29 marca 2014

Coś starego, coś nowego...

Hej. 
Jest sporo kosmetyków, do których jestem bardzo przywiązana, ale cieszy mnie także wkraczanie na nieznany grunt i próbowanie czegoś nowego. Często więc moje zakupy składają się z uwielbianych przeze mnie kosmetyków oraz tych, które pierwszy raz mam okazję nabyć.


Pielęgnacja:


 * balsamy do ust Tisane- wersja w słoiczku i w sztyfcie- nie znam lepszego kosmetyku do pielęgnacji ust;
*Delikatna emulsja do mycia twarzy Bielenda z serii Bawełna- jest to moja ulubiona linia kosmetyków tej marki, uwielbiam wszystkie "bawełniane" wynalazki;
*Kuracja dermatologiczna z wit. C, Ziaja- jestem bardzo zadowolona z kremu na noc, kupiłam więc i ten na dzień;
* Alantandermoline- chyba najpopularniejszy ostatnio krem, musiałam mieć.


Makijaż:

* Puder HD, Inglot;
* Puder brązujący, także Inglot. Ma bardzo ładny kolor i świetnie się nakłada. To ostatnio mój ulubieniec:)).



* Eliksir, Wibo- moją poprzednią pomadkę zmasakrowała córka, musiałam kupić koleją, uwielbiam ją nosić w torebce;
* kredki- jedna do brwi, druga na linię wodną (obie Inglota). Po kilku pierwszych użyciach stwierdzam, że są bardzo twarde;
* Long&Fine Lashes- maskara wydłużająca. 

Na koniec prezent od Bell, lakier do paznokci  w ślicznym kolorze (nr 602 ) oraz podkład. 


Pozdrawiam,

Dorota

28 marca 2014

Jajko marki Inglot- kilka tygodni później

Hej.
Dostaję sporo pytań odnośnie jajka marki Inglot. Używam go od około siedmiu tygodni i już wiem, co o nim myślę oraz czy warto się skusić na zakup.


Jajko kosztuje 42 złote, można je kupić na stoiskach Inglota.  Ja moje dostałam, zatem nie odczułam szczególnie bólu wydania na małą gąbeczkę aż takiej sumy. 

Używałam go prawie codziennie, starałam się prać je co drugi dzień. Zdarzyło mi się raz czy dwa przetrzymać je dłużej i potem trudno było wymyć podkład, zatem nie dopuszczałam więcej do takiej sytuacji. Prałam klasycznie, w mydle i ciepłej wodzie, starałam się być delikatna, żeby gąbki nie uszkodzić. Zmianę w kolorze widać na poniższym zdjęciu, odbarwień od podkładu raczej nie ma.


Gąbeczka bardzo wolno wysycha, jak już napije się wody, to dość mocno zwiększa swoją objętość. Jest dla mnie nieco duża, wolałabym, żeby była mniejsza. Podczas prania zachowuje się trochę jak plastelina, jest wtedy mało sprężysta i taka .... "gumowata". Nie za bardzo wiem, jak to określić, trzeba tego chyba po prostu doświadczyć, by wiedzieć o co mi chodzi.

po lewej- przed zmoczeniem; po prawej- po zmoczeniu w  wodzie

Jajko Inglota jest zasadniczo mało elastyczne, giętkie, sprężyste. Od twarzy odbija się jak kauczukowa piłeczka i aplikacja podkładu wcale nie jest tak przyjemna jak by się mogło wydawać. Jak już wspomniałam, jest całkiem spore, a to utrudnia aplikację (przynajmniej w moim przypadku). Oczywiście nie jest tak, że podkładu nie da się nałożyć, po prostu ja preferuję mniejsze narzędzia. Podkładu nie "wypija" za wiele, moim zdaniem mocno zmoczone w niewielkim stopniu pochłania kosmetyk. 

Największą zaletą tej gąbeczki jest z pewnością to, że genialnie podkład rozkłada i wtapia w skórę. Aplikuje bardzo cienką i naturalnie wyglądającą warstwę, a efekt krycia można oczywiście powiększać aplikując kolejną warstwę. Z każdym moim podkładem świetnie się sprawdza, każdy nakłada bardzo ładnie. Korektor także "doklepuję" tą gąbką i zawsze jestem z efektu bardzo zadowolona.



