. Wchłania się szybko, doskonale sprawuje się pod makijażem. Tubka jest duża, 30 ml to spora pojemność. Jest delikatny i nie podrażnia, nawet jak się dostanie do oczu.

W moim przypadku skóra wokół oczu dość często jest przesuszona, pojawiły się też pierwsze zmarszczki, dlatego wobec kremów na te okolice jestem szalenie wymagająca. Krem FlosLeku rewolucji w mojej pielęgnacji nie zrobił, nie zachwycił mnie też na tyle, bym mogła zaprzestać poszukiwania kremu idealnego. Całkiem dobrze sprawdza się na dzień, bo jest raczej lekki i dobrze współgra z makijażem, utrzymuje także odpowiedni poziom nawilżenia. Na noc jednak oczekiwałabym mocniejszego działania, silniejszego nawilżenia i odżywienia skóry. Delikatne zmarszczki tak jak były, tak są, większego napięcia czy jędrności też nie zaobserwowałam, zatem nie przekonał mnie co do tych przeciwzmarszczkowych właściwości. Moja skóra wokół oczu ma się dokładnie tak samo jak przed stosowaniem tego kremu, choć przyznaję, w tym okresie nie miałam ani razu problemu z przesuszeniem okolic oczu.


Przyznam szczerze, że mam mieszane uczucia wobec tego kremu, ale jest on dedykowany dla cery dojrzałej, więc może muszę do niego jeszcze trochę dorosnąć:)))

Pozdrawiam,

Dorota

12 grudnia 2013

Nowości kosmetyczne- seria Fun Night Bell


Karnawałowe szaleństwo zbliża się wielkimi krokami, wypadałoby coś na tę okazję przygotować. Nie wiem jak Wy, ale ja sobie obiecałam, że w tym roku wybiorę się na jakąś małą imprezkę w karnawale i wcale nie ma tu na myśli Sylwestra, mój mężuś ma dyżur 1 stycznia, jakakolwiek dłuższa impreza zatem odpada. Cóż, takie życie mundurowego i jego biednej żony:)))

A jak impreza, to oczywiście błysk!


Fun Night
Wielokolorowe cienie do powiek
seria limitowana


Cena: ok. 20 złotych

Dziś wspomnę tylko o cieniach, lakier zostawiam sobie na później.


Kolorystyka paletki jest dla mnie zaskakująca, połączono tu bowiem chłodne odcienie srebra, szarości i czerni z niewątpliwie ciepłym złotem ( na zdjęciu baaardzo żółtym, w rzeczywistości jest bardziej złote niż żółte). I powiem Wam, że takie połączenie w makijażu szalenie mi si spodobało, wygląda bowiem intrygująco i bardzo dekadencko. Czarno- szare smoky z delikatną nutą złota w kąciku oka świetnie wydobywa mój kolor oczu, mam takie żółte plamki w tęczówkach, złoto fajnie to podbija.


Cienie mają dobre nasycenie kolorystyczne, są niewątpliwie metaliczne, mega błyszczące.  Czarnego cienia używam także na co dzień, by przyciemnić linie rzęs, białą perłą rozświetlam kącik. Wydaje mi się, że jedynym minusem tej paletki jest kolor jasnoszary, wtłoczony w ciemną szarość. W zasadzie kolorystycznie wypada bardzo podobnie do cienia białego, jest tylko jakby lekko przybrudzony, spokojnie mogłabym się bez niego obejść.


Cienie nakładam tylko na bazę- zawsze; bez bazy nic mi się na powiece nie utrzyma dłużej niż godzinę. Trwałość zatem tych cieni oceniam jako dobrą, ale zaznaczam, że nigdy nie nosiłam ich solo.

Seria Fun Night jest ciekawą propozycją na imprezowe szaleństwo. Sama jestem jeszcze ciekawa Brązujaco-rozświetlającego pudru sypkiego do twarzy i ciała, muszę się mu bliżej przyjrzeć przy okazji następnej wizyty w drogerii. 