Początkowo myślałam, że struktura tej gąbki nie będzie gwarantować trwałości, że pęknie przy jednym z pierwszych myć. Tymczasem trzyma się całkiem dobrze, ma tylko w jednym miejscu małą dziurkę, ale nic się z nią poza tym nie dzieje.

Gąbka, w moim odczuciu, nie jest ideałem, jej główne wady to cena, wielkość i brak większej sprężystości. Podkłady nakłada znakomicie, ale myślę sobie, że każdą inną, o wiele tańszą gąbeczką, można uzyskać podobny efekt. Zatem nie będę zachęcać do jej nabycia, co więcej, sama jej z pewnością nie kupię, bo 42 złote to stanowczo za dużo jak za taką jakość. 

To świetnie, że Inglot próbuje z nowymi produktami, życzyłaby sobie jednak, by były to próby bardziej udane. 

Pozdrawiam,

Dorota

7 lutego 2014

Pro Blending Sponge, INGLOT

Cześć! 
Dostałam dziś bardzo miły i całkiem interesujący prezent- "jajko" do podkładu marki Inglot. Oglądałam je wcześniej, ale ciężko mi było wydać na nie 42 złote, bo to jednak cena dość wysoka jak na, co tu dużo mówić, gąbkę do makijażu. Zatem niespodzianka wielka, przyjemność  z tego także.







Nie mam porównania z Beuty Blenderem, bo nigdy go nie miałam w rękach. Używam jednak zwykłych gąbek lateksowych oraz jajek-podróbek z ebay i tu różnica jest bardzo widoczna już na pierwszy rzut oka. Zaczynam więc testy Pro Blending Sponge i zobaczymy, co z tego wyniknie. 

Pozdrawiam,

Dorota


Hipoalergiczna emulsja do mycia twarzy, Biały Jeleń

Hej!
Pokazywałam ten żel już jakiś czas temu, byłyście wtedy ciekawe, jak działa i czy dobrze oczyszcza. Całkiem niedawno zużyłam go do końca, więc mogę wydać ostateczny wyrok na jego temat.

Hipoalergiczna emulsja do mycia twarzy
seria Prebiotic
Biały Jeleń



Emulsja jest przeznaczona dla skóry wrażliwej, podrażnionej, z oznakami zmęczenia. Działa oczyszczająco, nie wysusza i przygotowuje skórę do dalszej pielęgnacji. Wpływać ma pozytywnie na kondycję skóry twarzy i chronić ją przed negatywnym wpływem środowiska. 

Zawiera składniki aktywne: ksylitol, laktitol, ekstrakt z czerwonej koniczyny, alantoinę. 

Opakowanie jest bardzo proste i praktyczne, butelkę z pompką zapakowano dodatkowo z kartonik, na którym znajdują się wszelkie informacje o produkcie. 


Pojemność: 200 ml
Cena: ok. 14 złotych

Skład:

Emulsję zakupiłam zupełnie przypadkiem i bez wcześniejszego rekonesansu; uznałam, że to będzie świetna rzecz do porannego oczyszczania twarzy. I nie myliłam się, bo spisała się u mnie bardzo dobrze i z ogromnym zadowoleniem sięgałam po nią każdego ranka.

Konsystencja i zapach są całkiem w  porządku, każdy kto choć raz używał jakiegokolwiek produktu  Białego Jelenia wie, że są to kosmetyki bardzo do siebie podobne, szczególnie jeśli o zapach chodzi. Emulsja pieni się delikatnie i jest stosunkowo wydajna, to zapewne zasługa pompki.


Szczególnie zadowala mnie fakt, że jest to kosmetyk niezwykle delikatny, mogłam nim umyć nawet oczy i nie odczuwałam absolutnie żadnego dyskomfortu. Skóry nie ściąga i nie powoduje wysuszenia, rzekłabym nawet, że jest szalenie neutralny i przyjazny dla cery. Do porannego oczyszczania spisał się rewelacyjnie, delikatnie skórę oczyścił i odświeżył, faktycznie przygotował ją do dalszej pielęgnacji. Nie lubię rano mocno ingerować w skórę twarzy, ma być delikatnie, skutecznie i szybko.

Nie poleciłabym jednak tego żelu do usuwania makijażu czy dogłębnego oczyszczania, bo absolutnie się do tego nie nadaje; jest po prostu za delikatny. Próbowałam nim kilka razy zmyć makijaż i efekt był mizerny. Można go jednak łączyć z korundem lub bambusem do peelingu, nadaje fajny poślizg i nie pieni się aż tak mocno. 

Początkowo wydawał mi się drogi, można przecież kupić żel taniej. Stwierdzam jednak, że wart jest swojej ceny i zapewne skuszę się na niego raz jeszcze. Mam także ochotę na Olejek do kąpieli z tej serii, zapowiada się ciekawie i muszę się za nim rozejrzeć!


Pozdrawiam,

Dorota

6 lutego 2014

Masełko do ust "Troskliwa brzoskwinia", Bielenda

Hej.
Mamy zimę, bez dwóch zdań. Niby jest coraz cieplej, ale jednak mróz nie ustępuje. W moim przypadku najgorzej niskie temperatury znoszą usta i dłonie, dlatego staram się o nie dbać ze zdwojoną siłą. 

Masełko do ust
"troskliwa brzoskwinia" 
Bielenda


Pojemność: 15 g
Cena: ok. 8 złotych


Zastanawiam się, dlaczego nazwano ten kosmetyk masełkiem, bo dla mnie to od masła jest on daleki. Konsystencja przypomina wazelinę, tyle że bardziej miękką i łatwiej "topiącą się" pod wpływem ciepła. Nakłada się je całkiem przyjemnie i łatwo, choć oczywiście balsam w słoiczku stawia pewne ograniczenia, bo nie zawsze można po niego sięgnąć. Smak ma słodki (przy tym jednak bardzo chemiczno- nienaturalny), ale nie brzoskwiniowy; zapach już jakby z brzoskwinią miał coś wspólnego. Koloru nie daje, pozostawia jedynie subtelny błysk. 

W moim odczuciu nie nosi się komfortowo, nałożony w niewielkiej ilości słabo nawilża i nie chroni, natomiast przy grubszej warstwie rozlewa się. I tu "troskliwa brzoskwinia" zawiodła mnie najbardziej, bo oczekiwałam nawilżenia i ochrony, a tak naprawdę obeszłam się smakiem. Masełko nie nawilża i nie chroni, szybko  z ust znika i ma nieprzyjemną konsystencję. I żeby jeszcze dobić ten kosmetyczny wytwór dodam, że jest piekielnie wydajny, co przy tych wszystkich wadach jest kolejnym przekleństwem, bo jak to zużyć, kiedy jest tak niedopasowane do moich potrzeb?

Jeśli miałyście je w posiadaniu, to koniecznie dajcie znać, jak Wam się spisało. Ja tymczasem wracam do ulubionego balsamu Tisane.


Pozdrawiam,

Dorota

5 lutego 2014

Zakupy...

Cześć. 
Ponownie zrobiłam sobie przerwę w blogowaniu... Co tu dużo mówić, życie pędzi, czas ucieka. Zanim się człowiek otrząśnie, to już mija kilka dni, zanim zbierze- kolejne dni umykają. I tak się po czasie orientuję, że już miesiąc nie było posta... Mam nadzieję, że moje zabieganie zostanie mi wybaczone. 

Prawda jest taka, że nawet jeśli nie bloguję, to zakupy robię (która z nas nie robi:)), zatem pokazuję. 



Bielenda, CC Cream, peeling drobnoziarnisty Eveline z serii Argan Oil oraz maseczki Ziai. To moje ostatnie łupy, z Rossmanna oczywiście. Krem i peeling są obecnie w promocyjnej cenie, więc postanowiłam spróbować.


Kremu Bielendy jestem szalenie ciekawa, to coś w rodzaju bazy pd makijaż  w kolorze zielonym. Mam nadzieję, że dobrze poradzi sobie z  zaczerwienieniami.