Pozdrawiam,

Dorota

Mineral Therapy, krem na dzien i na noc FlosLek

Witam serdecznie. 
Chciałabym dziś napisać słów kilka o kremach FlosLeku z serii Mineral Therapy. Stosowałam je jednocześnie w wersji na dzień i na noc, żeby w pełni wykorzystać ich potencjał.


Dermowypełniający krem na dzień
SPF 15


Skład:

Krem ma pojemność 50 ml, opakowanie to plastikowy słoiczek, bardzo porządny zresztą i całkiem przyjemny dla oka. Krem me przede wszystkim odżywiać i nawilżać skórę, a także pomagać w redukcji zmarszczek oraz uelastyczniać. Początkowo miałam obiekcje, czy oby tego typu krem nie będzie za odżywczy dla mojej skóry, w końcu przeznaczony jest dla nieco starszych pań, postanowiłam jednak zaryzykować i zafundować  cerze taką kurację odżywczo- nawilżającą. 

Krem przede wszystkim nie zapchał mi porów i nie spowodował powstania zaskórników- to dla mnie rzecz kluczowa, to podstawowe kryterium, według którego krem oceniam (wersja na noc także spisała się pod tym względem wzorowo). Konsystencja jest dość lekka, więc krem świetnie nadaje się pod makijaż. O dziwo nie miałam też problemu  z nadmiernym świeceniem się cery i to uznaję za bardzo zaskakujące. Jesienią jednak moja cera zupełnie inaczej reaguje na kremy nawilżające, jestem pewna, że latem byłaby to dla mnie katastrofa i świeciłabym się jak "żarówa". Jeśli już o nawilżeniu mowa, to uważam, że krem sprawdza się w tym bardzo dobrze. Jestem w  pełni usatysfakcjonowania działaniem na tym polu i myślę, że dla mojej tłustej cery taki stopień nawilżenia byłby wystarczający nawet na noc. Natomiast w kwestii redukcji zmarszczek i uelastycznienia się skóry raczej się nie wypowiem, bo po prostu zmarszczek mocno widocznych i głębokich jeszcze nie mam ( na szczęście!!!!).

Tak więc krem jest dla mnie całkiem w porządku i myślę, że dla cer tłustych byłby to także dobry krem na noc.


Odbudowujący krem na noc


 Skład:

Krem na noc to już trochę inna historia, bardziej bogata. Tak jak wersja na dzień i ten zapakowany jest w plastikowy słoiczek o tej samej pojemności, różnica jednak między kremami jest. Główną obietnicą jest tu redukcja zmarszczek, czyli efekt liftingu, możemy się jednak spodziewać także elastycznej i aksamitnej cery. I wiecie, coś w tym jest. Krem ma cięższą i bardziej treściwą konsystencję, wystarczy naprawdę niewielką ilość, żeby pokryć cała twarz. Ja stosowałam go także na szyje i dekolt i na tym obszarze zauważyłam największe różnice. Tuż po nałożeniu odczuwam delikatne ściągniecie skóry, ale po chili to uczucie znika i cera się relaksuje, odpręża- to całkiem przyjemne, szczególnie po zastosowaniu mocnego peelingu. Krem nawilża doskonale, zdecydowanie lepiej niż wersja na dzień i to nawilżenie jest szybciej odczuwalne. Najbardziej jestem zadowolona z jego działania na szyje i dekolt, zazwyczaj pomijam te okolice podczas pielęgnacji, tym razem jednak byłam systematyczna i efekty są. Bardzo jestem z tego kremu zadowolona i myślę, że warto było podjąć ryzyko.


Kremy z serii Mineral Therapy uważam za udane. Zauważyłam, że zdecydowana większość produktów do twarzy FlosLeku dobrze mi służy, więc mogę po nie sięgać częściej i próbować czegoś nowego.

Pozdrawiam,

Dorota