Olej arganowy ze Starej Mydlarni i odżywka Eveline. O uniwersalności tego oleju wspominać nie muszę, ja stosuję głównie do włosów (swoją drogą muszę się chyba w najbliższym poście pochwalić włosami, bo całkiem sporo urosły).


Żel do twarzy AA z serii nawilżającej ( przypadła mi ta seria do gustu) oraz krem do rąk. 


Korektor Bell, swoją drogą całkiem przyjemnie się zapowiada oraz drobiazgi z Inglota: maskara wydłużająca, cień w kolorze delikatnego fioletu, cudowny zresztą oraz czarne puszki do pudru. 


Ten cień (nr 487) jest w stałej sprzedaży, a ja dostrzegłam go dopiero niedawno. Jest subtelny, ale charakterystyczny i wspaniale się komponuje z odcieniami różu i brązu. To mój faworyt, odkąd kupiłam  codziennie po niego sięgam. Wrzuciłam go do mojej palety z kolorami, których używam najczęściej. Jak widać, miejsca w niej niewiele.


Udało mi się także kupić kilka innych drobiazgów, ale nie wiem, czy zamęczać Was zupełnie niekosmetycznymi zakupami.  Jak na razie chyba wystarczy, nie można przecież  przesadzać.

Pozdrawiam i życzę miłego wieczoru.

Dorota

14 stycznia 2014

Wyniki rozdania

Cześć!
Bardzo serdecznie Wam dziękuję za tak liczne zgłoszenia do rozdania i teraz żałuję, że kupiłam tylko jedną paletkę. Następnym razem pomyślę o kilku sztukach:). Mam nadzieję, że osoba, którą ją otrzyma, będzie z niej zadowolona i dorzuci swoje trzy grosze na jej temat. A paletkę i pomadkę wylosowała:


Gratuluję!!!!!

Czekam na Twój adres, żeby jak najszybciej wysłać Ci wygraną.

Pozdrawiam Was serdecznie i zapraszam na kolejne rozdania. 


Dorota

5 stycznia 2014

Rozdanie...

Wiem, że bardzo popularna zrobiła się paleta cieni Lovely nude make up kit. Ja także ją kupiłam i wspomniałam o niej w poście "Nowinkowym". W komentarzach pisałyście, że trudno tę paletę kupić, bo z szaf znika w tempie ekspresowym. Byłam wczoraj w Rossmannie i dorwałam jedną sztukę ( niestety,  tylko jedna była) i postanowiłam kupić ją, aby urządzić małe rozdanie. Może któraś z moich czytelniczek będzie miała ochotę ją wypróbować.



Do palety dołożyłam także pomadkę Wibo Eliksir w moim ulubionym kolorze 06.

Aby wziąć udział w losowaniu palety należy:
* być publicznym obserwatorem mojego bloga,
* napisać komentarz pod tym postem i wyrazić chęć udziału w losowaniu.

Jeśli chcesz zwiększyć swoje szanse w losowaniu (czyli być wpisanym na listę podwójnie) możesz:
* poinformować o rozdaniu na swoim blogu,
* lub poinformować o rozdaniu na FB,
* lub umieścić info o rozdaniu na pasku bocznym swojego bloga.

Zapraszam Was serdecznie i mam nadzieje, że chętnie zgłosicie się do rozdania.

I najważniejsze- rozdanie potrwa od dziś, czyli 05.01.2014 do 13.01.2014 roku.

Pozdrawiam,

Dorota

3 stycznia 2014

Relaksujące masło do ciała *AA sensitiv*

Nie było w zeszłym miesiącu ulubieńców, gdybym jednak taki post stworzyła, to masło AA znalazłoby się na pierwszym miejscu listy z ukochanymi kosmetykami grudnia!


Relaksujące masło do ciała
kokos
nature spa
Oceanic


Pojemność: 200 ml
Cena: 52,31 zł (klik)


Skład:


Informacja na opakowaniu:


Relaksujące masło do ciała używałam jednocześnie z Łagodzącym żelem do mycia ciała. Taka dawka kokosowego zapachu jest dla mnie bardzo relaksująca i cały ten proces był dla mnie faktycznie namiastką zabiegu spa, który mogłam sobie sama zafundować w domowym zaciszu. Mocny peeling, potem łagodzący żel, a na koniec to masło! Mówię Wam, marzenie!!!

Masło ma zadziwiającą konsystencję, bo w opakowaniu i podczas nabierania przypomina piankę (kokosową i bardzo apetyczną), natomiast zaraz po nałożeniu na ciało i rozsmarowaniu ujawnia się prawdziwe masło, gęste, treściwe i bardzo odżywcze. Nietrudno je jednak wetrzeć w skórę, nie pozostawia też tłustej warstwy, choć czuję przez jakiś czas delikatną ochronną otoczkę. Poczucie wygładzenia, głębokiego nawilżenia utrzymuje bardzo długo, dla mnie wystarczy nim się posmarować raz na dwa-trzy dni, by poziom nawilżenia mojego ciała był odpowiedni. Tak więc jest to dla mnie kosmetyk bardzo ekonomiczny i nie udało mi się go jeszcze zużyć do końca (żel już się  skończył:( Nie lubię tego, że jak się ma serię produktów do ciała z jednej linii zapachowej, to żel zawsze kończy się szybciej niż balsam lub masło).

Zapach jest fenomenalny, naturalny kokos bez słodkiej  otoczki- zdecydowanie w mojej ulubionej gamie zapachów. Utrzymuje się dość długo na skórze, ale nie jest przy tym męczący, bez wątpienia mogłabym używac takich perfum!


To masło to dla mnie strzał w dziesiątkę, używam go z ogromnym zadowoleniem. Odpowiada mi jego zapach i konsystencja oraz sposób działania. Niestety muszę się poskarżyć na cenę, bo jest wysoka, ale moim zdaniem odzwierciedla jakość kosmetyku.

Pozdrawiam,

Dorota

Łagodzący żel do mycia ciała *AA sensitiv*

Dziś o żelu absolutnie idealnym!

Łagodzący żel do mycia ciała
kokos
nature spa
Oceanic


Pojemność: 200 ml
Cena: 31,23 zł (klik)



Informacja na opakowaniu:
Skład:

Żel zachwycił mnie już od pierwszego "powąchania", a dlaczego? Przede wszystkim jest to kokos, a ten zapach ubóstwiam, poza tym on rzeczywiście ma zapach owocu kokosu. Nie jest przesłodzony, ulepszony, to odzwierciedlenie naturalnego zapachu. Zazwyczaj w kosmetykach spotykam zapach kokosowy w słodkiej otoczce, tutaj takiego dodatku nie ma. Bez dwóch zdań jest to dla mnie aromat idealny i zarazem bardzo uniwersalny, mogłabym go używać dosłownie cały rok!

Kosmetyk przeznaczony jest dla skóry wrażliwej, skłonnej do alergii i choć moja skóra nie jest taka, to jestem przekonana, że będzie idealny dla "wrażliwców". Używała go przez jakiś czas i moja czteroletnia córka (także bardzo polubiła ten zapach), której skóra jest znacznie bardziej wymagająca. Żel absolutnie nie podrażnia, a myje przy tym świetnie. Nie powoduje ściągnięcia czy napięcia skóry, jest delikatny. Dla mnie to idealne połączenie fantastycznego zapachu, delikatnego oczyszczania i komfortowego uczucia na skórze po prysznicu.

Używany w rozsądnych ilościach potrafi być całkiem wydajny, ale nie zaprzeczę, że bardzo kusi wylewanie większej ilości, by uzyskać mocniejszą pianę. Pojemność jest standardowa, a opakowanie bardzo praktyczne i mocne. Tubka z żelem dodatkowo zapakowana jest w kartonowe pudełko, na którym to widnieją wszelkie informacje o kosmetyku.

Jednoznacznie stwierdzam ( co dość rzadko mi się zdarza), że absolutnie zgadam się z każdym elementem opisu na opakowaniu.


Przy wszystkich tych zaletach muszę jednak wspomnieć o jednej wadzie- w moim odczuciu jest on jednak dość drogi. Dostałam go do testów i wiem, że pewnie sama nie zdecydowałabym się na zakup. Niemniej jednak jest to fantastyczny produkt i z cała pewnością "będzie za mną chodził" przez długi czas, jeśli uda mi się go poszukać w atrakcyjnej cenie, to skusze się  z pewnością.


Pozdrawiam,

Dorota

1 stycznia 2014

Balsam do ciała pod prysznic *AA Oceanic*

I mamy Nowy Rok! Mam nadzieję, że sylwestrowa zabawa Wam się udała i mimo dzisiejszego lenistwa tak samo jak ja macie mnóstwo zapału, by uczynić ten rok lepszym niż poprzedni. Ja głęboko wierzę w to, że sami mamy wpływ na to, co się w życiu wydarzy i jak się pewne ważne i ważniejsze dla nas rzeczy potoczą, dlatego bierzemy sprawy w swoje ręce i działamy, życząc sobie przy tym wytrwałości i odwagi. 

Żeby ciekawie rozpocząć styczniowe recenzowanie, dziś notka o Balsamie pod prysznic AA Oceanic, który to pokazałam w grudniowych nowościach i spora cześć czytelników była nim żywo zainteresowana. 



Pojemność: 400 ml
Cena: ok. 16 złotych

Informacja na opakowaniu i skład:


Kosmetyk jest szalenie ciekawy, bo bardzo ułatwia i niesamowicie przyspiesza etap nawilżania ciała. Nakładamy go na umytą i jeszcze wilgotna skórę, po chwili spłukujemy- ot, wszystko! Nie ukrywam, że bardzo mi się podoba taki sposób dbania o ciało, lubię rozwiązania, które pozwalają zaoszczędzić czas, dając przy tym dobre efekty.

Balsam ma bardzo delikatny zapach, lekko kwiatowy, ale przede wszystkim taki kremowo-balsamowy, subtelnie ciepły. Konsystencję ma typową dla balsamu, nie ma tu nic zaskakującego. Nakłada się go bardzo łatwo, podczas rozcierania owa kremowość zanika i balsam przyjemnie wchłania się w wilgotną  skórę. Butla ma 400 ml, więc zapewniam, że kosmetyk jest bardzo wydajny i na długo wystarczy.



Stopień nawilżenia trudno jest jednoznacznie określić, bo nie jest to balsam, który na skórze pozostaje, więc efekt będzie zależny od tego, jak długo będziemy go wcierać. Ja nie potrzebuję dużego nawilżenia, więc chwilę po rozprowadzeniu go spłukuję i to mi w zupełności wystarcza. Przy skórze bardzo suchej należałoby dłużej go "potrzymać", a nie wiem, czy komuś chciałoby się stać pod prysznicem dłużej niż 3-4 minuty? Tak więc przy stosowaniu  "na szybko" ogromnego nawilżenia nie oczekujcie, choć oczywiście efekt odprężenia i ukojenia suchej skóry na pewno jest. 

Z moich obserwacji wynika także, że balsam może się dobrze spisać jako kremowy produkt do golenia przy użyciu maszynki. Niejednokrotnie polecamy sobie niezużytą odżywkę do włosów jako kosmetyk do depilacji, ten balsam działa identycznie. Świetnie włosy zmiękcza i rewelacyjnie chroni skórę przed podrażnieniami, używam go w tej roli równie często jak balsamu nawilżającego pod prysznic. Jeśli macie problemy z podrażnioną skórą po depilacji, to polecam skorzystać  z tej metody, sprawdza się rewelacyjnie na delikatnej skórze.


Balsam AA jest dla mnie swego rodzaju eksperymentem, a jak to z tego typu nowościami bywa, nie jest idealny. Z pewnością nie daje on głębokiego odżywienia (jak to na opakowaniu jest napisane), nawilżenia głębokiego też się nie spodziewajcie. Jest to jednak przyjemny balsam, który zastosowany po kąpieli skórę odpręża i sprawia, że nie jest napięta i sucha, a zrelaksowana i milsza w dotyku.

Wiem, że AA proponuje jeszcze dwie wersje: Jedwabiste wygładzenie i Intensywne nawilżenie. Myślę, ze nie różnią się od siebie znacznie, ale chętnie je wypróbuję, tak w ramach porównania.

Pozdrawiam,

Dorota